Czytasz: Za drastyczne sceny szykują donos do prokuratury!

Za drastyczne sceny szykują donos do prokuratury!

Strzelanina między blokami. Skutek? Poranione zwierzęta, czarne worki na zwłokach dzików. Decyzję prezydenta Jaworzna zaskarżyć chcą organizacje broniące praw zwierząt.

Huk strzałów potęgowany echem rozchodzącym się między budynkami. Ślady krwi na chodnikach, widok poranionych zwierząt i czarnych worków. Taką - ostatnią w październiku - sobotę zafundowano mieszkańcom jaworznickiego blokowiska.

„Pewien pan, tfu, myśliwy spacerował sobie dzisiaj między blokami na Osiedlu Stałym jak szeryf i walił z flinty na lewo i prawo próbując trafić spłoszone (przez niego samego) i biegające wokół dziki” - relacjonuje świadek naganki. I włącza „on” na swojej komórce. Wszystko nagrywa i publikuje na swoim profilu facebookowym. - Kto pozwolił na odstrzał w środku miasta? - pyta wielu komentatorów.

Silesion o całym zajściu napisał jako pierwszy.

Szykują wnioski do prokuratury

Służby mundurowe od sprawy się odcięły się od razu. - Byliśmy tylko zabezpieczeniem – mówiła dyżurna straży pożarnej w Jaworznie. Sprawa wyjaśniła się dopiero w tutejszym centrum kryzysowym. - Decyzję o odstrzale redukcyjnym podjął prezydent miasta Paweł Silbert – mówił wprost dyżurny i zapewniał, że wszystko odbyło się zgodnie z literą prawa.

Teraz sprawą zajmie się prokuratura. Donos o możliwości popełnienia przestępstwa szykują już obrońcy praw zwierząt. - Zwierzęta nie były agresywne, a co za tym idzie, nie trzeba było używać broni – zaznaczają przedstawiciele Leśnego Patrolu - Ludzie Przeciw Myśliwym. Do prokuratury zgłosić chcą się też mieszkańcy osiedla, którzy naoglądali się drastycznych scen.

Musieli strzelać w mieście. Inaczej byliby... kłusownikami

- Wiem, co wypisują w komentarzach. Z mojej wiedzy wynika jednak, że do tej pory nikt oficjalnie się nie skarżył – mówi Bartosz Nowak, kierownik Referatu Zarządzania Kryzysowego i Bezpieczeństwa w Jaworznie. Przyznaje, że zdaje sobie sprawę z tego, że odstrzał wiązał się z drastycznymi scenami. Sugerowane przez mieszkańców przegnanie dzików na zielone tereny nic by jednak nie pomogło. - I tak by wróciły – zaznacza Nowak. Tłumaczy, że odstrzał zlecony przez magistrat musiał odbyć się w mieście. - Inaczej bylibyśmy kłusownikami. Poza miastem strzelać mogą tylko koła łowieckie. Gdyby dobrze wywiązywał się ze swoich zadań, problemu byśmy nie mieli – mówi kierownik referatu zarządzania kryzysowego.

W trakcie sobotniej naganki odstrzelono siedem zwierząt.

CZYTAJ TAKŻE: DZIK ZASNĄŁ...W PIASKOWNICY

Czytaj więcej