Czytasz: Migalski o sprawie Alfiego Evansa: zażartość i fanatyzm. Dajcie mu odejść!

Migalski o sprawie Alfiego Evansa: zażartość i fanatyzm. Dajcie mu odejść!

Śląski politolog i autor książki poruszającej temat eutanazji, ostro krytykuje walkę "armii Alfiego": "życie nie jest święte i nie jest darem Boga".

Sprawą eutanazji Alfiego Evansa od blisko tygodnia żyje cały świat. Mieszkający w Liverpoolu dwuletni Alfie od urodzenia cierpi na niezdiagnozowaną chorobę układu nerwowego. Zdaniem lekarzy, jego stan od wielu miesięcy zamiast polepszać się, stale się pogarsza i uznano go za wegetatywny. W obliczu nieodwracalnych uszkodzeń mózgu, po wielomiesięcznej batalii sądowej, decyzją sądu w poniedziałek odłączono chłopca od aparatury podtrzymującej życie.

I choć lekarze przewidywali, że po odłączeniu jej, Alfie umrze po kilkunastu minutach, chłopiec, ku zaskoczeniu wszystkich, zaczął samodzielnie oddychać i wciąż żyje. Wreszcie podano mu maskę tlenową oraz zaczęto go nawadniać, a rodzice dwulatka postanowili rozpocząć kolejny etap walki o prawo do leczenia syna.

W sprawie zainterweniowały nawet włoskie władze, które przyznały w poniedziałek chłopcu paszport i zaoferowały objęcie go opieką medyczną we Włoszech. W sprawę zaangażował się również papież Franciszek, apelując o ochronę życia chłopca. Brytyjski sąd pozostał jednak nieugięty i nie wydał zgody na wywiezienie chłopca z Wielkiej Brytanii, twierdząc, że dalsza walka o życie Alfiego jest bezzasadna i nadeszła pora na "ostatni rozdział w sprawie tego niezwykłego małego chłopca". Sędzia Anthony Hayden zgodził się tym samym z lekarzami, twierdzącymi, że doszło do nieodwracalnych zmian w mózgu, więc dalsze podtrzymywanie dwulatka pryz życiu byłoby "nieludzke".

Głos w sprawie postanowił zabrać Marek Migalski, były europoseł, politolog i pisarz, autor powieści "Wielki finał", poruszającej temat eutanazji. Migalski w mocnych słowach zwrócił się do nazywającej się mianem "armii Alfiego" grupy działającej na całym świecie na rzecz podtrzymywania chłopca przy życiu.

Poniżej treść listu otwartego, opublikowanego dziś na Facebooku Migalskiego:

LIST OTWARTY DO TAK ZWANYCH OBROŃCÓW ŻYCIA, W SPRAWIE ALFIEGO EVANSA

"Moi Drodzy, od wczoraj kilkoro z was życzyło mi śmierci. Osobne życzenia tego samego były skierowane do mojej mamy. Wyzwisk i bluzgów pod moim adresem nawet nie liczę, bo mało mnie przejmują. Ale coś mówią o was i waszym myśleniu.

Ale nie o moich odczuciach tu będzie. Także nie o tym, że jeden z was, konkretnie Andrzej Duda, stwierdził na Twitterze, po angielsku zresztą, że Alfie Evans musi być uratowany. Wyobraźcie sobie komentarz Angeli Merkel lub Wladminira Putina odnoszący się do wyroku sądu w Polsce w jakiejś sprawie o aborcję lub eutanazję. Prawda, że głupio wyszło, gdy głowa państwa polskiego wypowiada się w sprawie wyroków sądowych w innym państwie? Widać, że podporządkowanie polskiego wymiaru sprawiedliwości przestaje obecnej władzy wystarczać, i chce dyktować wyroki także sędziom w Wielkiej Brytanii. Ale mniejsza o to.
Wczoraj napisałem, że Alfie nie widzi i nie słyszy, nie odróżnia obrazu matki od lampy, a dotyku ojca od dotyku bandaża. Że jego ciało cierpi, bo jest kłute, cewnikowane, poddawane innym przykrym zabiegom, a on nie wie, co się wokół niego dzieje. I że jeśli istnieje piekło, to właśnie go doświadcza, a będzie ono trwało tak długo, jak długo „dobrzy ludzie” z waszej bajki, będą o to walczyć. Tyle. Tyle wystarczyło do hejtu na mnie i na moją rodzinę.

