Czytasz: Chyliński: Technologiczny pępek świata

Chyliński: Technologiczny pępek świata

Czy wiecie co łączy Tarnowskie Góry z kalifornijskim Palo Alto? Dwieście lat temu śląskie miasteczko było technologicznym pępkiem świata.

Wicepremier i minister rozwoju Mateusz Morawiecki, który w maju zapowiedział, że Górny Śląsk wkrótce stanie się polską „Doliną Krzemową”, chyba o tym nie wiedział.

CZERWONA SZTUKA

Jesienią 1787 roku walijski szkuner zawinął do portu w Szczecinie. Wielka czerwona maszyna, wyprodukowana w zakładach Samuela Homfraya w Penydarren  w południowej Walii, ważyła ponad trzydzieści ton i kosztowała fortunę - 8,5 tys. talarów, wraz z frachtem. Ładunek należało przenieść na oczekujące przy nabrzeżu barki. Transport, złożony z trzech statków rzecznych, niezwłocznie wyruszył Odrą na południe. Mimo że flisacy znali każde zakole rzeki, zdradliwy nurt, mieliznę i jaz, przez kilka tygodni prawie nie spali. Diabelska czerwień, jaką pokryta była stalowa konstrukcja i jesienne mgły unoszące się nad wodą, nie pozwalały zmrużyć oka. W końcu, w połowie listopada, dobili do portu w Koźlu. Na brzegu czekała wielokołowa platforma i kilkanaście par mocnych koni. Jeszcze tylko dwa dni jazdy lądem do Tarnowskich Gór i maszyna znajdzie się w kopalni srebra „Fryderyk”, gdzie robotnicy właśnie skończyli wylewać wapienny fundament. Uruchomienie „czerwonej sztuki”, trwało dwa miesiące. Wreszcie napalono pod kotłem. Para otworzyła zawór, uniosła tłok i wypełniła cylinder. Iskry i kłęby dymu zmieszanego z gorącym powietrzem i skroploną wodą budziły przerażenie. Pierwsza mechaniczna pompa, służąca do odwadniania chodników i wyrobisk, budziła się do życia. Konie, które dotąd pracowały w kieracie, były niemniej zdumione niż ludzie.

Tarnogórska maszyna ogniowa mierzyła 32-cale i działała według systemu Newcomena. Była krzykiem techniki. To tak jakby dziś w okolicach Bytomia wybudowano akcelerator cząstek stałych albo reaktor jądrowy. Dwa lata później zamontowano tu mniejszą, 20-calową maszynę, a niektóre jej elementy wykonano w hucie „Mała Panew” w Ozimku. W 1785 roku do huty trafiły pierwsze, sprowadzone z Zachodu wiertarki i tokarki. Teraz na miejscu możliwa była precyzyjna obróbka części i podzespołów. Taki XVIII-wieczny offset, panie premierze Morawiecki. Udany!

W 1779 r. utworzono deputację nadzoru górniczego dla Tarnowskich Gór obejmującą rejon Górnego Śląska. Zadaniem urzędników było stworzenie pierwszych map dla górnośląskich kopalń węgla. Teraz, według szczegółowych planów, można było prowadzić pod ziemią roboty górnicze. Taki XVIII-wieczny Underground Google Maps, panie ministrze.

Na drugim końcu Niemiec, w Oberhausen, (późniejsze Zagłębie Ruhry) około 1758 r. ukończono budowę huty St. Anthony. Stosowano w niej te same technologie, co w okolicach Bytomia i Tarnowskich Gór. Mniej więcej w tym samym czasie, pojawiła się tam maszyna parowa. Obydwa regiony podejmują konkurencję w dziedzinie techniki.

W Europie rozpoczynał się wiek pary i stali. „Srebrne miasto” przoduje w tym wyścigu ku nowoczesności. Staje się jednym z wiodących ośrodków rodzącego się przemysłu. Szkoła dla gwarków kształci kadry, w urzędach górniczych sprawdza się i dopuszcza do stosowania nowe technologie. Szlakiem z południa, wiodącym przez Bogumin, Dziedzice i Bytom, ciągną inżynierowie i uczeni, aby napatrzeć się na tutejsze cuda. W kraju, w którym zniesiono poddaństwo i wprowadzono równouprawnienie Żydów, a państwo wzięło na siebie ciężary unowocześniania gospodarki, postęp jest szybszy niż w innych częściach Europy. Po naukę i doświadczenie przyjeżdżają profesorowie z Krakowa, Warszawy, Lwowa. Duńczyk Heinrich Joachim Meldahl przybył aż z Kopenhagi, poszukując pomysłów na wytop metali. Huty w Westfalii były znacznie bliżej, a jednak dotarł aż tu. Po powrocie w rodzinne strony, w 1811 roku, uruchamia w Danii pierwsze odlewnie żeliwa. Rośnie sława kolebki górnictwa i hutnictwa rud srebra, ołowiu, cynku, wytopu żelaza. Zmyślność tutejszych sztolni odwadniających, które ongiś budowali niejaki Niemczyk i pochodzący z Węgier Jan Trap, niesie się daleko w świat.

