Czytasz: Łatwiej skaczemy sobie do oczu

Łatwiej skaczemy sobie do oczu

Tadeusz Donocik, prezes RIG: jesteśmy ludźmi, jedni są twardzielami, a inni są bardziej podatni na to, by zbliżać się do każdej władzy.

Z Tadeuszem Donocikiem, prezesem Regionalnej Izby Gospodarczej rozmawia Maria Zawała

RIG czymś zarządza?

Poza ewentualną przedsiębiorczością, niczym. Zrzeszamy się, by stworzyć rodzaj samopomocy na kształt bractwa. W Polsce nie ma obowiązku należenia do izb gospodarczych. Nie ma też u nas jeszcze właściwej kultury reprezentowania wspólnych interesów przez dane środowisko. Pewnie pokutują czasy sprzed 27 lat, gdzie trzeba było należeć do różnych organizacji, nawet hodowcy kanarków musieli być stowarzyszeni. Pozostała więc niechęć do zrzeszania się. Skoro nie ma odpowiedniego ustawodawstwa do reprezentowania interesów przedsiębiorców przed administracją publiczną, zorganizowaliśmy się, traktując ustawę o samorządzie gospodarczym jako środek pomocowy. Mało kto wie, że ta ustawa jest jeszcze z poprzedniej epoki, była to ostatnia ustawa pana Rakowskiego i Sejmu przedkontraktowego. Do dziś obowiązująca.

Może nie było potrzeby jej zmieniać?

Raczej brak był woli politycznej, żeby stworzyć z przedsiębiorców partnera samorządom terytorialnym. Prof. Jerzy Stępień, jeden z autorów reformy, przyznaje, że być może to była z ich strony niepotrzebna ostrożność i ustawę o samorządzie gospodarczym trzeba było wprowadzić jednocześnie z ustawą o samorządzie terytorialnym. Państwo mogłoby przekazywać wtedy część zadań, które ma w kompetencjach, do realizacji samorządowi gospodarczemu, np. system edukacji zawodowej. We Francji, Niemczech jest w ten sposób np. świetnie zorganizowane szkolnictwo zawodowe, tzw. system dualnego kształcenia, dlatego że robią to Izby gospodarcze, a nie państwo. Inny przykład: dzisiaj każde miasto, miasteczko, a nawet wieś podpisują porozumienia o współpracy ze swoimi partnerami w Europie, czasami poza nią, ale ta współpraca polega na tym, że się wzajemnie odwiedzają, raz na parę lat wójtowie, starostowie spotykają się i na tym się poprzestaje. Gdy to samo robi się przy użyciu narzędzi, którymi dysponują izby, to prezydentowi czy burmistrzowi towarzyszy misja gospodarcza, a jak się to robi na jeszcze większą skalę, jadą przedstawiciele szkolnictwa, kultury. Potrzeba albo brak potrzeby istnienia samorządu gospodarczego w Polsce kłania się wtedy, kiedy przeideologizujemy funkcje państwa, które zajmuje się nie tym, jak zarobić pieniądze, tylko tym jak wziąć pieniądze i jak je podzielić.

A teraz państwo jest na jakim etapie?

Boję się, aby mnie czy izbie nie przypisano, że zawsze coś nam się nie podoba, ale na dzisiaj, kiedy mamy dobre wskaźniki ekonomiczne, wzrost PKB,  a premier Morawiecki na Europejskim Kongresie Gospodarczym podawał przykłady, że jest dobrze, to ja wiem, że on nie podał drugiego członu tego sukcesu, nie powiedział, że zawdzięczamy to nie bieżącym działaniom polityków, ale polskim przedsiębiorcom. To oni wypracowują PKB, pracują w nielimitowanym czasie pracy, ryzykując wszystkim co mają. Przypisywanie sobie zasług z tytułu wzrostu gospodarczego jest nie do końca uczciwe, bo też nieprawdziwe. Nie da się w ciągu roku stworzyć takich mechanizmów, które dałyby taki efekt jak obecnie tak szybko. Są wynikiem długofalowych rozwiązań, biznes na sukces musi czasami pracować całe lata. Ale sam fakt, że są dobre wyniki w gospodarce cieszy. Jest rozwój, lepsza ściągalność podatków, pomniejszyła się szara strefa. Są w tym doraźne działania państwa. Groźba utraty firmy sprowadziła na ziemię niektórych przedsiębiorców, którzy nie przestrzegali standardów. Izby gospodarcze zawsze były temu przeciwne, także zasadom naruszania konkurencji.

