News, Relacja

To oni zginęli pod KWK Wujek [KIM BYLI ZAMORDOWANI GÓRNICY?]

W 36. rocznicę pacyfikacji Wujka wspominamy zamordowanych górników

- Z ofiary życia dziewięciu górników z katowickiej kopalni Wujek, którzy 36 lat temu zginęli od milicyjnych kul, wyrosła wolna i niepodległa ojczyzna, w której dziś żyjemy z dumą i poczuciem chrześcijańskiej oraz narodowej godności – mówił w sobotniej homilii katowicki biskup Adam Wodarczyk.

Uroczysta msza św. w katowickim kościele pw. Podwyższenia Krzyża Świętego rozpoczęła główną część sobotnich obchodów, upamiętniających górników z kopalni Wujek, którzy przed 36 laty zginęli od milicyjnych kul podczas pacyfikacji strajkującego zakładu. Położony w pobliżu kopalni kościół powstał jako swoiste wotum po tej największej tragedii stanu wojennego. Zabitych górników podczas homilii przedstawił biskup Wodarczyk. 

I Wy poznajcie ich bliżej

Krzysztof Giza – pochodził z Tarnogoru w województwie lubelskim, miał 24 lata i należał do Solidarności. Siostra Krzysztofa mówi, że bólu, który jej towarzyszy po stracie brata, nie da się opisać. Był 10 lat od niej młodszy. - Był moim wychowankiem, to ja uczyłam go chodzić i mówić, to ja uczyłam go wierszy. I po co? Po to, żeby w wieku 24 zginął? – pyta.

Joachim Gnida – pochodził z Mikołowa, miał 29 lat, należał do Solidarności, był członkiem wspólnoty Kościoła Ewangelickiego. Zawsze do pracy w kopalni zabierał obrączkę, mimo że zabraniały tego kopalniane przepisy. Podczas strajku dwukrotnie wracał do domu do ukochanej żony Renaty i córeczki Oli. W dniu pacyfikacji o 5 rano założył obrączkę, wziął kanapki i jabłka, wrócił do kolegów. Postrzelony w głowę umierał przez dwa tygodnie, żona znalazła jego obrączkę w bucie, widocznie tego dnia schował ją na wszelki wypadek.

Ryszard Gzik – pochodził z Radomska w województwie łódzkim, miał 35 lat. Jego córka Agnieszka w chwili śmierci ojca miała 11 lat. Wspomina weekendy z tatą, bo należały tylko do nich, była ojca oczkiem w głowie, ukochaną jedynaczką. W niedzielę chodzili wspólnie do kina, a potem na lody albo ciasto, potrafił się z nią całymi dniami bawić. W dniu pacyfikacji nie poznała ojca, z którym widziała się zza siatki. - Po kilku minutach powiedział do mamy: zabierz ją stąd, niech nie widzi, co tu się będzie działo. Tak, oni wiedzieli, że muszą być przygotowani na najgorsze – wspomina.

Bogusław Kopczak – pochodził Katowic, miał 28 lat i należał do Solidarności. Jego córka Katarzyna wspomina, że żona prosiła go, by wrócił do domu, ale on powiedział: Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego.

Andrzej Pełk – najmłodszy z zamordowanych, miał 19 lat, pochodził z województwa łódzkiego, należał do Solidarności. Jego brat wspomina. - Ludzie mówili, że pochowają go na Śląsku, albo trumna będzie zaplombowana i nie będzie jej można otworzyć, ale ta była otwarta. Żona sprawdziła mu sine plecy od pobicia, widziała, gdzie kulę dostał, ubrała go do trumny w jego odświętny garnitur.

Jan Stawisiński – miał 21 lat i pochodził z Zachodniopomorskiego. Jego matka wspomina – widok Janka był wstrząsający, całe ciało pobite, głowa przestrzelona, lekarz dyżurny nonszalancko mi oświadczył, że to już trup. Po interwencji matki przewieźli go do szpitala w Ochojcu, gdzie ta zatrudniła się jako salowa, czuwała przy nim dzień i noc, aż do śmierci.