PRZYBYWA KIEROWNIK CAŁEJ AZJI

Barwny orszak Aziza Aly’ego, noszącego tytuł „Generalnego Kontrolera Całej Azji”, przybył do miasta gwarków. Na karcie miejskiej kroniki widnieje zapis w języku niemieckim: „Niżej podpisany, podróżujący z najwyższego rozkazu Wzniosłej Porty, został zaproszony do wyrażenia własnym podpisem, podziwu dla maszyny, którą tu wzniesiono dla wydobycia srebra, co z prawdziwą rozkoszą czyni i osobiście kreśli się” Aziz-Aly – Wysłannik sułtana Selima III. Wpis egzotycznego gościa odkrył przed laty Bolesław Lubosz i umieścił go w poetyckiej książce zatytułowanej „Kraina gwarków i lasów”.

Tak jak dziś cały świat podróżuje po nauki i doświadczenie do Krzemowej Doliny, centrum amerykańskich nowych technologii, tak kiedyś przyjeżdżano w okolice Bytomia. Tutejsze piece koksowe, wielkie świdry zakończone diamentową głowicą używane do drążenia szybów, budziły podziw i respekt. Nie bez znaczenia było położenie Górnego Śląska, na trakcie między Wrocławiem, Krakowem i Lwowem. Nie brakowało wykształconych pracowników. Szkatuła państwowa i bankierzy zapewniali kapitał niezbędny przy wdrażaniu wynalazków.

FRYDERYKÓW DWÓCH

Tak jak swoje wizjonerskie piętno, pod koniec XX wieku, odcisnęli szefowie Microsoftu i Apple Gates i Jobs, tak dwieście lat temu zrobili to Fryderyk Wilhelm Reden i Fryderyk Holtzhausen. Najbardziej fenomenalne umysły epoki „Steam and Steel”. Pierwszy opracował „system operacyjny” wydobywania węgla, działania koksowni, wytopu żelaza, odlewania i walcowania metali, drugi wtłoczył w to wszystko moc swoich „parowych diabłów”. Przybył do Tarnowskich Gór, aby objąć stanowisko mistrza „maszyny ogniowej”. Nie byle jakiej. Wielkiej, 48-calowej, która przewyższała wszystko, co dotąd skonstruowano. To już był I’Phone 48- generacji. Odpowiedzialność inżyniera była o niebo większa niż konstruktorów nowego modelu telefonu. Każda przerwa w pracy groziła zalaniem chodników, w których pracowali ludzie. Inżynierowie mieli kłopot z uszczelnieniem tłoka i uzyskaniem odpowiedniej próżni w cylindrze. Choć „system operacyjny” działał bez zarzutu, „hardware” zawodził. Potrzebne były duże ilości grafitowego smaru i oleju rzepakowego do łożysk. Tłok maszyny czyszczono konopnym powrósłem, bawełną i talkiem. Jednak najważniejszą wadą maszyny Newcomena była jej energochłonność. W końcu Apple też długo nie mógł sobie poradzić ze swoimi bateriami.

A więc zdecydowano, że czas sprowadzić energooszczędną hybrydę - maszynę systemu Watta, którą produkowały jedynie zakłady Williama Wilkinsona. Kiedy Rzeczpospolita, podbita przez Moskwę, traciła byt państwowy, a Kościuszko rozpoczynał insurekcję,  w Staffordshire, wykańczano nową 40-calową maszynę parową systemu Watta–Boultona. Zamówienie napłynęło z Górnego Śląska! Jej uruchomienia dokonał osobiście wielki Fryderyk August Holtzhausen. Polskie oddziały powstańcze dokładnie wtedy skapitulowały przed Rosjanami w Radoszycach.