Wicepremier Morawiecki powiedział, że polska gospodarka wkrótce przegoni Zachód. Czy pana zdaniem to możliwe?

Chciałbym w to uwierzyć, nie można niczego lepszego życzyć Polsce i Polakom jak przegonienia Zachodu, nam się przez ostatnie 27 lat nie udało, może jak młodzi dojdą do władzy, bo wcześniej jak słyszymy "postkomuna" rządziła, to się uda.

O sobie pan mówi postkomuna?

O sobie też, Jarosław Kaczyński całe 27 lat tak określił w kontekście Konstytucji, o wszystkich Polakach w tym czasie pracujących tak mówił. Że są pokoleniem postkomunistycznym, że są skażeni tamtym systemem, że oderwanie się od tamtego sposobu widzenia państwa było rzeczą niemożliwą. Moje pokolenie jest trochę przegrane. Włożyliśmy dużo pracy i serca, ryzykując,  braliśmy w swoje ręce wiele rzeczy, a dzisiaj nam się mówi, że to było złe. Są pewne rzeczy, gdy nie nadążam w myśleniu, bo mnie uczono, że nie ma odpowiedzialności zbiorowej, jedna ze świętych zasad prawa.

To jest polityka.

W Polsce nie tylko polityka, to już przybiera rozmiar nieliczenia się z elementarną przyzwoitością, w ten sposób łatwiej skaczemy sobie do oczu, podziały są głębokie na tyle, że w rodzinach ludzie nie podają sobie ręki.

Czy te podziały polityczne wpływają na biznes?

Teoretycznie biznes jest biznes, polityka nie powinna mieć wpływu, ale jesteśmy ludźmi, jedni są twardzielami, a inni są bardziej podatni na to, by zbliżać się do każdej władzy. Godzenie się na podjęcie funkcji w spółce skarbu państwa jest jednoznaczne z tym, że jak PiS odda władzę, trzeba będzie odejść.

Spółki skarbu państwa to wyborczy łup. Wcześniej też tak było. 

Było i zawsze to krytykowałem, sam zresztą doświadczyłem takiej sytuacji. Tym bardziej widzę, że to niedobre zjawisko. W gospodarce nie powinno być żadnych politycznych kryteriów, tylko kompetencje. O Skarb Państwa trzeba dbać bardziej niż o prywatne. Takiej kultury nie wytworzyliśmy przez 27 lat.

Ale gospodarka jednak rośnie.

Po pierwsze rozmawiam z przedsiębiorcami, oni jednak różnie odbierają rzeczywistość. Są tacy, którym się wiedzie lepiej, są tacy którym gorzej. Są firmy, którym się udało, kapitał w strefach ekonomicznych ma się dobrze, ale są też firmy z sektora budowlanego czy usług, którym jest gorzej. Są badania pokazujące wzrost braku zaufania przedsiębiorców do państwa, z powodu jakości stanowionego prawa, chodzi o VAT i przepisy, które rzutują na zdolność konkurencyjną firm. Mówi się, że nie może być 3-4 kontroli jednocześnie, a są. Mają się skończyć w ciągu dwóch tygodni. I kończą się, a dwa dni później zaczynają kolejne. Tak się dzieje, gdy państwo szuka pieniędzy, bo są potrzebne do zrealizowania zobowiązań wobec narodu. Pozostaje niebezpieczeństwo,  że odbędzie się to kosztem firm, bo tylko tam są te pieniądze. Są jeszcze najbogatsi, mały procent, którym można zabrać,  ale wtedy zrobi się szaro i beznadziejnie. I to jest zagrożenie największe, moje pokolenie żyło w czasach szarości. Możliwe, że przedwcześnie się martwię, ale jeszcze rok, dwa, a możemy przekroczyć granicę, od której nie ma odwrotu.

Boi się pan, że wróci komunizm? Nie podziela pan optymizmu wicepremiera Morawieckiego?

Boję się, że optymizm wicepremiera nie uwzględnia wszystkich aspektów funkcjonowania gospodarki, ale jeśli się mylę, mogę mu tylko gratulować, ponieważ poświęciłem całe swoje życie, by nam się żyło lepiej. I chciałbym, by co najmniej moje dzieci albo wnuki otrzymały kiedyś emerytury w wysokości, gdy mówienie na ten temat nie będzie wstydem.

Czytaj więcej