Czytasz: Czas na debaty. Kto odważny, kto wymięka?

Czas na debaty. Kto odważny, kto wymięka?

Ilona Kanclerz ogłosiła, że chce rewolucji. Pytanie tylko, czy katowiczanie też.

Scenariusze są dwa. Albo Śląska Partia Regionalna wymyśliła niezły program dla Ilony Kanclerz, albo kandydatka ŚPR wie, jak korzystać z partyjnego wsparcia. Stawiam na to pierwsze, bo kandydatka regionalistów jak dotąd nie kierowała żadnym projektem publicznym takich rozmiarów jak miasto, więc (i słusznie) korzysta z porad bardziej doświadczonych graczy. Tak czy inaczej, dla wyborcy nie ma to specjalnego znaczenia. Faktem jest, że w grze pojawił się nienajgorszy, spójny i dość ambitny program dla Katowic. Otwartą kwestią pozostaje, na ile realny. 

Ilona Kanclerz ogłosiła, że chce rewolucji. Pytanie, czy katowiczanie też. Kiedy 8 lat temu swoją ostatnia kadencję wywalczył Piotr Uszok, napisałem w Gazecie Wyborczej, że Katowice nie chcą rewolucji. Proponował ją ówczesny kontrkandydat Uszoka, Arkadiusz Godlewski, ale mieszkańcy odrzucili ją zdecydowanie w II turze. Mimo dwóch kadencji, Uszoka i Krupy, pytanie pozostaje aktualne, bo wizji, czasem odjazdowych, to u nas nie brakowało. Ale Ślązacy to roztropny naród, więc na obietnice bez pokrycia łapać się bedą. 

Słusznie eksperci ŚPR podpowiedzieli kandydatce sięganie do dzielnic. Słusznie uważają, że katowiczanie mogliby być lepiej obsługiwani w urzędach. I całkiem sprytnie próbują nie zrazić do siebie armii urzędników, których głosy bywają kluczowe dla wyborczego wyniku. 

Tyle, że to nie zadziała. Urzędnicy to nie idioci. Gołąb na dachu może i jest atrakcyjny, ale wróbel w garści pewny. Nie ma takiego kandydata, który obiecałby więcej, niż urzędujący prezydent - zwłaszcza tak silny jak Marcin Krupa - może realnie dać. W tej konkurencji nikt nie ma szans z tym, który płaci, jest znany i gwarantuje przynajmniej status quo. Po cholerę ryzykować, skoro jest nieźle. 

Podobnie jest z obietnicami kierowanymi do dzielnic. Nie trzeba się wysilać, by dostrzec, jak zmieniło się centrum Katowic. Oś kultury, MCK, Rynek, otoczenie i centrum, plasują Katowice na przyzwoitym, europejskim poziomie. Po ludzku?  To fajne, przyjazne miasto. I bez wstydu można pokazać je przyjezdnym z kraju i zagranicy. 

Im dalej od centrum, tym gorzej. Choć oczywiście nie wszędzie, bo nowe Katowice, takie jak Bażantowo czy Podlesie z Zarzeczem, to świetne miejsca do życia, nowoczesne, kompletne, z pełną infrastrukturą, z wyjątkiem oczywiście tej drogowej. 

Inne dzielnice wymagają pieniędzy, inwestycji i pomysłów. Dobrze, że kandydaci się do nich odwołują, ale na razie nie usłyszałem, żeby ktoś powiedział, że ma wizję oraz pomysł, jak znaleźć na nią pieniądze. 

Tu kończy się jazda obowiązkowa, i zaczyna „rewolucyjna” część programu. A zaraz za tym największe schody. 

Jeśli ktoś próbuje wytłumaczyć mieszkańcom, że trzeba zburzyć to, co dopiero zostało wybudowane i oddane, to kwitowany jest raczej politowaniem niż zainteresowaniem. Jak bowiem serio potraktować zapowiedź, że Ilona Kanclerz wyburzy słynny pawilon na rynku? Rozumiem, że kontrowersyjny, ale czy kandydatka naprawdę wierzy, że ktoś odda na nią głos, fundując sobie rozkopany rynek, na którym dopiero co skończyły się wieloletnie prace?  

Kolejna rewolucja to przeprowadzenie linii tramwajowej pod rynkiem. Fajnie. Czy Pani Kanclerz wie, co to oznacza, ile ma kosztować i na jakie przeszkody trafia? Czy serio traktuje mieszkańców, rzucając taką obietnicę? Pod Rynkiem płynie Rawa, plączą się tysiące kabli i instalacji, a przed wyborami lekko pada obietnica puszczenia tamtędy tramwaju? Ok, jestem gotów potraktować to serio, pod warunkiem pokazania przynajmniej studium wykonalności, choćby w zarysie, jakiegokolwiek poważnego dokumentu uwiarygadniającego taki pomysł. Warszawa zafundowała sobie tunel wzdłuż Wisły (oryginalny, i unikalny, bo jest w Europie może jedno, dwa miasta, gdzie zrealizowano podobne fanaberie) i morduje się z tym wynalazkiem od początku a widok zalanego przez byle deszcz tunelu, niezmiennie cieszy oko przeciwników Hanny Gronkiewicz Waltz. 

U nas, z naszymi szkodami górniczymi, zabawa może być jeszcze lepsza. Niestety kosztem mieszkańców. 

Program pokazany wczoraj to całkiem przyzwoity zestaw haseł dla kogoś, kto nie liczy na wygraną. Bo gdyby liczył, przedstawiłby coś solidniejszego. Ale ten program to dobra podstawa, by dyskutować, czego Katowicom naprawdę potrzeba. O kierunkach rozwoju, o potrzebach mieszkańców. Czyli o tym, co powinno być istotą wyborów. W tym sensie Ilona Kanclerz (albo raczej ŚPR) wykonała dobrą robotę. 

Do tego programu prezydent Krupa - lider sondaży - odnosić się na razie nie musi. Na razie bowiem ogłasza własny. Ale ten program to wyzwanie dla Jarosława Makowskiego. Kandydat PO i Nowoczesnej musi brać pod uwagę, że w badaniu dla Silesion.pl Ilona Kanclerz depcze mu po piętach. Różnica między nimi jest bardzo niewielka i jeśli Makowski ma się bić w II turze z urzędującym prezydentem, musi odskoczyć wyraźnie kandydatce regionalistów. 

To wszystko wskazuje, że czas na debaty. Proponujemy je jako pierwsi, by mieszkańcom Katowic umożliwić lepsze poznanie kandydatów i dokonanie najlepszego wyboru. 

Czytaj więcej