Ale ów hejt skłonił mnie do tego, by do was napisać. Bo chyba należy się nam rozmowa, a nie tylko ten bluzg i wyzwiska. Spróbujmy więc zaznaczyć różnice w naszych stanowiskach. Zacznijmy od tego, w jakim stanie jest Alfie. Zapewne znany jest wam ten dokument:

https://www.judiciary.gov.uk/…/2018/02/alder-hey-v-evans.pdf

Niech zgadnę: 95% z was nie kliknęło na powyższy link, prawda? Pozostałe 5% to zrobiło, ale gdy zobaczyło, że tekst jest długi i po angielsku, wróciło do mojego wpisu. Szkoda, bo to znaczy, że zamiast dyskutować o faktach, wolicie swoje ideolo. Ale nic nie szkodzi, spróbuję wam mniej więcej opisać, jak dziś wygląda świat tego prawie dwuletniego dziecka.

Alfie ma martwe duże obszary mózgu. Martwe, rozumiecie? To znaczy, że nic do nich nie wpływa, i nic z nich nie wypływa. Oznacza to, że nie widzi i nie słyszy. To znaczy – jego oczy funkcjonują a uszy rejestrują dźwięki, ale nic z tego nie jest dostarczane do mózgu. A jeśli tak, to tylko jako nieskoordynowane i nic nie znaczące sygnały. Jeśli widzi, to przesuwające się plamy; jeśli słyszy to kakofonię, która jest dla niego szumem.
Bo ludzie, i zwierzęta, widzą i słyszą nie oczami i uszami, ale mózgiem.

Oczy i uszy są tylko narzędziami rejestrującymi świat zewnętrzny – coś znaczące obrazy i logiczne ciągi dźwięków układa dopiero mózg. Co więcej, oczy czy uszy nie są mu do tego potrzebne – potrafimy dostarczyć do niego potrzebne informacje bezpośrednio, bez ich użycia. Mózg może zatem widzieć bez oczu, ale oczy nie mogą widzieć bez mózgu. Alfie ma martwe duże obszary mózgu, więc dlatego niczego tak naprawdę nie widzi i nie czuje, choć jego źrenice mogą się powiększać lub pomniejszać w zależności od natężenia światła.

Rozumiecie? To idźmy dalej.
Alfie nie wie, co się wokół dzieje. Jedyne, co jego ciałko, nie on, rejestruje, to ból zadawany mu od czasu do czasu przez zastrzyki, wenflony, cewniki. Napisałem „od czasu do czasu”, ale on nie wie, co to czas, nie zna tego pojęcia. Napisałem też „jego ciałko”, bo nie cierpi on, lecz jedynie właśnie jego bezbronne i nic nie rozumiejące ciało. Jest bez żadnego kontaktu ze światem zewnętrznym – dlatego twarz matki jest dla niego tym samym, co kształt lampy, a dotyk ojca przypomina dotyk bandaża. W tym nie ma niczego obraźliwego – to zapis tego, jak on teraz funkcjonuje.

Zapytacie: skąd to wiem? Z postępowania sądowego oraz z badań lekarzy. Bo może wam umknęło, ale sprawa Alfiego była przedmiotem wieloinstancyjnego postępowania sądowego, w którym korzystano z ekspertyz lekarskich. Wiem, że wy wiecie swoje i pewna lekarka z Bydgoszczy także, ale dla sędziów jednak dowody przedstawione przez lekarzy, którzy opiekowali się tym chłopcem, okazały się mocniejsze.
Podobno Alfie miał nie oddychać samodzielnie, a oddycha. To możliwe – za pracę płuc, a także serca czy wątroby, odpowiada tak zwany gadzi mózg i jest on niezależny od prawidłowego lub nieprawidłowego działania kory mózgowej, w której mamy umiejscowione wszystkie najważniejsze obszary pozwalające nam na normalną egzystencję społeczną. Nie obrażajcie się na termin „gadzi mózg” – to nazwa naukowa na określenie tej części naszego mózgu, waszego zresztą też, która jest najstarsza i którą odziedziczyliśmy po naszych gadzich przodkach. Wiem, że w to nie wierzycie, ale nie oznacza to, że jest to nieprawda.

Macie pewnie wątpliwości, czy wcześniejszy opis imaginarium Alfiego jest w pełni adekwatny. No bo niby skąd to możemy wiedzieć? Odpowiedź jest dosyć prosta: bo tak twierdzi nauka. Ta nauka, dzięki której czytacie ten tekst, bo komputery, internet i okulary na nosach części z was nie zostały wymyślone przez Boga, ale stworzone przez naukę. Przez tę naukę, z której korzystacie przy okazji podawania zastrzyku u dentysty, korzystania z tomografu czy oglądania telewizji. Hejtować mnie też możecie tylko dlatego, że nauka wam to umożliwiła.

