Czytasz: Upamiętnią dziewięciu z Wujka
16 grudnia mija 36. rocznica pacyfikacji katowickiej kopalni Wujek. „Sierpień 80” organizuje obchody tych uroczystości.

W sobotę, 16 grudnia o godz. 12 Wolny Związek Zawodowy „Sierpień 80” organizuje coroczne uroczystości upamiętniające dziewięciu górników zamordowanych w 1981 roku w kopalni "Wujek" w Katowicach.

Zapalą znicze, złożą kwiaty

Organizatorzy zachęcają do uczestnictwa w 36. rocznicy tamtych wydarzeń.

- Będzie tradycyjne składnie kwiatów, palenie zniczy, przemówienia liderów i przemarsz z udziałem orkiestry górniczej – Patryk Kosela, rzecznik prasowy Komisji Krajowej WZZ „Sierpień 80”.

W sobotnich uroczystościach upamiętniających górników z Wujka wezmą udział ich bliscy i koledzy, związkowcy oraz przedstawiciele centralnych, regionalnych i lokalnych władz. Kancelarię Prezydenta ma reprezentować minister Andrzej Dera, który odczyta list Andrzeja Dudy. Do Katowic przyjadą też przedstawiciele rządu i parlamentu. Obchody rozpoczną się mszą w kościele pw. Podwyższenia Krzyża Świętego. Później uczestnicy przejdą pod Krzyż-Pomnik przy kopalni.

Największa tragedia stanu wojennego

16 grudnia mija 36. rocznica pacyfikacji katowickiej kopalni Wujek. Od milicyjnych kul zginęło wtedy dziewięciu protestujących górników, a kilkudziesięciu zostało rannych. Była to największa tragedia stanu wojennego.

Krzysztof Pluszczyk, uczestnik zakończonego masakrą strajku, a dziś przewodniczący Społecznego Komitetu Pamięci Górników KWK Wujek poległych 16 grudnia 1981 roku, podkreśla, że wspomnienia sprzed 36 lat są w nim wciąż żywe. Na co dzień Pluszczyk oprowadza wycieczki po przykopalnianym muzeum, często odwiedza też rodzinne miejscowości poległych w Wujku górników.

- Tam zaczyna się coś dziać dobrego. Władze gmin i powiatów zaczynają doceniać tych swoich byłych mieszkańców. Tam także powstają izby pamięci, młodzież uczestniczy w przedstawieniach i biegach upamiętniających górników z Wujka - podkreślił Pluszczyk.

W rocznicowe obchody wpisuje się też zaplanowana na piątkowe późne popołudnie prezentacja wyemitowanego przez Pocztę Polską znaczka poświęconego górnikom z Wujka. O taką formę upamiętnienia ich zabiegało Śląskie Centrum Wolności i Solidarności. - Już od dosyć dawna chcieliśmy, by taki znaczek powstał i dobrze, że wreszcie jest. Ma zostać wydany w ponad 30 milionach egzemplarzy - powiedział Pluszczyk.

Rozpoczął się strajk...

Protest w kopalni Wujek rozpoczął się po wprowadzeniu stanu wojennego, na wieść o zatrzymaniu szefa zakładowej Solidarności Jana Ludwiczaka. W niedzielny poranek 13 grudnia, na prośbę górników, do kopalni przyszedł z pobliskiego kościoła ks. Henryk Bolczyk, który odprawił mszę w zakładzie. Po jej zakończeniu pracownicy rozeszli się do domów.

14 grudnia pierwsza zmiana rozpoczęła strajk, wysuwając postulaty zwolnienia z więzienia Ludwiczaka i innych działaczy "S" z całego kraju, respektowania Porozumienia Jastrzębskiego oraz niewyciągania konsekwencji wobec protestujących. Do strajku przyłączali się górnicy z dalszych zmian, którzy sformułowali kolejne postulaty - zniesienia stanu wojennego i przywrócenia działalności Solidarności. Przywódcą strajku wybrano Stanisława Płatka, sekretarza komisji rewizyjnej "S" w zakładzie.

Negocjacje strajkujących z władzami nie przyniosły rezultatu. Zawiązał się komitet strajkowy. W pierwszych dniach stanu wojennego na Śląsku zastrajkowało w sumie ok. 50 zakładów. 15 grudnia do strajkujących zaczęły dochodzić wieści, że milicja i wojsko spacyfikowały niektóre strajkujące zakłady, m.in. kopalnię Manifest Lipcowy w Jastrzębiu Zdroju, gdzie milicjanci użyli broni palnej.

- Byliśmy górnikami, a nie żołnierzami, nie byliśmy uzbrojeni, nie mieliśmy przywództwa. Wiedzieliśmy tylko, że nie możemy wyjść poza kopalnię, bo wcześniej władza strzelała na ulicach, a nigdy wcześniej nie strzelała w zakładach pracy - tak przynajmniej wtedy myśleliśmy – wspominał po latach, jeden z czterech postrzelonych w Manifeście górników, Czesław Kłosek.

