Czytasz: Kto poleci za Kałużę?
Za katastrofę z Kałużą odpowiada Monika Rosa. Wykrzykiwanie słowa „ciul” nie zdejmie z niej tej odpowiedzialności. Pytanie, kiedy przyjdzie kara.

Po takiej wpadce jak zdrada Kałuży, w każdej partii wyciągnięto by poważne konsekwencje. Krótko mówiąc, natychmiast poleciałyby głowy. Ale Nowoczesna nie jest w normalnej sytuacji. Nowoczesna walczy o życie. I dlatego polityczne losy Moniki Rosy, choć przesądzone, nie znajdą finału dziś. Co nie zmienia faktu, że pytanie nie brzmi „czy”, ale „kiedy”.

Nowoczesna nie jest na zakręcie. Polityczne dziecko Ryszarda Petru, osierocone przez narcystycznego ojca, znajduje się w ostrym poślizgu na zabójczo ciasnym wirażu. Każdy ruch w takiej sytuacji musi być wykonywany precyzyjnie i delikatnie. W Nowoczesnej jest odwrotnie. Kierownicę wyrywają sobie z rąk, kłócą się, który wrzucić bieg a wrzask w aucie jest taki, że nawet najlepszy kierowca nie bardzo wie, dokąd ten wehikuł zmierza.

Bądźmy szczerzy. Nowoczesna przestała być potrzebna. Nie spełnia już swoich celów. 

Projekt Ryszarda Petru był odtrutką na spasionych, tłustych, zadowolonych, by nie rzec zachwyconych sobą, działaczy Platformy. Znudzeni drugą kadencją czekali na trzecią, którą Donald Tusk miał im przynieść na tacy. Kiedy się ocknęli, Tusk dawno siedział w Brukseli a w fotelu premiera mościła się była burmistrz Brzeszcz, Beata Szydło. 

Polityczni ojcowie Nowoczesnej byli bystrzejsi, niż większość platformersów. Wcześniej dostrzegli to, czego nie widziała PO. Znaleźli faceta o powabie politycznego młodzieniaszka i urwali Platformie najbardziej zniesmaczoną część wyborców, nadali prędkość początkową (czyli dali kopa na rozpęd) i odnieśli sukces. Niezbyt wielki, ale wystarczająco duży, żeby oszołomić lidera. Tak się zaczął upadek Ryszarda „wszystko wiem najlepiej” Petru. Nie minął rok, a Petru kojarzył się z coraz głupszymi wtopami. I bez względu na sondaże, wiara w to, że jego formacja cokolwiek zmieni, spadła do zera. Wybór Katarzyny Lubnauer na nową szefową, niczego oczywiście nie zmienił. Bo w zepsutym aucie, za kierownicą może siedzieć nawet Kubica. A i tak daleko nie zajedzie. 

Dziś Nowoczesna jest jak młodszy brat Schetyny. Zostawić go na podwórku nie wypada, w końcu to jednak rodzina. Ale na samodzielność też nie wolno mu pozwolić. Bo skończy się jak z Kałużą. 

W weekend, Piotr Misiło, poseł Nowoczesnej, powiedział to, o czym polityczny Śląsk mówił od „czarnej środy”.  

- Pana Kałużę rekomendowała, poprzez ręczne sterowanie sekretarza generalnego, Monika Rosa. Wnioski muszą być wyciągnięte. Oczekuję dymisji Adama Szłapki. Natychmiast. W walce z PiS nie możemy nigdy więcej pozwolić sobie na tak szkolne błędy”- mówił Misiło.

To, że za gigantyczny skandal z Kałużą odpowiada Monika Rosa, było jasne od początku. Jej zaciekła obrona tylko wzmogła złość. Kulisy wyboru człowieka, który jest dziś symbolem zdrady, braku honoru i utraty twarzy, nie były tajemnicą. 

Kiedy padła kandydatura Łukasza Kohuta, w grze o pierwsze miejsce na liście w Żorach miały zostać dwa nazwiska: Bartłomieja Gabrysia i Wojciecha Kałuży (o kulisach tej rozgrywki pisze w tekście obok red. Michał Cieśla). Nikogo nie obchodzi, czy wewnątrzpartyjne gierki, nacisk, prośba czy groźba zdecydowały o wyborze Kałuży. Za listy wyborcze odpowiada lider. 

Gdyby koalicja powstała, Monika Rosa święciłaby tryumfy i wzmacniała pozycję w partii. Kałuża jednak zdradził, i nawet najgłośniejsze wykrzykiwanie słowa „ciul”, nie zdejmie z Rosy odpowiedzialności za utratę władzy. Bo to jej wina.

A jednak rozrachunki, porachunki i ścinanie głów w tej sytuacji byłoby błędem. Tak, to prawda, PiS, zamroczony taśmami Czarneckiego, dostał Śląsk w najbardziej potrzebnym momencie. Władza w śląskim sejmiku, podarowana zdradą Kałuży, jest dla Kaczyńskiego jak tlen. Ale na dłuższą metę odbije się potężną czkawką. PiS nie wygrał na ringu. PiS wziął władzę w swoim stylu - przez knucie, spisek i knowania. Kałuża będzie jak Misiewicz. Za każdym razem wypominany i przypominany, zwłaszcza kiedy wyjdzie na jaw (a wyjdzie na pewno), jaką cenę PiS zapłacił mu za utratę twarzy i pełną kompromitację. 

Jednak kłótnia w rodzinie nie jest teraz nikomu potrzebna. Głowa Rosy nie poprawi notowań koalicji. Grzegorz Schetyna o tym wie. Nie będzie grillował, i tak płonącej ze wstydu, współkoalicjantki. W każdym razie nie teraz. Platforma zresztą również ma na koncie kilka personalnych wpadek. Na Śląsku ich symbolem jest Bytom, gdzie nowy prezydent z PO sklecił sobie cichą koalicję z PiS tylko po to, żeby się zemścić na byłym prezydencie, Damianie Bartyli. A to, od kiedy Platforma wiedziała, że z Kałużą jest coś nie tak i czy nie spóźniła się z planem ratunkowym, też będzie wnikliwie analizowane w partyjnej centrali. 

Wszystko to nie zmienia faktu, że - w mojej opinii - plan na przejęcie Nowoczesnej jest w głowie lidera PO od dawna. Śląska „gańba", wymagająca „pomsty”, będzie w nim ważnym punktem. Schetyna, wytrawny miłośnik futbolu, wie, że piłkarza po haniebnym błędzie, nie zmienia się od razu. Ale pod byle pretekstem ściąga się go z boiska przy pierwszej okazji. Tak będzie z Rosą. Pytanie, z kim jeszcze.

Czytaj więcej