Ale, słusznie podejmiecie, czy nauce nie zdarzały się pomyłki? Oczywiście, i to nawet bardzo spektakularne! Ale o tym, że takimi były dowiadywaliśmy się właśnie dzięki nauce. To nie wasz Bóg objawił nam, że lobotomia była koszmarnym błędem, lecz medycyna. I to nie papież obalił część teorii Newtona, lecz Einstein.

Musicie pamiętać jeszcze o jednym – opieka nad Alfiem kosztuje. Nie jego rodziców lecz nas wszystkich. Że to straszne i niehumanitarne myślenie? Dorośnijcie – Aflie zajmuje miejsce w szpitalu, absorbuje pracę pielęgniarek i lekarzy, wymaga specjalistycznego sprzętu i leków. W tym samym czasie tego wszystkiego brakuje innym dzieciom. Budżety służby zdrowia nie są nieograniczone – nawet tak bogatych państw, jak Wielka Brytania. Musicie pojąć, że utrzymując w stanie wegetatywnym Alfiego, tym samym odmawiamy pomocy iluś innym dzieciom, które są w pełni świadome, kochające, rozumiejące świat, ale muszą czekać na miejsce w szpitalu, sprzęt lub leki, bo wy bronicie prawa do życia dla dziecka z martwym mózgiem. Nie oburzajcie się, lecz przez chwilę bądźcie dorośli – służba zdrowia nie jest workiem bez dna: dając coś Alfiemu, odbieracie to samo komuś innemu. Dociera to do was? To teraz idźcie do dzieci z chorą i raniąca skórą, które muszą czekać na zabiegi; albo do chorych na białaczkę czy raka, stwardnienie rozsiane, lub porażenie mózgowe. Idźcie i powiedzcie im, że muszą poczekać na wózki, leki i miejsce na sali, bo wy walczycie o życie Alfiego.

Ostatni być może wasz „racjonalny” argument zasadza się na tym, że nawet jeśli mam rację, to przecież jest nieludzkie, żeby o losie dziecka decydował sąd, a nie rodzice. Ale sami się chyba zgodzicie, że władztwo rodziców nad dziećmi nie powinno być ograniczone, prawda? Jeśli dziecko jest maltretowane, bite, katowane lub gwałcone przez swoich naturalnych rodziców, to przecież nie mamy problemu z tym, żeby odebrać je tym prześladowcom. A kto to robi? Sądy przecież! Bo dzieci nie są własnością swych rodziców i nie mogą oni robić z nimi co im się żywnie spodoba. Jeśli zatem lekarze mają rację, że życia Alfiego jest piekłem, ciągłym pasmem cierpień, bez szansy na poprawę, to jak ocenić rodziców, którzy się z tym nie zgadzają i chcą mieć go przy sobie, bo podobno – według ich relacji – poznaje ich i ma świadomość? Czy tacy dorośli mają prawo do, de facto, znęcania się nad swym dzieckiem? Nie porównując obu sytuacji i nie posądzając matki i ojca Alfiego o złe intencje, trzeba powiedzieć, że wielu patologicznych oprawców swoich pociech jest przekonanymi, że nie czynią niczego złego. Od tego właśnie mamy sądy, by w tak drastycznych sprawach rozstrzygały, czy dziecku dzieje się krzywda, czy też nie.

Na tym kończy się dyskurs w miarę racjonalny i dalej musimy już radzić sobie z wami przy uwzględnianiu tego, w co wierzycie. Nie jest to łatwe, ale spróbujmy. Po pierwsze zatem wierzycie, że może zdarzyć się cud. Cuda się nie zdarzają, ale są przypadki nagłego ozdrowienia. Tyle tylko, że nie dotyczą one ożywienia martwego mózgu, tak jak nie zdarzają się odrośnięcia kończyn. To, co zdarzyło się Alfiemu, to nie częściowe porażenie mózgowe lub śpiączka – to martwica dużych obszarów mózgu. Z tego się nie wychodzi. Możecie się o to modlić, ale to nic nie da.

Wiem, wierzycie, że przecież w Loudres nie takie rzeczy się zdarzały, ale przypominam, że Kościół uznał jedynie 70 cudownych uzdrowień (na marginesie – żadnych spektakularnych odrośnięć kończyn czy odrodzenia martwego mózgu). Jak na ponad 150 lat działalności i około sześciu milionów pielgrzymów rocznie, to wynik jest bliski temu, jaki notuje się w każdej kostnicy - 0,00001167% uzdrowień. Szału nie ma.

