Relacja

Zabił człowieka, dziś jest szczęśliwym ojcem

Tomasz ma 45 lat. 17 przesiedział w więzieniu. Opowiada nam jak to jest zabić człowieka, okradać i oszukiwać. Mówi też, jak odnalazł sens życia.

Pamięta ten dzień. Pierwszy dzień na wolności. Odebrał go kolega. Tomasz w więzieniu pracował jako krawiec. Odłożyli mu wtedy 3000 zł.

Bałem się wyjść z taką kasą. Poprosiłem kolegę, żeby po mnie przyjechał i od razu zabrał mnie do banku. Wpłaciłem na konto te pieniądze. Potem poszliśmy do McDonalda na kawę.

Zatęsknił za więzieniem

Przygarnęła go macocha, która go nie znała. Pierwszy raz widziała Tomasza na pogrzebie ojca. Bali się go zostawiać samego w domu. Dopiero jak go poznali, to zmienili o nim zdanie. Ale Tomasz nie chciał tam mieszkać, bo tam był alkohol. Wynajął więc mieszkanie. Znalazł pracę.

Zgłosił się na terapię odwykową, leczył się dwa lata. Zrobił prawo jazdy. Zaczął szkołę. Było w nim dużo energii. Strach pojawił się po kilku miesiącach. Zatęsknił za więzieniem. Tam mu było dobrze, miał ciepłą zupę. Łaźnię raz w tygodniu, pranie. O nic się nie musiał martwić.

Po czterech miesiącach zadzwoniłem do terapeutek, że nie chcę być na wolności.

Wrócił do alkoholu

Tomasz ma 45 lat. 17 lat spędził w więzieniu, wyszedł pięć lat temu w sierpniu. Odsiedział dwa wyroki, jeden 3-letni, a drugi - 14-letni. Po pierwszym wyroku wydawało mu się, że wszystko wie najlepiej. Po trzech tygodniach wrócił do alkoholu, narkotyków, do złodziejstwa. Nie umiał się odnaleźć na wolności.

Pierwszy raz trafił do więzienia, gdy miał 23 lata. Zmarła matka, a jemu nie chciało się pracować.

Nie wiedziałem, że będzie ciężko, a nie miałem odwagi, by kogoś poprosić o pomoc. Nie wiedziałem, jak żyć. Alkohol był jedynym wyjściem.

Napadł na listonosza

Jeździł na mecze, brał udział w bójkach. Potem było wojsko. Wyszedł i zmieniał pracę za pracą. Nie umiał i nie chciał się dostosować. Miał kupę długów, nie płacił za mieszkanie.

Wtedy wpadłem na pomysł, żeby napaść na listonosza, zabrać mu pieniądze i pospłacać swoje długi. Na listonosza napadłem, ale niczego nie oddałem, a miałem jeszcze większy problem.

Wszedł do nocnego sklepu z kolegą, wziął dwie butelki wódki. Wyszli, nie zapłacili i wtedy dopadła go policja. Dostał wyrok - 4,5 roku. Odsiedział trzy lata. Zmarnował ten czas w więzieniu. Nie wiedział, że te wszystkie problemy biorą się stąd, że pije, ucieka od odpowiedzialności, że nie umie zadbać o pracę.

I znów alkohol

Po odsiadce przygarnął go tata. Ale zaraz go wyrzucił, bo bał się, że mu z domu zrobi melinę. I znów pojawił się alkohol, znów były włamania.

Zabiłem człowieka, do którego się wcześniej włamałem. Piliśmy razem, potem doszło do bójki. Nie panowałem nad sobą, gdy byłem pod wpływem alkoholu. I zabiłem go.

Po tygodniu go złapali. Trafił do więzienia i dostał wyrok 15 lat. Nie umiał się pozbierać, nie wiedział, czemu to się stało. Obwiniał kolegów, tatę, Boga.

W więzieniu mu się podobało

Ale dostosował się szybko, należał do kultury więziennej, do grypsujących. Umiał wiele załatwić, tam mu się podobało. To na wolności nie umiał żyć.

Pierwszy wyrok to było nicnierobienie, kogoś sprać, oszukać, obgadać. Podczas drugiej odsiadki zajmowałem się szyciem, byłem krawcem i to mi się podobało. Moim głównym celem było kołowanie narkotyków.

