Komentarz

Kto następny w kolejce do lwiej paszczy?

Dobrzeń mógł być jeszcze wypadkiem przy pracy. Kusiło 40 milionów podatku zabieranego elektrowni, mniejszość niemiecka nie potrafiła pokazać swojej siły (za to dodawała narodowego smaczku), w końcu miejscowość, choć Wielka, duża nie była.

Ale próba sił o zmianę granic okręgu wyborczego, choć toczona przy całkiem innych hasłach - była jak trąbka na początku polowania. Dała sygnał.

Teraz widać już wyraźnie, że gra idzie o cały samorząd. PiS uznało, że każda metoda dobra. Więc na całego testuje sposób na przejęcie samorządu. Warszawa na hasło "metropolia" zareagowała jak byk na płachtę. Autora, posła Sasina, wybuczeli na spotkaniu głównie mieszkańcy, wściekli, że się majstruje za ich plecami. Stary dowcip o skakaniu do basenu w którym nie wiadomo czy jest woda, nabrał nagle zupełnie nowego znaczenia. Burmistrzowie czy prezydenci jasno mówią, że najpierw mają być konkrety, a potem mogą cokolwiek komentować. Na tej wrzutce przejechał się Sasin, wściekły jak osa, że nie ma pełnego wsparcia partii. Ale niech nikt się nie łudzi, że to był tylko jego pomysł. Operacja „Warszawa” była zaplanowana i jest tylko częścią bitwy o samorząd. Bitwy w której PiS sprawdza, czy kij, pałka czy marchewka albo inne frukta, sprawdzą się najlepiej w walce o ludzi i pieniądze. A dokładnie, o możliwość skoku na jedną trzecią kasy, jaką w Polsce można wydać według politycznego uznania. Czyli głównie na utrwalanie władzy. Swojej.

Przed nami na Śląsku taka sama batalia. Pisałem niedawno, że Metropolia Silesia będzie wielkim testem. Już wiadomo, że spóźnione, a przez to pozbawione szans dziecko poprzedniej koalicji - ustawa na którą czekaliśmy 8 lat - ma zerowe szanse, by wejść w życie. Nie ma ani 250 milionów potrzebnych, by zaczęła działać, ani niezbędnych przepisów szczegółowych, bez których też nie ruszy, ani wreszcie woli, by to wszystko uruchomić. Jest za to nowy projekt, który poznamy w piątek, ale którego prawdziwy sens trzeba będzie przeczytać między wierszami. A potem poważnie się zastanowić, o co w nim idzie.

Moim zdaniem PiS zrobi wszystko, żeby przejęcie samorządu ułatwić sobie jak najbardziej. Za półtora roku mają być wybory. Skoro partia Kaczyńskiego bierze wszystko, nie ma żadnego powodu, by nie brała też samorządu. Czym może zagrać? A no niestety wszystkim. Jakoś ciszej się zrobiło nad niesłychaną wypowiedzią Prezesa o tym, że niedziałanie prawa wstecz też da się załatwić i prezydentom czy burmistrzom już urzędującym przez dwie kadencje, trzeci raz rządzić nie będzie wolno. To, że ktoś w ogóle rozpatruje taką możliwość, jest dowodem albo na poczucie, że mu absolutnie wszystko wolno, albo na prawnicze szaleństwo, albo na pogardę dla prawa i ludzi. Bo to mniej więcej tak, jakby zadekretować, że futbol to gra w której wolno kopać po kostkach, pomagać sobie rękami i jeszcze pluć sędziemu w twarz ilekroć uważamy, że się machnął i nie widział spalonego. Zasada nieretroakcji, polegająca właśnie na tym, że jak coś uchwalamy, to nie działa to wstecz (lex retro non agit), to fundament współczesnej doktryny prawnej, szanowany i respektowany przez wieki. Skoro najmocniejsza osoba w Polsce rzuca sobie takie hasełko jak żarcik przy niedzielnym śniadanku, to mamy jasną deklarację: w marszu po władzę absolutną przed niczym absolutnie się nie cofniemy. Wydłużyć kadencję i zrobić wybory samorządowe wespół z parlamentarnymi? A co to za problem skoro można prawo wprowadzać wstecz! A widzicie taką kampanię? Ja widzę, oczyma wyobraźni. O samorządzie jest może 10 procent debaty. reszta to Smoleńsk, Misiewicze, Macierewicz, Piotrowicz, Pawłowicz, 500 plus, dekomunizacja, plan Morawieckiego i wojna z sędziami. Jak już ludzie ruszą do urn, wszystko będzie tak polityczne, anty- albo pro-pisowskie, że miejsca na „Zielone płuca Ligoty” albo „Stop dla smogu w Rybniku” nie będzie już wcale. Wszystko utonie w wielkiej polityce. Fatalnie to wróży.

Majsterkowanie przy metropolii już się zaczęło i nie wiadomo czym skończy. Choć łatwo PiS miał nie będzie. Prezydenci, burmistrzowie i wójtowie to jednak realna siła za którą stoją ludzie. Mieszkańcy głosujący na konkretnego człowieka i konkretnego człowieka również słuchający. Wkurzony wójt (pomnożony przez setki gmin w kraju) może się okazać trudniejszym przeciwnikiem, niż się PiS wydaje. Na razie słychać, że zwiera szeregi. Kłopoty megapopularnego prezydenta Lublina zjednoczyły innych włodarzy miast, słusznie się obawiających podzielenia losu pana Żuka. Prokuratorskie kłopoty pani Zdanowskiej, prezydent Łodzi, też pokazują, jakimi kartami gra drużyna Kaczyńskiego. Ciekawe czy wyjdzie z tego Waterloo, Samosierra czy Wiedeń.

 

Czytaj więcej

Napisz do autora k.durczok@silesion.pl
Zmiana kategorii na: Zdrowie