Cud się zatem nie zdarzy. Idźmy dalej – czy jeśli jednak Alfie zostanie odłączony od wszelkiej aparatury ratującej życie, to jak myślicie – jego dusza trafi do nieba? Nie kpię, próbuję tylko odtwarzać wasz tok myślenia. Zgodzicie się chyba, że tak, prawda? Bo – mam nadzieję - nie uważacie swojego Boga za skrajnego psychopatę, który duszyczkę tego małego człowieka posłałby do piekła lub czyśćca. Zatem dlaczego nie chcecie mu na to pozwolić? Jeśli nie ma szansy na wyleczenie, jeśli jego codzienna egzystencja jest ciągiem cierpień, to dlaczego do cholery nie pozwolicie mu już „odejść do domu Pana”?!

Tu pojawia się, nie przez przypadek, postać Jana Pawła II. Pamiętacie, że właśnie te słowa wypowiedział przed śmiercią: „Pozwólcie mi odejść do domu Ojca”. Dlaczego tak postąpił? Bo nie chciał już cierpieć, a dalsze podtrzymywanie go przy życiu, możliwe z technicznego i medycznego puntu widzenia, było dla niego bezsensowne. Chciał już zakończyć swoje męki i umrzeć. Wówczas JP II znajdował się w o stokroć lepszym stanie zdrowia i umysłu, niż obecnie Alfie, tyle tylko, że ten ostatni nie potrafi tego powiedzieć. Nie może wymówić tej frazy, bo jego umysł nie zna już słów, nie rozumie dźwięków, nie jest świadom swej egzystencji. Ale jego ciałko cierpi o wiele bardziej, niż cierpiał JP II dzięki lekom i zabiegom medycznym. Pozwólcie odejść Alfiemu do domu Ojca, tchórze.

Bo może tak naprawdę nie o niego wam chodzi, lecz o wasze sumienia? Chcecie by były czyste i dlatego pozwalacie na cierpienia tego dziecka? Gdybyście naprawdę mieli na celu jego dobro, to już dawno ulżylibyście jego męce. Ale wam, zdaje się, chodzi o was. Dobrze się czujecie w roli obrońców życia, cywilizacji i wartości. Gdzieś macie konkretne życie i konkretne cierpienia – wam idzie o was, o waszą świętoszkowatość i faryzeizm. Walczycie o życie Alfiego, ale de facto bojujecie o swoje miejsce w niebiesiech. Taka jest stawka tej gry, stąd wasza zażartość i fanatyzm.
Czy wiecie, że Episkopat Anglii poparł stanowisko lekarzy? Tak, tak – biskupi i arcybiskupi katoliccy nad Tamizą są po przeciwnej stronie niż wy. Na szczęście macie za sobą stanowisko Franciszka, który uważa inaczej, ale odkąd to jego opinie się dla was liczą? Przecież często krytykowaliście go za ustępliwość w sprawach doktrynalnych, społecznych, ekologicznych, ale także nauczania Kościoła? Tak czy inaczej – nawet Kościół, do którego pewnie wszyscy należycie, jest w tej sprawie podzielony, czyli jego najwyżsi przedstawiciele mają w tej materii wątpliwości.

Ale nie wy, prawda? Wy wiecie i wy to wykrzyczycie na całe swoje gardło. Bo Bóg jest z wami!

A teraz najcięższa część tego listu, bo odnosząca się do fundamentów waszej wiary – nie musicie jej czytać, bo może was zaboleć, choć nie taka jest moja intencja. Moi drodzy, waszą sprawą jest to, w co wierzycie. A wierzycie w to, w co wierzyli wasi rodzice. Nie buntujcie się – to najbardziej relewantny faktor w wyborze konfesji. Mówiąc po ludzki – ludzie najczęściej wierzą w to, w co wierzyli ich rodzice. Zdarzają się wyjątki, ale rzadko. Jesteście katolikami, bo wasi rodzice nimi byli i urodziliście się w Polsce. Tak, jak ibn Laden był muzułmaninem, bo jego rodzina była muzułmańska. Nie ma w tym niczego złego, ale warto żebyście widzieli, dlaczego wierzycie w tego, a nie w innego Boga. Bo ludzkość w czasie swej historii wierzyła w tysiące bogów, wy zaś wierzycie w jednego z nich. Oczywiście, uważacie, że tylko on jest prawdziwy i macie na to tysiące dowodów, ale wyznawcy Sziwy, Allaha, Ra, Zeusa też tak sądzili.
Dopóki wasza wiara kształtuje wasze życie, nic mi do tego. Jeśli wierzycie, że czuwa nad wami specjalny osobisty anioł, że wasz Bóg był dzieckiem szesnastoletniej ziemianki i ducha, i że jest także synem swego Boga Ojca i wraz z innym duchem, zwanym Święty, jest jednym Bogiem, mogę uznać, iż to wasza sprawa. Ale jeśli w imię tych przekonań zaczynacie układać życie innym, decydować o tym, jak długo mają cierpieć, i jak prowadzić swoją egzystencję, to jednak tu kończy się moja tolerancja. Składajcie sobie hołdy komu chcecie, ale nie macie prawa decydować o życiu innych ludzi, bo to już w przeszłości ćwiczyliśmy i wiemy, że było przyczyną wielu cierpień i śmierci.

