Czytasz: Durczok: Szorują po dnie. Co ich może uratować?

Durczok: Szorują po dnie. Co ich może uratować?

Jeśli rządzący sami się nie wykończą, to zalecałbym raczej oswajanie się z myślą o 2 kadencjach rządów PiS, a nie rychłym jego pokonaniu.

Kolejny sondaż, w którym opozycja brawurowo szoruje w okolicach dna, przyniósł wysyp dobrych rad i recept na pokonanie Kaczyńskiego. Rekord banału i głupoty ustanowił gość, ogłaszający, że to nie PiS jest dziś głównym problemem polskiej polityki, ale … opozycja. No cóż… Jaka polityka, tacy publicyści. Ponieważ jednak wśród komentarzy i diagnoz współczesnej polityki sporo jest też ciekawych sądów, uznać należy tę wyżej przytoczoną, raczej za objaw rozhisteryzowania dawnego ulubieńca salonu. I nie poświęcać mu więcej miejsca. 

Durczok: Oto prawdziwy cel zmian w rządzie

Opozycja jest oczywiście wobec tryumfalnego marszu PiS bezradna. Głosiłem niedawno, że podstawowym problemem nie są zużyte twarze, a brak pomysłu. I na siebie, i na PiS. Nie wie, w co uderzyć, jak się przebić i wreszcie - najważniejsze - jak wyrwać skrzypce PiS-owi i zagrać swoją melodię. Ten wniosek staje się już banalny i nudny. Ale jest aktualny. Wyborcy to widzą. I coraz bardziej obojętnieją. To najgorszy możliwy scenariusz. Jak opozycja nie porwie swoich, zostaną w domach. I zabetonują rządy Kaczyńskiego na długie lata.  

Czym innym jednak jest dająca się zauważyć tu i tam, mocno naiwna niecierpliwość. Tak jakby podstawowym problemem było to, że Prezesa i jego drużyny nie da się usunąć już dziś, teraz. To tuptanie nóżkami i uderzanie piąstkami o blat słychać coraz częściej, bez jakiejkolwiek refleksji i racjonalnego spojrzenia w wyborczy kalendarz. Wybory są za niecałe dwa lata. Opozycja, wspomagana najbardziej nawet obfitym zestawem publicystycznych rad, nie przyspieszy ich ani o jeden dzień. Warto o tym przypominać zwłaszcza dziś, kiedy pojawiły się plotki, że Kaczyński rozważa przyspieszone wybory parlamentarne już na wiosnę, razem z samorządowymi. To byłaby dla PO i Nowoczesnej (dla PSL w mniejszym stopniu) prawdziwa katastrofa. Ale dla PiS to też ryzyko, a Kaczyński pamięta, jak pęd do pełni władzy w 2007 roku, zamiast samodzielnej większości, dał mu 8 lat upokorzeń i głębokiej opozycji. Więc na ten wariant bym nie stawiał. 

Dla marzycieli mam jeszcze gorsze prognozy. Otóż jeśli rządzący sami się nie wykończą, to zalecałbym raczej oswajanie się z myślą o 2 kadencjach rządów PiS, a nie rychłym jego pokonaniu. Nawet najtwardsi krytycy Kaczyńskiego nie negują, że Prezesowi udało się pozyskanie tych, którzy do tej pory uznawali całą klasę polityczną za swoich śmiertelnych wrogów. Za obcych, którzy nie tylko tych wykluczonych nie słuchają, ale oczywiście nic dla nich zrobić nie potrafią. Ta grupa, przegrana i wściekła, nagle w PiS dostrzegła swojego reprezentanta, zaufała i - bądźmy uczciwi - na razie się nie zawiodła. 500 plus płacą, mieszkania obiecują, bezpiecznie niby jest. Więc co miałoby tę „wykluczoną Polskę” zrazić do rządzących - atak na sądy? Żarty, a kiedy to te sądy uznawane były za „swoje”, żeby dziś trzeba ich było bronić? Trybunał Konstytucyjny? A co to jest? Może zatem buta i arogancja Suskiego? He, he… A niech tam sobie te jasełka urządzają, pod knajpą w centrum nie takie teksty lecą.

Dziś nie ma żadnego istotnego powodu, żeby zmobilizowany elektorat PiS poważnie spojrzał na opozycję. Dziś jest ona trochę jak najsłabszy w klasie - upokarzana, wyśmiana i lekceważona. Jeśli coś się do niej czuje, to litość. W polityce to jak gwóźdź do trumny. Póki opozycja sama nie znajdzie pomysłu na siebie, PiS, swoimi błędami i stylem, władzy jej nie da.

Kaczyński cierpiał w opozycji dwie kadencje. Tylko on wie, ile razy od najbliższych usłyszał „odejdź”, „ustąp”. Tylko on wie, ile razy śniły mu się    znane słowa Migalskiego: bez Pana nie przetrwamy, z Panem nie wygramy. Przegrywał kolejne wybory, zwyciężał w kolejnych rankingach - braku zaufania i antypatii. Przetrwał nie  dlatego, że kurczowo trzymał się stołka. Przetrwał, bo pogonił swoich ludzi do roboty. Postawił diagnozę, powiedział co uważa za kluczowe, i ruszył w teren. Miłośnicy błyskotliwej wizji szybkiego usunięcia Kaczyńskiego oczywiście nie pamiętają, że mrówcza praca, objeżdżanie Polski gminno-powiatowej i występy przed kilkunastoosobową widownią, utorowały drogę do władzy. To nie był tryumfalny marsz na czele wściekłego na Tuska narodu. To było dreptanie, wracanie do tych samych miejsc, praca nad ideą. I czas. 

Jeśli dziś czegoś brakuje opozycji, to nie nowych twarzy. A w każdym razie nie w pierwszej kolejności. Platformie, Nowoczesnej, Petru, Kosiniakowi i innym, brakuje myśli. Idei i pomysłu. Czy go ogłosi Schetyna czy Lubnauer, jest całkowicie drugorzędne. I fatalnie by było, gdyby ta diagnoza była sklecona naprędce. Bo raz nietrafiona i ośmieszona, drugiej szansy mieć nie będzie. I jeśli dziś jest coś, co w opozycji niepokoi najbardziej, to smutny wniosek, że tej idei ani widu, ani słuchu. I nie widać, żeby czas jej narodzin jakoś się zbliżał.

Czytaj więcej