Przesiedział 10 lat i kiedy zbliżał się koniec kary, pojawił się strach przed wyjściem na wolność. Bał się, że gdy wyjdzie, znów zacznie pić i wszystko się powtórzy.

Nie chciał patrzeć w lustro

W więzieniu znalazł odskocznię od przeszłości w postaci narkotyków. Uzależnił się od nich. Bo nie chciał myśleć o tym, co zrobił. Chciał zapomnieć. Było mu wstyd, nie umiał spojrzeć w lustro. Zastanawiał się, czemu to się stało. Był pewien, że gdyby wtedy nie pił, to by nie zabił tego człowieka. Stworzył też własną historię, w której obwiniał ofiarę. Żeby mu było łatwiej. Ciężko było mu uwierzyć w to, że tak się zmienił. Był kiedyś dobrym dzieckiem.

Kiedy siedział w więzieniu, dostał skierowanie na terapię. Ale nie chciał chodzić na spotkania. Chciał tylko rzucić dragi. Przewozili go od jednego więzienia do drugiego, ale nie umiał żyć bez narkotyków. Kiedy trafił w końcu na terapię, zrozumiał, że jego problemy zaczęły się wiele lat wcześniej. Wtedy, kiedy miał 14 lat i zaczął pić. Nie skończył podstawówki. Do górniczego technikum poszedł, bo tam było wyższe stypendium. Pieniądze były mu potrzebne na alkohol, na balangi. No i na tej terapii zatęsknił za normalnym życiem. Za rodziną. Własnej już nie miał. Wyszedł z więzienia i był bezdomny.

Bezdomny w nowym świecie. Bo gdy poszedł do więzienia był 1994 rok. Gdy wyszedł – 2011.

Jak siedziałem, koledzy o mnie zapomnieli. Tylko jeden kolega wysłał mi raz kartkę na święta. Nie miałem sensu życia, chciałem się zabić. Ale czułem, że jeszcze mogę coś osiągnąć. Nie wierzyłem tylko w to, że mogę mieć rodzinę i pracę.

Poznał kobietę

Zaczął od pracy. Nie korciło go do złego. Przerastała go kupa zajęć. Ale z drugiej strony nie miał czasu na nudę, na głupoty. Wtedy też poznał kobietę.

Chodził z psem, a ona do niego podeszła i powiedziała, że jej się podoba. Nie wierzył, zwłaszcza, że ona była 15 lat młodsza od niego.

Zamieszkali po 3 miesiącach. Pierwszy rok to była katastrofa. Wyprowadzał się i straszył ją, że odejdzie. Ciężko mu było z kobietą. W więzieniu przez 17 lat mieszkał z facetami. Nie sprzątał, nic nie robił, płacił papierosami.

Jej nadal jest ciężko, jestem uparty. Ona by chciała, żebym jej przy dziecku pomagał, a ja bym wolał pograć w gry.

Żona zaakceptowała

Ale teraz ma sens życia. Ma żonę, syna 9-miesięcznego. Pracuje w firmie. Ma auto, mieszkanie. Spłaca kredyt.

Moje życie wygląda normalnie, tak jak powinno wyglądać 20 lat temu.

Żona go zaakceptowała. O przeszłości dowiedziała się od razu, po tatuażach. Teraz to jest normalne, ale kiedyś tatuaże były atrybutem więźnia. Na wolności nie miał odwagi i pieniędzy. Ale zawsze chciał mieć dziary. Sporo ich ma, na ręce, na plecach, na nogach. Każdy powstał w więzieniu. Jedne z nudów, inne pod wpływem narkotyków czy emocji. Każdy coś znaczy, nie żałuje żadnego. 

Nie chce, żeby syn był taki jak on

Jestem dziś szczęśliwy. Żona i dziecko cieszą się na mój widok. Wiem, jak ojciec wracał z pracy i był kop w garnek, cios matki. Pamiętam takie dzieciństwo. Nie chcę tego dla mojego syna, chciałbym, żeby nie był taki jak ja.

Ale kiedyś opowie mu swoją historię.

Ja się rozliczyłem z przeszłością i nie mam nic do ukrycia. Jest mi tylko przykro, że tak się stało. Dziś staram się być dobrym człowiekiem.

Czytaj więcej

Napisz do autora k.glowacka@silesion.pl
Zmiana kategorii na: Kongres