Życie nie jest święte i nie jest darem Boga. Zaczyna się od połączenia plemnika z komórką jajową, a kończy śmiercią mózgu. Jego panem nie jest istota pozaświatowa, lecz sami ludzie. I to oni muszą zacząć rozwiązywać problemy, których dostarcza postęp technologiczny i rozwój medycyny. Odpowiedzi na nie nie znajdziecie w starych księgach, bo ich twórcom nie śniły się dzisiejsze problemy, przed którymi stoimy. Ci biedni pasterze nie mieli pojęcia, co to jest przysadka mózgowa, DNA czy geny. Więc dziś są mało pomocni w rozwiązywaniu dylematów, które niesie nauka i postęp technologiczny. Nie chodzi o to, by się wyrzec tamtych systemów etycznych, ale by uświadomić sobie, jak bardzo nie przystają one do współczesnych naszych kłopotów.

Dlatego przestańcie już krzyczeć te swoje prawdy, bo one w niczym nam nie pomogą w u lżeniu Alfiemu. Nadają się jedynie do hejtowania w necie. Przez ostatnie trzy lata zajmowałem się między innymi kognitywistyką, prymatologią i - zupełnie już amatorsko -neurobiologią. Na początek proponuję wam to samo. Jest wiele książek, które w przystępny sposób o tym traktują. Jak chcecie, to zajrzyjcie do mojej powieści „Wielki finał”, w której problem eutanazji jest jednym z ważnym motywów. Ale najważniejsze – przestańcie narzucać na współczesne problemy swoje stare prawdy i pokrzykiwania. Bo mamy ważne sprawy do rozstrzygnięcia i nie na wszystkie etyczne dylematy nauka ma gotowe odpowiedzi. Wasz głos może być przydatny – chociażby z powodu tego, że jest was najwięcej. Ale nie możecie udawać, że jest wciąż piętnasty wiek, Słońce kręci się wokół Ziemi, a kobieta została stworzona z żebra mężczyzny. Wasz głos może być istotny w wyznaczeniu nowych reguł i zasad postępowania w sprawach fundamentalnych. Lecz w tej debacie nie możecie zajmować stanowisk fundamentalnych.

Żeby było jasne: ludzkość poradzi sobie i bez was. Tak, jak przekonaliśmy się, że słonce wschodzi pomimo tego, że nie zabiło się setki niewolników i że ziemia nie jest usadowiona na czterech żółwiach, tak też dojdziemy i do tego, że wasza wiara jest bajkami podobnymi do mitów greckich czy rzymskich. Ale nie o to chodzi. Macie szansę przestać blokować debatę o granicach ludzkiej interwencji, o zasadach technologii, o powinnościach medycyny, i włączyć się w nią ze swoimi kodeksami moralnymi, które przecież nauka sama z siebie bardzo ciężko jest w stanie wygenerować. Ale najpierw musicie przestać życzyć śmierci waszym oponentom, zapoznać się z dokonaniami ludzkości w ciągu ostatniego wieku oraz dopuścić myśl, że nie wszystko zostało opisane w Biblii czy Koranie.

Jeśli chcemy przetrwać jako ludzkość, musimy zacząć ze sobą rozmawiać i dopuszczać dowody z wiedzy. Bo walkę na mity, obelgi, bogów, dogmaty, klątwy i zaklęcia już przerabialiśmy. Z marnym zresztą skutkiem. Zatem, obrońcy życia, przyjmijcie do wiadomości fakty, przestańcie tak bardzo troszczyć się o własne dusze, zaakceptujcie dokonania nauki i włączcie się do debaty, jak mamy sobie poradzić z tą cholerną technologią i postępem medycznym. Żebyśmy przetrwali jako ludzie. Czego i wam, i sobie, życzę. A Afliemu pozwólcie odejść. Do domu Ojca lub przynajmniej tam, gdzie jego ciałko nie będzie zaznawać cierpienia".

Oryginał listu Migalskiego znajdziecie tutaj: