Czytasz: Miał być amfiteatr. Cała praca pójdzie na marne?

Miał być amfiteatr. Cała praca pójdzie na marne?

Jak zwykle poszło o pieniądze.

Amfiteatr z 1938 r. w Lipniku miał zostać odrestaurowany. Powstał projekt, za którym w bielskim budżecie obywatelskim 2017 głosowało prawie 6,5 tys. osób. To największa liczba głosów w historii bielskiego budżetu. W zbieranie głosów zaangażowała się tutejsza młodzież, bo realizacja projektu przyniosłaby korzyści nie tylko Lipnikowi. Leśne miejsce do odpoczynku i zabawy służyłoby przecież wszystkim mieszkańcom i z pewnością stałoby się atrakcją turystyczną. Oprócz modernizacji amfiteatru powstać tu miały bowiem dwie wiaty, w tym jedna z paleniskiem, plac zabaw, a przy rzece, która tu płynie - plaża.


Projekt zgłoszony został przez Sławomira Glasera, przewodniczącego Rady Osiedla Lipnik. Jego koszt to 500 tys. zł. Tyle miało dać miasto, resztę dołożyć miały Lasy Państwowe.

Projekt wygrał. I co z tego?

Projekt nie został jednak zrealizowany. Dlaczego? Tego próbowała się dowiedzieć m.in. bielska radna Barbara Waluś. Odpowiedź na jej interpelację jest zaskakująca. Lubomir Zawierucha, zastępca prezydenta Bielska-Białej twierdzi bowiem, że inwestycja miałaby powstać na gruntach, które nie są własnością miasta. Większość z nich położona jest na terenie gminy Kozy i są one w zarządzie Lasów Państwowych. Ponadto koszt zadania znacznie przewyższa kwotę 500 tys. zł, czyli wysokości środków na realizację projektu ogólnomiejskiego.

Co jednak z deklaracją bielskiego nadleśniczego Huberta Kobarskiego, który już w 2016 r. wyraził zgodę na realizację tego projektu przez miasto? I dlaczego więc projekt został w ogóle dopuszczony do głosowania, skoro nie może być zrealizowany?

Tomasz Ficoń, rzecznik prasowy bielskiego magistratu tłumaczy, że za merytoryczną ocenę projektu rewitalizacji amfiteatru w Lipniku odpowiedzialny był Wydział Mienia Gminnego i Rolnictwa, który zweryfikował pierwotnie wniosek negatywnie.

- Ostateczną decyzję o dopuszczeniu projektu do etapu głosowania podjęła Komisja Weryfikacyjna, w której zasiadają 3 radni, 3 przedstawiciele UM i 3 reprezentanci Rad Osiedli. W posiedzeniu, podczas którego zapadła ta decyzja uczestniczyło 5 członków komisji, w tym tylko jeden przedstawiciel UM. Komisja postanowiła dopuścić projekt do głosowania po oświadczeniu
autora wniosku, który zapewnił, że spełnia on wszystkie formalne wymogi, w tym przede wszystkim podstawowy Warunek, BO – koszt nieprzekraczający 500 tysięcy złotych. - mówi Ficoń.

Rzecznik przyznaje, że Lasy Państwowe złożyły oświadczenie woli, że udostępnią gminie teren pod tę inwestycję.

- Nie poszły za tym jednak żadne konkretne działania. Do dziś nie posiadamy żadnej umowy, która pozwalałaby nam dysponować tym gruntem, co uniemożliwia nam rozpoczęcie inwestycji. Jeszcze poważniejszym problemem jest fakt, że projekt – co okazało się już po głosowaniu – znacznie przewyższa sugerowany przez wnioskodawcę koszt. A zasady obowiązujące wszystkich autorów projektów do BO są jasne – żaden ogólnomiejski projekt nie może być droższy niż pół miliona złotych – dodaje.

Glaser przypomina, że inwestycja tak naprawdę została już rozpoczęta. Lasy Państwowe przekazały miastu gotowy projekt o wartości ok. 70 tys. zł. oraz prawomocne pozwolenie na budowę, czyli wykonały to do czego się zobowiązały. Ponadto droga, która służyła tu kiedyś do przewożenia m.in. drzewa, została nieco przesunięta, tak by teren pod rekreacje był bezpieczny.

- To nie pierwszy projekt, który miałby zostać zrealizowany w ramach budżetu obywatelskiego poza terenem gminy – dodaje.

Co więc dalej z projektem?

Kobarski mówi, że kosztorys projektu jest ponownie weryfikowany i wynika z niego, że pieniądze Lasów Państwowych i miasta wystarczyłby na jego realizację. Nadleśniczy oświadczył, że do miasta wpłynęło porozumienie od Lasów Państwowych. Bielsko-Biała miała nanieść na nie swoje uwagi, ale jak to określił Kobarski dotąd „wszystko obraca się w powietrzu”. Ponadto jak zaznacza, projekt już dawano, mógł być zrealizowany za unijne pieniądze, ale Lasy Państwowe na wydanie przez miasto pozwolenia na budowę czekały ponad pół roku, a nie jak zakładały trzy miesiące.

Teraz jedna i druga strona musi się dogadać. Podejmiemy rozmowy z miastem, może nawet w przyszłym tygodniu – mówi.

- Nie mogę dopuścić do tego, żeby zamknięto nam usta, nie zamierzamy się wycofywać z tego projektu. Jak miałbym powiedzieć 120 wolontariuszom, którzy zbierali podpisy, że ich praca poszła na marne? - kwituje Glaser.

komentarz autorki

Ludzie pytają, o co chodzi? Sprawa wydaje się prosta. Projekt rewitalizacji amfiteatru zwyciężył i miał zostać zrealizowany. Miasto daje pół miliona, a pozostałą część dokładają Lasy Państwowe. Tymczasem bielski rzecznik wylicza składy komisji, które odpowiadały za dopuszczenie projektu do głosowania i problemy z gruntem, które tak naprawdę nie istnieją, co potwierdza oświadczenie nadleśniczego. Urzędniczą nowomowę 6,5 tys. osób, które głosowały za projektem, z pewnością zweryfikuje w zbliżających się wyborach samorządowych. 

Czytaj więcej