Czytasz: Dlaczego pawilon na rynku ciągle świeci pustkami?

Dlaczego pawilon na rynku ciągle świeci pustkami?

Już niedługo będzie tam można dobrze zjeść, napić się herbaty i kawy - tak obiecywało miasto na początku kwietnia, kiedy otwierał się szalet na katowickim rynku. Minęły cztery miesiące, a pawilon za miliony złotych jak stał pusty… tak stoi.

Na katowickim rynku gwar i ruch. Zainstalowały się wozy na kołach, które serwują zapiekanki i burgery. Mieszkańcy dobrze się bawią, słuchają muzyki. Za tym kolorowym i radosnym tłumem straszy oszklony i opustoszały budynek. Jedna jego część spełnia swoją rolę. Z szaletu korzystają wypoczywający pod palmami. Druga część budynku jest opuszczona. Choć od otwarcia obiektu minęły już cztery miesiące, nic się tam nie dzieje. Nie ma obiecywanych restauracji na poziomie i z widokiem na miasto. Nie ma zupełnie nic. Co się dzieje?

Będzie tam coś wyjątkowego

- Jesteśmy na etapie przygotowywania procedury pod przetarg na wynajem budynku Rynek 5, zwany też C4. W najbliższych tygodniach ogłosimy przetarg i będziemy czekać na zgłoszenia najemców – mówi Ewa Biskupska, rzeczniczka katowickiego magistratu.

Dlaczego tyle to trwa? Procedura poszukiwania ajenta miała się rozpocząć wkrótce po otwarciu pawilonu, czyli w kwietniu.

- Chcieliśmy zbadać rynek i poszukać różnych możliwości. Nie chcemy stawiać na fast foody, tylko zrobić tam coś wyjątkowego. Będziemy działać jak najszybciej – dodaje Biskupska.

Ale nie wie, czy do końca roku uda się w pawilonie otworzyć lokal gastronomiczny.

Nie będzie fast fooda ani kebabu

Maciej Stachura z katowickiego magistratu zapowiadał w chwili otwarcia pawilonu, że miasto zastanawia się nad formułą, w jakiej będzie poszukiwać najemców pawilonu gastronomicznego. Na pewno nie będzie tam fast-fooda ani kebabu – zapowiedział Stachura. I dodał: - Mamy plany na ambitne lokale ze smacznym jedzeniem. Już niedługo będzie można tam dobrze zjeść, napić się kawy, herbaty, czy też piwa.

Minęło kilka miesięcy, koncepcja się nie zmieniła. Nie zmieniło się zupełnie nic.

Toalety pełne, obok pusto

Budowa obiektu ruszyła w październiku 2015 roku. Półtora roku później budynek otwarto. Ale tylko w połowie. W kwietniu do szklanego obiektu weszli pierwsi użytkownicy… publicznej toalety. Szalet kosztował ponad milion złotych, a cały obiekt – ponad 4,5 miliona zł.

Cała inwestycja miała być zakończeniem kilkuletniej przebudowy centrum Katowic. Budynek powstał, a w nim toaleta publiczna. Od początku miasto zapowiadało, że wolne powierzchnie, które znajdują się nad szaletem, w najbliższym czasie zostaną przeznaczone pod wynajem. W drugiej części budynku miało się znaleźć miejsce na lokal gastronomiczny. I powstało, tyle, że świeci pustką. Za to z toalet chętnie korzystają mieszkańcy. Są czyste, przystosowane dla osób niepełnosprawnych, mają też pokój dla kobiet z dziećmi z przewijakiem. Są bezpłatne oraz otwarte przez całą dobę.

Ile jeszcze przyjdzie nam czekać, aż miejski szalet będzie miał sąsiada?

Czytaj więcej