HUMBOLDT I KOCH

Tarnogórskie sztolnie i huty na własne oczy ujrzeć chcieli nie tylko europejscy inżynierowie i dyplomaci, ale i humaniści, przyrodnicy, lekarze. Jesienią 1792 r. na tarnogórskim Rynku zatrzymuje się powóz Aleksandra von Humboldta, jednego z największych geografów ery nowożytnej, który za swoje zasługi zostanie patronem Uniwersytetu w Berlinie. Humboldt przebywał w Tarnowskich Górach prawie miesiąc. Poznawał okolicę, robił notatki, sporządzał mapy.

Kiedy do Kalifornii wyruszyły pierwsze konne wozy pionierów ze Środkowego Zachodu, w kwietniu 1875 roku przybył do przemysłowego miasta dr Robert Koch, któremu ludzkość zawdzięcza pokonanie gruźlicy. Od jakiegoś czasu z Tarnowskimi Górami związany był młodszy brat lekarza – Hugo Koch, który w listach do domu opisywał tutejsze stosunki. Wkrótce inżynier Koch zostanie dyrektorem nowoczesnej kopalni „Fryderyk”. Bracia odwiedzili miejscowy szpital, strzybnicką hutę, w końcu pojechali do Świerklańca, gdzie setki robotników uwijało się przy budowie Małego Wersalu. O imponujących założeniach architektonicznych, wznoszonego przez księcia Guido Henckel von Donnersmarcka pałacu, szepcze cały Berlin. Projekt opracował najsłynniejszy architekt Hector Lefuel, znany z tego, że połączył pałac Tuileries i Luwr w Paryżu. Sam cesarz Wilhelm II pragnie ujrzeć wspaniałą budowlę. Koch nie był człowiekiem próżnym, więc hrabiowskie mury i rzeźby w parku mało co go obeszły, natomiast podziw wzbudziły doświadczenia samodzielnie wykonywane przez uczniów w szkolnym laboratorium. Budynek szkoły, rzecz niebywała, miał centralne ogrzewanie. Para wodna dostarczana była z pobliskiej kotłowni. W Strzybnicy Koch podziwia proces uzyskiwania srebra z galeny.

Na pamiątkę odwiedzin Tarnowskich Gór przez luminarzy nauki, w czasie korowodu „Gwarków”, w tak zwanym powozie uczonych ,do dziś zajmują miejsca Koch, Humboldt wraz z doktorami Carlem Wernicke oraz Paulem Wossidlo.

SILNI, ROŚLI, Z UZNOJONYM CZOŁEM

Technologia fascynowała dziennikarzy. Korespondent pisma „Światło” nie mógł ukryć podziwu dla przemysłowego świata.

„Cała okolica Bytomia olbrzymim tętni życiem. Ile to tu nie naliczysz wysokich kominów i piecy, hut, fabryk i kopalń!(…) Co to za huk olbrzymich młotów, co za syk zimne żelazo przerzynających pił… a postacie robotników prawie bez wyjątku ludzi silnych i rosłych, okopconych, z czerwonymi oczyma, z uznojonym czołem, wydają się wobec buchających ogniem czeluści, jakoby duchy, w walce z żarem i ognistym kruszcem. Dziwne uczucie opanowuje nie przyzwyczajonych do takich obrazów. Oczy razi ognia nadmiar, uszy głuszy huku siła, czuciu dokucza upał, nogi się trzęsą pod tobą, pod nogami trzęsie się ziemia. Istne piekło – pomyślisz, i długi szereg najrozmaitszych zwiedziwszy działów – bo tu urzędnicy , dla zwiedzających ciekawych są uprzejmi i grzeczni – z niemała przyjemnością wychodzisz na świat Boży”.

Solidność i robotność Ślązaków przynosiły krocie magnatom, do których należały kopalnie i huty. Budowali pałace, zamki, rezydencje, nie mające sobie równych w tej części świata. W stajniach Henckla Donnersmarcka w Świerklańcu stały konie, których nie kupiłby sobie rosyjski car. Powozów na różne okazje miał ponad setkę, a srebrzone uprzęże kosztowały tyle, co biżuteria księżnej. Dekoratorem wnętrz śląskiego Wersalu został niejaki Rissigneux, który zasłynął z rozrzutności, przy urządzaniu rezydencji wicekróla Egiptu. Henckel, który rocznie wydobywał dwa miliony ton węgla i zarabiał 3-4 miliony talarów, mógł sobie pozwolić na wszystko.

Ale nic nie trwa wiecznie. Tętno przemysłowego serca Europy słabło i słabło. Klęski, kryzysy, rewolucje, powstania, dwie wojny, faszyzm, socjalizm. Kilka razy trzeba było zaczynać niemal od początku, panie premierze...

Czytaj więcej

 

Komentarze
To cię zainteresuje