Czytasz: Za pożary odpowiada seryjny podpalacz? [WIDEO]

Za pożary odpowiada seryjny podpalacz? [WIDEO]

W Goczałkowicach spłonęła kolejna stodoła.

Pszczyńscy śledczy wciąż wyjaśniają przyczyny pożaru, do którego doszło w środę na ul. Szkolnej w Goczałkowicach-Zdroju. Spaleniu uległa dużych rozmiarów drewniana konstrukcja stodoły, znajdujące się w środku wyposażenie, maszyny rolnicze i ciągnik. Przyczynę pożaru wyjaśnić ma biegły z zakresu pożarnictwa, obecnie trwa szacowanie strat.

13 zastępów gasiło pożar

Świadkowie, którzy przechodzili obok miejsca, gdzie pojawił się ogień, zdołali jedynie zawiadomić straż pożarną oraz policję. Niestety, kiedy go zauważyli, płomienie obejmowały już większą część budynku stodoły. W akcji gaśniczej, którą rozpoczęto po 22, a zakończono dopiero przed 3 w nocy, brało udział aż 13 zastępów straży pożarnej. Ogień rozprzestrzeniał się bardzo szybko. Dlatego w pierwszej fazie działań strażacy skupili się na jak najszybszym ugaszeniu palącego się budynku oraz obronie sąsiadujących zabudowań gospodarczych. Akcję bardzo utrudniał panujący tej nocy silny wiatr. W kulminacyjnym momencie wodę czerpano aż z 7 stanowisk gaśniczych. Oprócz pszczyńskiej państwówki, zaangażowano także strażaków z okolicznych OSP. Na miejsce wezwano dodatkowo policjantów i pracowników pogotowia energetycznego. Szczęśliwie nie ucierpiał żaden z domowników, ani nikt z osób biorących udział w akcji gaśniczej, obyło się więc bez interwencji służb medycznych. Po ugaszeniu obiektu przystąpiono do jego rozbiórki oraz przelania pogorzeliska wodą.

Powołano biegłego z zakresu pożarnictwa

Po zakończonych przez służby czynnościach ustalono, że całkowitemu spaleniu uległa drewniana konstrukcja stodoły o powierzchni około 250 m kw. oraz różnego rodzaju maszyny, sprzęt rolniczy i ciągnik Ursus. Nadal trwa szacowanie strat. Nie są znane również okoliczności tego zdarzenia. Pierwsze wnioski będzie można wysnuć dopiero po przesłuchaniu świadków, uzyskaniu wyników z przeprowadzonych badań w laboratorium i przeanalizowaniu materiałów z przeprowadzonych przez policjantów oględzin z udziałem biegłego z zakresu pożarnictwa.

To nie pierwszy pożar stodoły

Pszczyńscy śledczy ciągle wyjaśniają także przyczyny pożaru, do jakiego doszło 19 października, również w Goczałkowicach. Spaleniu wtedy też uległa drewniana konstrukcja stodoły, znajdujące się w środku wyposażenie, maszyny rolnicze, siano i słoma.

Tu ogień pojawił się o poranku. Właścicielka posesji, gdzie pojawił się ogień, zdołała jedynie poinformować o zdarzeniu, przebywającego na pobliskich stawach, męża i zawiadomić straż pożarną oraz policję. Niestety, ogień objął już wówczas większą część budynku stodoły. W akcji gaśniczej, która została zakończona dopiero po 14, brało udział kilka zastępów straży pożarnej. Ogień rozprzestrzeniał się bardzo szybko. Oprócz pszczyńskiej państwówki i okolicznych OSP w akcję zaangażowano także strażaków z Państwowej Straży Pożarnej w Bielsku-Białej. Na miejsce wezwano dodatkowo pogotowie medyczne i energetyczne. Po zakończonych przez służby czynnościach ustalono, że całkowitemu spaleniu uległa drewniana konstrukcja stodoły, przechowywany w środku siewnik zbożowy, sortownik, przyczepa z ziemniakami i pozostały sprzęt rolniczy oraz siano i słoma.

I w tym pożarze szczęśliwie, nie ucierpiał żaden z domowników, ani nikt z osób biorących udział w akcji gaśniczej.

To seryjny podpalacz?

W Goczałkowicach wśród mieszkańców, po kolejnym pożarze pojawił się niepokój. Tym bardziej że drewnianych stodół w gminie rolniczej nie brakuje. Ludzie przypuszczają bowiem, że za pożary odpowiedzialna jest jedna osoba.

- To strażak, dopiero co wyszedł z więzienia i znów zaczął podpalać – mówią.

Karolina Błaszczyk rzecznik pszczyńskiej policji studzi jednak emocje i namawia wszystkich, którzy mają jakąkolwiek wiedzę na temat podpaleń do kontaktu z policją.

Czytaj więcej