Czytasz: Bezdomny z larwami to Krzysiek. 34-latek z Zadola

Bezdomny z larwami to Krzysiek. 34-latek z Zadola

Jego historia to opowieść o życiu zniszczonym przez alkohol. Alkohol, który zniszczył też wrażliwość innych na jego los. Na szczęście nie wszystkich.

Od miesięcy snuł się po Zadolu i Ligocie. Zawsze o kulach, często pijany, zwykle w towarzystwie kolegów. Alkohol wydawał się złudnym rozwiązaniem jego problemów. Ciągnął go na dno. Zaniedbany, każdego dnia staczał się jeszcze bardziej. Nie miał sił się podnieść. Raz się udało, ale tylko na chwilę. W czasie terapii chodził ogolony, uczesany, uśmiechnięty. Zaraz po niej wrócił do picia. Przez alkohol odwrócił się od rodziny mieszkającej kilkaset metrów od przystanku, gdzie spędzał całe dnie. A rodzina odwróciła się od niego. Kiedy spotkał go Jarosław Kurek, jego nogi były już żerowiskiem dla larw much. Dla większości osób, które mijały go każdego dnia na ulicy był bezdomnym spod przystanku na Zadolu. Historia 34-letniego Krzyśka z Zadola, to opowieść o życiu zniszczonym przez alkohol. Alkohol, który zniszczył też wrażliwość innych na jego los. Na szczęście nie wszystkich.

Mieszkańcy osiedla znają go z widzenia. Jego rodzice mieszkają w bloku, zaraz obok miejsca, gdzie w poniedziałek znalazł go Jarosław Kurek. Nie mieli już sił walczyć o niego. On też wybierał łatwiejsze rozwiązania. Wolał nocować w pobliskich nieużytkach lub na przystanku autobusowym. Wielu omijało go szerokim łukiem. 

Pewnie pijany, to nie ma się nim co przejmować. Ktoś inny się nim zajmie. To nie mój problem. Alkohol, wypijany przez 34-latka, znieczulił innych na jego krzywdę.

Już raz zniszczył mu życie. Stoczył się na dno, ale dał radę się podnieść. Terapia wydawała się skuteczna, znów chodził trzeźwy, czysty i ogolony. Jak zwykły 30-latek. Wyszedł z życiowego dołka. Niestety nie na długo. Krótko po powrocie z terapii... wrócił do picia.

Krzysiek śmierdział. Stracił swoje ludzkie oblicze. Stał się "tym menelem", "żulem". Kiedy gniły mu nogi, ludzie stali obok i udawali, że nic się nie dzieje. Nikt nie podchodził. Każdemu przeszkadzał smród i muchy. Ekspedientka z pobliskiego sklepu otwarcie przyznaje, że o nim wie. Widziała te ten brud, te owady. Dlaczego nie pomogła? Wszyscy pytani dziś na Zadolu przyznają, że o nim wiedzą. I tak jak oni, tłumaczy, że 34-latek odmawiał przyjęcia pomocy. Aż do wczoraj. 

- Mówił, że da radę. Może i nie chciał sobie pomóc. W końcu trzeba się bardzo postarać, żeby doprowadzić swoje ciało do stanu zaawansowanego rozkładu - mówi jeden z mieszkańców Zadola.

Ale gdy Kurek się nim zainteresował - Krzysiek nie odmówił przyjęcia pomocy. 

- Może trzeba go było siłą wziąć do tego szpitala miesiąc temu, to miałby nogi - mówi nam Jarosław Kurek.

Takich jak Krzysiek było, jest i będzie wielu. "Sami są sobie winni". "Nie poradzili sobie z wyzwaniami codzienności", albo "nie chcieli sobie poradzić". Sami dostarczają wymówek do tego, żeby "zostawić ich w spokoju". Ale tej wymówki nie można przyjąć. Wielu będzie chciało tę naszą wrażliwość wykorzystać. To ryzyko, z którym musimy się liczyć. Jednak normą nie może być mijanie cierpiącego człowieka.

Czytaj więcej