Czytasz: Były szef BOR: Zwolniono najlepszych, teraz mamy efekty

Były szef BOR: Zwolniono najlepszych, teraz mamy efekty

Specjalny wywiad dla Silesion.pl z generałem Marianem Janickim, szefem BOR w latach 2007-2013. W oddziale transportu służył od 1987 roku.

Michał J. Cieśla, Silesion.pl:
W ciągu ostatniego roku dochodzi do niebezpiecznych zdarzeń z udziałem samochodów wiozących najważniejsze osoby w państwie. Najpierw prezydent Andrzej Duda, premier Beata Szydło. Wcześniej Antoni Maciarewicz. Panie generale, czym można to wyjaśnić?

gen. Marian Janicki:
Dla mnie to jest zupełne zaskoczenie. Nie wiem co tam się dzieje, mogę się tylko domyślać. Z informacji, które posiadam, to jest przede wszystkim sprawa personalna. Za mojej bytności było tak, że samochody Biura Ochrony Rządu przejeżdżały 2,5 miliona kilometrów bez wypadku, bez kolizji. W ciągu ostatniego roku sami widzimy, co się dzieje.

Po tym słynnym już wypadku z oponą prezydenta Andrzej Dudy zwolniono z oddziału transportu BOR całe kierownictwo, najlepszych oficerów, kierowców. Teraz mamy efekty.

Ostatnie miesiące dla BOR, to nie jest najlepszy czas. Dymisje, kolizje, wypadek. Ciężko dziś powiedzieć, że nic się nie stało.

Ja zostałem szefem BORu w listopadzie 2007 roku. Nie wymieniłem kadry kierowniczej. Ówczesny szef transportu powołany przez rząd PiSu pozostał na funkcji przez całe sześć lat mojej kadencji.  Pułkownik Jarosław Piwowar. Był to znakomity facet, naprawdę. Pułkownik Jerzy Kempiński, Pułkownik Mirosław Depko, to byli ludzie, którzy tworzyli ten transport i dbali o to, żeby byli tu najlepsi ludzie. Dzisiaj tych ludzi już nie ma. Za to mamy do czynienia z karuzelą kadrową.

Patrząc na amerykański Secret Service można odnieść wrażenie, że w Stanach Zjednoczonych za kierownicą pojazdów dla VIPów zasiadają najlepsi z najlepszych. Tylko na upublicznionych materiałach ze szkoleń widać prezydencką limuzynę wymijającą przeszkody ustawione na torze. Na wstecznym, z ogromną prędkością, bezkolizyjnie. Jak jest u nas?

Kiedyś bywało tak, że z najważniejszymi osobami w państwie jeździli wirtuozi. Ludzie, którzy z samochodem potrafili zrobić wszystko. Ludzie, którzy wygrywali rajdy samochodowe. Ludzie, którzy jeździli na wielotygodniowe szkolenia. Dziś jest zupełnie inaczej, bo tych ludzi już nie ma w Biurze Ochrony Rządu.

Z całym szacunkiem dla kolegi, który jest ranny, trzymam kciuki za niego, żeby jak najszybciej doszedł do zdrowia. Wiem, że jest ciężko ranny, prawdopodobnie ma obie nogi złamane. Natomiast różnica między nim, a kierowcą pana prezydenta z marcowego wypadku z oponą, jest dość duża. Tamten kierowca pana prezydenta jest jednym z najlepszych kierowców w BORze. On uratował życie prezydentowi.

Tutaj powierzono samochód za 3 miliony złotych niedoświadczonemu chłopakowi. Niestety. Przykro mi to stwierdzić. Ja nigdy w życiu nie powiem złego słowa na moją formację, w której spędziłem 27 lat. Założyłem, że będę mówił dobrze, albo wcale, ale muszę stwierdzić, że źle się dzieje.

Nie może być przypadkiem, że w przeciągu kilku tygodni kolumna pojazdów prowadzonych przez funkcjonariuszy BOR ulega wypadkowi.

Nie jestem tego pewny w 100%, ale widzę ilu ludzi odeszło formacji oddziału transportu. On szczególnie leży mi na sercu, bo sam się wywodzę z tego oddziału. Na pewno leży szkolenie. Sam zaczynałem służbę w BOR w 1987 roku jako kierowca w oddziale transportu. Przeszedłem przez wszystkim szczeble dowodzenia w tej formacji kierując poszczególnymi oddziałami krócej lub dłużej. Dlatego oddział transportu leży mi na sercu. Dzisiaj to serce krwawi.

Co należy zrobić, żeby uniknąć kolejnych takich wypadków? W końcu może dojść do tragedii.

Ważne są szkolenia, ale przede wszystkim trzeba ludzi uspokoić. W mediach pojawiają się różne informacje, że BOR będzie zlikwidowany, że BOR zostanie zastąpiony inną formacją, będzie włączony do policji lub do żandarmerii. Będzie osobna formacja, będzie się nazywała Narodowy Korpus Ochrony… Ludzie są zdenerwowani. Ludzie się boją o przyszłość. Mają rodziny, dzieci, nie wiedzą co będzie jutro? Trzeba przede wszystkim uspokoić atmosferę. Ktoś musi wyjść i powiedzieć: Nic się złego nie będzie działo. Pracujcie. I to wystarczy.


Wypadek premier Szydło w Oświęcimiu - zdjęcia z miejsca zdarzenia:

Czytaj więcej