Czytasz: Durczok: Co Cię dziś spotka na stacji (nie)benzynowej

Durczok: Co Cię dziś spotka na stacji (nie)benzynowej

W przeciwieństwie do jajogłowych z Shella, BP, Orlenu i Lotosu, kasjerki zapieprzają cały dzień na własnych nogach. Niech posłowie stoją za ladą przez 12 godzin, zadając ten sam zestaw idiotycznych pytań.

Sprzedawczyni: Z ketchupem?

Klient: Nie, z musztardą.

S: Ostra czy łagodna?

K: Normalna.

S: Czyli łagodna?

K: No, nie wiem, czy łagodna. Normalna.

S: To dam łagodną. Sosy jeszcze jakieś?

K: Nie, dzięki. Aha, i jeszcze kanapka.

S: Z jajkiem?

K: No, z jajkiem i tym, no…

S: Z czym?

K: Z majonezem.

(Uff - dobiega z kolejki - przypomniał sobie…)

S: Pieczywo z ziarnem czy pszenne?

K: Normalne.

S: Kawa do tego będzie? W zestawie taniej.

K: Nie, dziękuję.

S: Naszą kartę firmową Pan ma?

K: Nie mam.

S: Założyć Panu?

K: Nie, dziękuję. Gubię karty.

S: Nie trzeba nosić, tu będziemy mieli dane…

Męski głoś z tyłu: Panie! Kur…a! Do klubu żeś Pan przyszedł czy na stację? Bierz Pan do kur...y nędzy te kanapki i idź Pan, bo ta kolejka jest tak długa, że już na zewnątrz stoi!

To obrazek z przeciętnej polskiej stacji benzynowej, w dowolnym dniu. Ze szczególnym uwzględnieniem niehandlowej niedzieli. Zakup paliwa staje się dodatkiem do wielkiego kombinatu handlowo-gastronomiczno- rozrywkowego. Ludzie stoją w coraz dłuższych kolejkach, napięcie rośnie. Przekleństwa latają w powietrzu, głośne westchnienia pod nosem, dzieci biegają, cholery można dostać, bo jeśli ktoś przyjechał zatankować, przebicie się przez dziki tłum robiący zakupy, wybierający i zamawiający spośród dziesiątek przekąsek i dań, przypomina golgotę. A jeśli na stację wjechał autokar pełen głodnych oraz spragnionych zimnego piwa Januszów, sytuacja wznosi się na zupełnie inny poziom…

Na krzyki i uwagi tych, którzy chcą tylko zatankować, zapłacić i jechać dalej, zestresowane kasjerki tłumaczą, że taka jest organizacja pracy. Biedne, bo na nich skupia się złość tych, którzy się spieszą i naiwnie uwierzyli, że na stacji BENZYNOWEJ tankuje się głównie paliwo.

Ale to oczywiście wyobrażenie naiwnych, Bo stacje od dawna pełnią daleko bardziej doniosłą rolę. Z powodu minimalnej marży na paliwo, zarabiają, na czym się da. Stając się czymś na kształt mini-supermarketów, o których od dawna wiemy, że nie są tylko miejscami do robienia zakupów. Wracajmy jednak na stację.

Dla każdego klienta stacje sieciowe przygotowały już dawno zestaw 10 obowiązkowych pytań.

Naszą kartę Pan ma?

Wydać Panu taką?

Proponuję napój energetyczny. Mamy promocję. Podać?

Mamy dwa marsy w cenie jednego. Reflektuje Pani?

Kawę na drogę?

Płyn do spryskiwacza?

I tak na okrągło. Seria pytań jest tak długa, że odpowiadanie zajmuje więcej czasu niż samo płacenie. Na dodatek pytania zaczynają być tak kretyńskie, że jeszcze chwila, a zostanę poproszony o rozmiar kołnierzyka w koszuli.

Jasna cholera!

Czy koncerny paliwowe naprawdę mają nas za kretynów, którym trzeba przypominać, że potrzebują zimowego płynu do spryskiwacza?

Za 30 lat (o ile będę żył) demencja być może dopadnie mnie do tego stopnia, że trzeba mi będzie przypominać o wyjściu do toalety. Ale na razie wiem, czy mi się płyn skończył i czy mam ochotę truć się nafaszerowanym chemią, czarno-czerwonym batonikiem!

Nie jestem ślepy, nie urodziłem się wczoraj. Jednak patrząc, co się dzieje na stacjach, widać, że masa ludzi zaczyna mieć naprawdę serdecznie dość prymitywnych pseudomarketingowych praktyk. Niech sobie korpo-matołki w handlowych centralach sami te pytania zadają, a nie skazują kasjerki i kasjerów na złość i pretensje klientów. Personel na stacjach i tak ma ciężko, bo w przeciwieństwie do jajogłowych z centrali Shella, BP, Orlenu, Lotosu i cholera wie kogo jeszcze, zapieprzają cały dzień na własnych nogach, pracując także - tu serdeczności dla legislacyjnych geniuszy z PiS i Solidarności - w niedziele i święta. Z przyjemnością zobaczyłbym tych mistrzów pomysłowości, jak stoją za ladą przez 12 godzin, zadając ten sam zestaw idiotycznych pytań.

Świata nie zmienię, głupich praktyk marketingowych też. Ale niech ktoś mi objaśni - czy naprawdę aż takim problemem jest wyznaczenie jednej kasy wyłącznie do zakupu paliwa? A tam ograniczenie pytań do jednego: czy ma być faktura, czy paragon. Trudne? Chyba nie. W supermarketach wydzielono kasy dla kupujących maksimum 5/10 produktów. I jakoś działa. A tu się nie da?