Czytasz: Papugarnia. Skrawek raju dla katowiczan piekłem dla ptaków

Papugarnia. Skrawek raju dla katowiczan piekłem dla ptaków

Ma być okazją do spotkania z dzikimi stworzeniami. Prawdziwa dzikość wychodzi jednak z gości katowickiej papugarni.

Moda na papugarnie jest stosunkowo młoda. Powstają w całym kraju od 2016 roku. W Katowicach działa jedna, na os. Witosa. Od maja. Z założenia ma być miejscem, w którym można bez klatek spotkać się z pięknymi ptakami. Jak jest w rzeczywistości? Sprawdziliśmy.

KATOWICKA PAPUGARNIA

Znajdziemy tu prawie 100 osobników. Amazonki, Aleksandretty Obrożne, Patagonki, Rozelle. Przede wszystkim jednak robiące największe wrażenie, kolorowe Ary. Młode, kilkumiesięczne. Koszt jednej z nich to nawet 8 tys. złotych. Wszystkie żyją ze sobą na otwartej przestrzeni 700 m2. Bez klatek i w wysokim budynku. Nieodłączną część pomieszczenia stanowią grupy zwiedzających, którzy trzymają plastikowe miseczki z pokarmem. Oprócz karmienia, mają możliwość głaskania i trzymania na rękach egzotycznych ptaków. Gościnności miejsca jednak zbyt często... nadużywają.

SKRAWEK RAJU DLA LUDZI PIEKŁEM DLA PTAKÓW

Papugarnie mają być okazją do spotkania z dzikimi stworzeniami. Prawdziwa dzikość wychodzi jednak z gości. Notorycznie zdarzają się zagubione kolczyki, porwane okulary i urwane guziki. Ale to banał dla ludzi, którzy zdecydowali się na spotkanie z egzotycznymi zwierzętami. Prawdziwe problemy zaczynają się jednak wtedy, gdy klienci robią krzywdę zwierzętom. Jak przyznają pracownicy, najgorsi są dorośli. Są nieostrożni, uważają, że wiedzą lepiej i nie stosują się do regulaminu. Pomimo zakazów, wnoszą ze sobą własne jedzenie. Jeden z odwiedzających karmił egzotyczne papugi słonymi paluszkami. Po zwróceniu uwagi przez pracownika, połamał je i włożył do plastikowego pojemniczka z karmą, kontynuując karmienie pod nieuwagę opiekuna. W Szczecinie papuga połknęła kolczyk, który miał zostać zdjęty przed wejściem. W Katowicach Modrolotka Czerwonoczelna zdechła zadeptana przez odwiedzających.

Obrońcy zwierząt papugarnie nazywają "obozem koncentracyjnym dla ptaków". Znacznie mniej radykalnie, ale również krytycznie opisuje je Justyna Krawczyk, prezydentka Polskiej Federacji Ornitologicznej.

- Papugarnia to nie jest odpowiednie miejsce dla tych ptaków. Zaburza się ich rytm biologiczny, ponieważ normalnie bardziej aktywne są one w godzinach rannych i wieczorem. W południe, a więc godzinach, w których papugi powinny odpoczywać i mieć czas na zachowania społeczne. Rytm ten zostaje zakłócony przez zwiedzających. Ptaki nie mają w takich miejscach własnej przestrzeni do odizolowania się od turystów lub innych papug. Pojawiła się inicjatywa, aby w trakcie dnia zrobić kilka godzin przerwy, ale groziłoby to problemami finansowymi, na co żadna papugarnia nie chce sobie pozwolić - mówi Justyna Krawczyk.

Katowicka papugarnia jest przygnębiająca. Surowe ściany, odrapane przez bawiące się papugi, brak zabawek i roślinności. Pracownicy starają się dbać o komfort i bezpieczeństwo ptaków. To widać. Jednak, chociaż wszystkie papugi pochodzą z hodowli i są przyzwyczajone do ludzi, to wciąż są dzikimi stworzeniami, które w naturze przelatują dziesiątki kilometrów. W tej relatywnie niewielkiej przestrzeni dochodzi również do walk między gatunkami. Jedna z Ar nie została zaakceptowana przez pozostałe, przez co izoluje się ją na noc od innych ptaków. Obecnie nie lata, bo brakuje jej sterówek i lotek. Umila sobie czas siedząc z pracownikami na... recepcji. Najstarszy osobnik, to 33-letni Ozzy, który trafił do papugarni po śmierci swojego długoletniego właściciela. Choć woli siedzieć sam w kącie, to poświęca się mu sporo uwagi.

Problem papugarni wynika z tego, że zarówno właściciele, jak i odwiedzający często lekceważą przestrzeń, która powinna należeć do papug. Zapominają, że są to żywe zwierzęta. Pobyt w takim miejscu powinien uczyć wrażliwości  i budowania więzi z tymi pięknymi ptakami. Inaczej papugarnia staje się kolejną przestrzenią, w której zwierzęta są zniewalane i krzywdzone... często nieświadomie.

 

Czytaj więcej