Zbigniew Wilk – miał 30 lat, pochodził z województwa podkarpackiego, należał do Solidarności. Namawiany przez żonę do opuszczenia strajku i kolegów odpowiedział, że nie mógłby spojrzeć sobie w oczy. - Zobacz, cała Polska walczy, a ja mam stchórzyć? – mówił. Jego córka Maria, która w chwili śmierci taty miała 5 lat, bardzo często odwiedza ojca na cmentarzu, gdzie rozmawia z nim na swój sposób.

Zenon Zając – miał 22 lata, pochodził z Olsztyna, działał w Solidarności. Helena, jego mama, mówi: – Zenek marzył, aby wrócić w rodzinne strony. Kochał ziemię i gospodarstwo. Marzenia nie zdążyły się zrealizować, kula przerwała jego młode życie.

Józef Czekalski – W dniu, kiedy zginął, miał wolne, ale poszedł na kopalnię. Chciał na emeryturze wybudować dom i zamieszkać w nim ze swoją żoną, niestety, nie doczekał się spełnienia marzeń.

Nie zmarnujcie tego!

W homilii katowicki biskup wskazał także na przesłanie, jakie niesie śmierć dziewięciu górników. Wezwał wszystkich, aby dołożyli wszelkich starań, „by nie zmarnować bezcennej ofiary życia dziewięciu z Wujka”. 

Jak mówił hierarcha, górnicy z kopalni Wujek stanęli w obronie swojego kolegi (przyp. red.- internowanego szefa kopalnianej Solidarności) i innych prześladowanych przez komunistyczną władzę. - Ośmielili się powiedzieć, że władza nie może ciemiężyć narodu, lecz powinna mu służyć – wskazał bp Wodarczyk, podkreślając, że strajkujący górnicy doświadczyli cierpienia i prześladowania, a dziewięciu z nich „zapłaciło cenę najwyższą - swojego życia”.

 To była komunistyczna dyktatura

Mówiąc o wprowadzonym przed 36 laty stanie wojennym hierarcha ocenił, iż był on „stanem wojny komunistycznej dyktatury z polskim narodem”. Podkreślił, że sobotnie uroczystości upamiętniają wszystkie „ofiary walki komunistycznej władzy z narodem” oraz są „dziękczynieniem za ofiarę życia dziewięciu górników”, którzy wykazali się odwagą i determinacją.

Ostatnia szychta

Protest w kopalni Wujek rozpoczął się na wieść o aresztowaniu szefa zakładowej Solidarności Jana Ludwiczaka. 14 grudnia pierwsza zmiana rozpoczęła strajk, żądając zwolnienia z więzienia Ludwiczaka i innych działaczy "S" z całego kraju, respektowania Porozumienia Jastrzębskiego oraz niewyciągania konsekwencji wobec protestujących. Do strajku przyłączali się górnicy z kolejnych zmian, którzy sformułowali dalsze postulaty - zniesienia stanu wojennego i przywrócenia działalności Solidarności. 16 grudnia kopalnię otoczyły siły milicji i wojska z czołgami i wozami pancernymi. Negocjacje strajkujących z władzami nie przyniosły rezultatu. Przed godziną 11. czołgi sforsowały kopalniany mur, a uzbrojone oddziały ZOMO wkroczyły na teren zakładu. Do akcji wprowadzony został pluton specjalny ZOMO, padły strzały. Na miejscu zginęło sześciu górników, jeden umarł kilka godzin po operacji, dwóch kolejnych na początku stycznia 1982 r.

Dla dziewięciu górników była to ostatnia szychta w życiu. 22 górników zostało postrzelonych. Dopiero po upadku PRL, po wielu latach procesów, na kilkuletnie kary więzienia skazano kilkunastu b. członków plutonu specjalnego ZOMO, którzy strzelali do górników w Wujku, a dzień wcześniej w kopalni Manifest Lipcowy, gdzie ranili czterech górników. 

W uroczystościach upamiętniających to wydarzenie wzięła udział wicepremier Beata Szydło.

Czytaj więcej

Napisz do autora a.smolak@silesion.pl
Zmiana kategorii na: Historia naszego regionu