Czytasz: Życie potłukło się jak szklanka. Dramat 5-letniej księżniczki

Życie potłukło się jak szklanka. Dramat 5-letniej księżniczki

Fikołek, który zaniepokoił rodziców i pół godziny, które zamieniło ich życie w piekło. Nie pozwólmy, by tak to się skończyło!

Wulkan energii, uśmiech od ucha do ucha i milion pomysłów na minutę. To Vanessa, niespełna 5-letnia świętochłowiczanka. Mała księżniczka. Do niedawna, bo pod koniec zeszłego roku wszystko wywróciło się do góry nogami. - 8 grudnia 2017 roku. Dzień, który stał się najgorszym dniem naszego życia. Tego dnia zmieniło się wszystko. Nasza wizja idealnego życia potłukła się jak szklanka - mówi mama dziewczynki.

Płakała, że boli ją główka

Rodzice małej świętochłowiczanki wspominają początki choroby, o której wówczas nie mieli bladego pojęcia. - W listopadzie, gdy Vanesska robiła fikołka, strasznie zabolała ją główka. Płakała. Owszem, w ostatnim czasie wspominała, że troszkę ją boli, ale już po chwili wszystko wracało do normy. Nie wiedzieliśmy, dlaczego pojawiał się ból, ale zaczęło się to zdarzać coraz częściej. W końcu był z nami już codziennie - mówią państwo Waluszowie.

30 minut, które zaważyły o wszystkim

Z córką wybrali się do pediatry. Pierwsze badania nie wykazały jednak nic niepokojącego. Od lekarza wyszli z plikiem skierowań do specjalistów: laryngologa, okulisty i neurologa. Potem były kolejne wizyty, terminy, finalnie skierowanie na oddział neurologiczny do szpitala. Vanessa miała przejść rezonans. - Byłam pewna że wszystko będzie dobrze. Podczas badania dostałam kaftan ochronny i mogłam trzymać ją za nóżkę przez cały czas - relacjonuje mama dziewczynki. Dodaje, że córka była bardzo dzielna. Nawet znieczulenie nie było potrzebne. - Na sali czekaliśmy na wyniki. Minęło kolejne 30 minut i przyszły pierwsze złe wieści - wspomina ze łzami w oczach pani Walusz.

Rezonans pokazał prawdę nie do uwierzenia

Lekarz zabrał ją na bok. Powiedział, że muszą zostać w szpitalu, bo wyszły nieprawidłowości w okolicach pnia mózgu dziecka. - Nie wiedziałam, o co mu chodzi, czy on to mówi do mnie, może mnie z kimś pomylił. Stałam jak otępiała, ale do oczu zaczęły napływać łzy. Spytałam tylko, czy to nowotwór. A on nie zaprzeczył…- załamuje głos mama Vanessy.

Wynik powalił rodziców Vanessy na kolana: glejak, guz pnia mózgu, nieoperacyjny.

Ona ma żyć do starości! Ma mieć dzieci!

- Dlaczego? Kto był tak okrutny? Co zrobiliśmy źle? - pytają z drżeniem w głosie rodzice małej świętochłowiczanki. Wspominają, że lekarz, który poinformował ich o diagnozie, dodał, że o rokowaniach powie mi inny. - Pomyśleliśmy: o jakich rokowaniach on mówi? Ona ma żyć do starości, ma się zakochać, ma mi dać wnuki, ma być szczęśliwa. Czemu nie ja, tylko ona? - pyta ze łzami w oczach mama 5-latki.

Guz zajmuje połowę pnia mózgu dziecka. Nie da się go zoperować, bo to nie kula, tylko naciek, który przewija się pomiędzy nerwami. Vanessa jest w trakcie chemioterapii, jednak rokowania nie są dobre.

Terapia za granicą. Liczy się każda złotówka

Rodzice Vanessy przeszperali już Internet w poszukiwaniu pomocy. - Konsultujemy się, wysyłamy wiadomości, stosujemy bardzo zdrową i drogą dietę, olejek CBD, modlimy się – mówią.

Wszystko wskazuje jednak, że jedynym ratunkiem dla dziewczynki jest specjalistyczne leczenie w londyńskiej klinice. Ale to kosztuje. 700 tysięcy złotych. - To będzie cena za życie naszego dziecka, naszej córeczki. Prosimy o każdą pomoc, każdą złotówkę - apelują.

Vanessa jest pod opieką warszawskiej fundacji „Rycerze i księżniczki” oraz sosnowieckiej Fundacji „Pomóc Więcej”. Pieniądze wpłacać można za ich pośrednictwem.

numer konta Fundacji „Pomóc więcej”: 14 1750 0012 0000 0000 2194 9302

tytuł wpłaty : Walusz Vanessa

PayPal: pomocwiecej@interia.pl

Tytuł celu: Walusz Vanessa

link do zbiórki: http://rik.pl/vanessa 

 

Czytaj więcej