Relacja

Wygrali rejs, zostaną w porcie

Żeby spełnić marzenie poświęcili wiele czasu na przygotowania. Stanęli do rywalizacji z rówieśnikami z całej Polski. Niestety, zamiast szkoły pod żaglami, dostaną... postój w porcie.

Dwumiesięczny rejs na pokładzie żaglowca to marzenie wielu młodych ludzi. Niewielu jednak udaje się spełnić wszystkie, niełatwe wymagania w eliminacjach do Szkoły Pod Żaglami. Tym bardziej ciężko pogodzić się z myślą, że mimo pokonania wielu kandydatów, w rejs Pogorią nie będą mogli popłynąć. Tę złą informację dla finalistów potwierdza kapitan Krzysztof Baranowski. Dodaje, że to efekt "dobrej zmiany". 

Szkoła pod żaglami

Projekt Szkoły Pod Żaglami Krzysztofa Baranowskiego jest skierowany do uczniów III klas gimnazjów. Dwa miesiące, począwszy od października, spędzają na pokładzie żaglowca przechodząc prawdziwą szkołę życia. Obok codziennych zadań na pokładzie związanych z rejsem, młodzi ludzie cały czas kontynuują naukę. Normalne wachty i odpowiedzialna praca na żaglowcu bez względu na pogodę to wyjątkowa przygoda. Szkoła Pod Żaglami wyrusza w rejs, z przerwami, od 1983 roku.  Od dziewięciu lat odbywają się one regularnie. W tym roku tak się nie stanie. 

Dla 15-latków z Mikołowa, Adrianny i Łukasza, to wielki cios. Uczniowie Gimnazjum nr 1, przyjaciele z jednej klasy, znaleźli się w zwycięskiej szesnastce. Walczyli o to zwycięstwo przez cały rok. Łatwo nie było. Mnóstwo wyrzeczeń i poświęcenia, aby spełnić swoje marzenia. Triumf z wygranej przysłonił żal, że jednak do rejsu nie dojdzie.

- Wielcy wygrani i wielcy przegrani – mówi w rozmowie z Silesion.pl Barbara Kampa, mama Łukasza. - Wiem, że podchodzę do sprawy emocjonalnie, ale widziałam jak długo trwały przygotowania i ile siły musieli w nie włożyć. 

Nie ma w tym przesady. Młodzi ludzie, starając się o przyjęcie do kolejnych edycji Szkoły, rywalizują przez cały rok szkolny poprzedzający rejs, pracując jako wolontariusze pod nadzorem organizacji charytatywnych. Załoga szkolna wyłaniana jest spośród kilkuset kandydatów w trakcie kwalifikacji sportowych (bieg, pływanie, podciągnięcia na drążku) i testach z języka angielskiego. 

Walczyli o własne marzenie

Ada i Łukasz przez rok byli wolontariuszami w Ośrodku dla Osób Niepełnosprawnych w Borowej Wsi. Wolontariat trzeba zaliczyć, żeby móc przejść do kolejnego etapu kwalifikacji. Dla wielu już ten pierwszy stopień okazuje się zbyt trudny. Godziny spędzone na pomaganiu innym trzeba pogodzić z nauką. Jeśli młodzi ludzie odpracują wyznaczone godziny, przechodzą do kwalifikacji sportowych. Muszą jak najlepiej pobiec na 400 metrów, zaliczyć basen na 50 metrów, podciąganie i w końcu niełatwy test z języka angielskiego. Uczniowie z Mikołowa ćwiczyli w każdej wolnej chwili.


- Nieraz pojawiały się łzy – mówi pani Barbara, która pomagała synowi i jego koleżance w przygotowaniach do biegu. Czasy, które musieli osiągnąć są bliskie ludziom regularnie uprawiającym sport i startującym w zawodach biegowych. Syn uzyskał czas 1 min. i 2 sek. na 400 metrów. W sobotę był drugi - dodaje.


17 czerwca w Warszawie odbyły się eliminacje do tegorocznej Szkoły pod Żaglami. Rywalizowali nastolatkowie z całej Polski. Młodym mikołowianom udało się uzyskać najlepsze wyniki.

 - Usłyszeć ich nazwiska wyczytane wśród finalistów to było ogromnie wzruszające – przyznaje Barbara Kampa.

 

 

W rozmowie przyznaje jednak, że już pod koniec stycznia otrzymali wiadomość od kapitana Baranowskiego, że w tym roku rejs może się nie odbyć. Z finansowania zaczęli wycofywać się sponsorzy. Nikt jednak nie wierzył w to, że Szkoła pod Żaglami, która jest tak niezwykłym przedsięwzięciem, może nie dojść do skutku. Dodajmy, że młodzież nie płaci za rejs. Wyróżnia to Szkołę Pod Żaglami Krzysztofa Baranowskiego spośród innych organizacji tego typu. W maju pojawiły się deklaracje, że pomoże zamożny mecenas. Niestety, nic z tego wyszło.

 - Dwumiesięczny rejs młodzieży to też moje marzenie - mówi nam kapitan Krzysztof Baranowski. Morze jest świetnym nauczycielem. Dla tych młodych ludzi to często wstęp do kariery, a dla mnie ogromna satysfakcja - dodaje. 

Co się zatem stało, że w tym roku nie znalazły się pieniądze na realizację przedsiewzięcia dla młodzieży? Przedsiewzięcia, któremu przyświecają najlepsze idee? Kapitan Baranowski odpowiada wprost:

- Skończyli się sponsorzy. Przyszła dobra zmiana i znikąd pomocy nie widać. Spółki Skarbu Państwa mają inne priorytety. Gdziekolwiek się zwracam, napotykam na mur. Ja też jestem rozgoryczony.

Pieniądze na rejs przekazywało też Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumeinia, dotowane przez oststnie lata przez Ministerstwo Kultury. W zamian młodzi Rosjanie płynęli w rejs z młodzieżą polską. Ta pomoc też się skończyła. 

Kapitan potwierdza, że już w styczniu informował uczestników tegorocznej rywalizacji i ich rodziców, że rejs stoi pod znakiem zapytania. Żaglowiec trzeba rezerwować odpowiednio wcześniej, więc był to pierwszy moment zwątpienia. Nie ukrywa żalu do rodziców, że nikt z nie zaproponował pomocy w poszukaniu ewentualnych sponsorów. 

Podczas rozstrzygnięcia kwalifikacji wygrani dostali nagrody książkowe i zapewnienie o tygodniowym rejsie pocieszenia na Mazurach. I jeszcze obietnicę kapitana, że będą załogą podczas pierwszego możliwego rejsu. 

Pozostaje pytanie, z jakiego powodu po kilku latach organizowania Szkoły Pod Żaglarzami wycofali się sponsorzy? Brakująca kwota to dwumiesięczny czarter żaglowca i paliwo - około 500 tys. złotych. 

 

Czytaj więcej

Napisz do autora a.wietrzyk@silesion.pl
Zmiana kategorii na: Lifestyle