Bronią stały się łopaty i cegły

Górnicy z Wujka, nie wiedząc jeszcze wówczas, że strzelano do robotników w Manifeście, rozpoczęli przygotowania do obrony swojego zakładu. Bronią stały się łopaty, kilofy, łańcuchy, zaostrzone pręty, cegły i śruby. Następnego dnia kopalnię, gdzie strajkowało już ok. 3 tys. górników, otoczyły oddziały milicji, czołgi i wozy pancerne. Wokół zebrał się też tłum kobiet, młodzieży i dzieci. Do strajkujących poszli przedstawiciele wojska, by nakłonić ich do poddania się. Propozycja została odrzucona. Wtedy armatkami wodnymi, przy 16-stopniowym mrozie, zaatakowano ludzi otaczających zakład. Milicjanci obrzucili tłum gazami łzawiącymi i świecami dymnymi.

Przed godziną 11. czołgi sforsowały kopalniany mur, a uzbrojone oddziały ZOMO wkroczyły na teren zakładu. Górnicy byli ostrzeliwani środkami chemicznymi i polewani wodą. Stawiali opór. W czasie walki górnicy ujęli trzech milicjantów, a resztę pacyfikujących zmusili do wycofania. Po tym do akcji wprowadzony został pluton specjalny ZOMO, padły strzały. Na miejscu zginęło sześciu górników, jeden umarł kilka godzin po operacji, dwóch kolejnych na początku stycznia 1982 r.Dla Józefa Czekalskiego, Krzysztofa Gizy, Ryszarda Gzika, Bogusława Kopczaka, Zenona Zająca, Zbigniewa Wilka, Andrzej Pełki, Jan Stawisińskiego i Joachima Gnidy była to ostatnia szychta w życiu. 22 górników zostało postrzelonych. Nie jest znana liczba tych, którzy zostali lżej ranni, m.in. zatruci gazem łzawiącym.

Sprawa trafiła do sądu

Straty drugiej strony to 41 rannych, z których 10 wymagało leczenia w szpitalu. Po zakończeniu pacyfikacji doszło do rozmów przedstawicieli obu stron. Górnicy zwolnili ujętych trzech milicjantów, oddali broń i zakończyli strajk. Wkrótce potem służba bezpieczeństwa zatrzymała osiem osób, które oskarżono o organizowanie i kierowanie strajkiem w Wujku. W lutym 1982 roku czterej z nich otrzymali wyroki od 3 do 4 lat więzienia, czterej inni zostali uniewinnieni.

20 stycznia 1982 roku sterowane przez władze śledztwo w sprawie odpowiedzialności milicjantów za użycie broni palnej podczas pacyfikacji kopalni Wujek umorzono. Prokuratura Garnizonowa w Gliwicach uznała, że milicjanci działali w obronie koniecznej.

Według ustaleń specjalnej komisji sejmowej, tzw. komisji Rokity, powołanej w 1990 roku do badania zbrodni okresu PRL, tamto śledztwo prowadzone było z naruszeniem prawa. Sprawę wznowiono po upadku komunizmu. W czerwcu 2008 r. Sąd Apelacyjny w Katowicach skazał prawomocnie b. dowódcę plutonu specjalnego Romualda C. na 6 lat więzienia, a 13 jego podwładnym wymierzył od 3,5 do 4 lat więzienia. To C. dał sygnał do otwarcia ognia - wynika z procesu.

Według sądu, w sposób niewątpliwy w toku procesu ustalić można było jedynie, że oskarżeni działali wspólnie oraz że w wyniku działań niektórych z nich, a za wiedzą pozostałych, śmierć ponieśli górnicy. Zmowa milczenia uniemożliwiła wskazanie, kto konkretnie strzelał i zabił lub ranił górników.

Wniesione kasacje oddalił w 2009 r. Sąd Najwyższy - wyrok stał się ostateczny blisko 28 lat po tragedii.

W oddzielnym procesie odpowiadał gen. Czesław Kiszczak, oskarżony o przyczynienie się do śmierci górników w Wujka. Jego proces toczył się przed warszawskim sądem. Pierwszy proces ruszył w 1994 r. - w 1996 r. SO uniewinnił Kiszczaka. W 2004 r. skazał go na 2 lata więzienia w zawieszeniu. W 2008 r. sprawę umorzono z powodu przedawnienia. W 2011 r. ponownie Kiszczaka uniewinniono. Wszystkie wyroki uchylał potem Sąd Apelacyjny w Warszawie, który zwracał sprawy do SO. Kiszczak zmarł w listopadzie 2015 roku.

autor: Krzysztof Konopka

Czytaj więcej