Komentarz

Durczok: od gangstera do bohatera czyli masa bzdur

Tabloid może drukować kogo chce. Super Ekspres ma prawo dawać na okładkę nawet misia Yogi. Ale na miły bóg - gdzie mamy resztki szacunku dla samych siebie?

Że autorytetami stali się głupkowaci celebryci i niektórzy politycy, to już jasne. Zdążyliśmy się oswoić, że największa pierdoła, opakowana w smakowitą otulinę demagogii z hipokryzją, wzbudza poklask i uznanie, uwiedzionej bzdurami, części elektoratu. Fala idiotyzmów, byle tylko brzmiała dla ucha miło albo modnie i zwalniała od samodzielnego myślenia, zyskuje rangę prawdy objawionej. Potem jest wynoszona na ołtarze informacji i trafia do sieci, gdzie robi furorę. Zwłaszcza podlana tekstami typu: „Pawlicki miażdży”, „Suski masakruje”, „Szyc zaorany” czy „Karol z Rolnika wściekły na Justynę”.

Wkraczamy jednak w nowy etap. Głos otrzymali gangsterzy. To, że ktoś poza prokuratorem i sądem ich słucha, to jego problem. Ewentualnie jego lekarza.  To, że ktoś to drukuje, to jego prawo, bo dziś światem rządzą klik i nakład. Ale to, że ktokolwiek gangsterów poważa, to już grubsza sprawa. 

Ostatnio trafiło na Pawła Rabieja z Nowoczesnej. Niejaki Masa, gość, którego serio nie traktuje już nawet Wojtuś (l. 6, przedszkolak z Grójca), w pogoni za sławą i pierwszymi stronami gazet, naopowiadał w SE, jak to Rabiej w latach 90-tych był chłopcem na posyłki warszawskiej mafii. No i git. Nie wiem jak było, bo Rabiej i lata 90-te, w mojej głowie to tylko książka autorstwa posła Rabiej i Ingi Rosińskiej, zatytułowana odważnie: Kim Pan jest, Panie Wachowski. Każdy, kto zna tamte realia wie, że zadrzeć z ówczesnym przybocznym prezydenta Wałęsy, było odwagą nie lada. Rosińska i Rabiej dostali wtedy wilczy bilet, a zarzuty wobec „Miecia” (słynne hasło „kto nie z Mieciem, tego zmieciem”) nigdy nie doczekały się klarownego wyjaśnienia. Pozbawiony możliwości wykonywania dziennikarskiego fachu Rabiej gdzieś się musiał zatrudnić, nie dziwi mnie więc informacja, że znalazł robotę w niezwykle wtedy modnym klubie Collosseum (znam, kilka razy z redaktorem Cz. nieźle się tam upiliśmy. I nie jest nam wstyd). Ale że Rabiej ani mi brat ani swat, nie zamierzam się nad nim jakoś użalać. Wszedł w politykę więc niech sobie radzi. 

To jednak, że Masa opowiada jakieś historyjki z mchu i paproci, nie znaczy, że Rabiej powinien się  z nich tłumaczyć. Tymczasem w Polsce, cepem oskarżeń, nawet z d… wyjętych, okłada się każdego, kto nam wchodzi w drogę. Ot, taki Polski obyczaj. Bulwarówka może drukować kogo chce. Super Ekspres ma prawo dawać na okładkę nawet misia Yogi. Ale na miły bóg - gdzie mamy resztki szacunku dla samych siebie? Masa to gość, który może ględzić co chce, a jednak to nas nie zwalnia od brania solidnej poprawki na jego bajdurzenia! 

Warto przypomnieć. Jest tylko jeden powód dla którego ten gość spaceruje na wolności. Otóż zdjęty panicznym strachem (przed kilkoma latami w pierdlu albo przed egzekucją dokonaną przez swoich kolesiów), zdecydował się wsypać całe towarzystwo zwane mafią pruszkowską. I tyle. To cały jego życiowy dorobek, napadów, handlu narkotykami, rozbojów i innych osiągnięć nie licząc. Robienie z niego wyroczni i bohatera masowej wyobraźni to robota głupiego. 

U nas jednak wszystko jest polityczne. Jeśli więc Masa nadaje na PO i chwali Ziobrę, jest cacy. Jak ładuje w PiS, jest be. Atak na opozycję, skąd by nie była, jest dla rządzących cenny. I na odwrót. Za wyrokami polityków idzie oczywiście część ich elektoratu i cała banda internetowych trolli. Wystarczyło, że na twitterze zamieściłem wpis z takim właśnie poglądem, a i na mnie wylała się cała masa pomyj.

Panie i Panowie politycy. Nie grajcie z gangsterami. Nawet tymi, którzy mówią Wam co chcecie usłyszeć. Zwłaszcza z tymi! Zanim się zorientujecie, oskarżą was o wszystko, co tylko wasi oponenci będą chcieli usłyszeć. I pójdziecie siedzieć. I ku waszemu zdziwieniu, oni będą się z was śmiać. Chodząc na wolności.

Czytaj więcej

Napisz do autora k.durczok@silesion.pl
Zmiana kategorii na: Lifestyle