Czytasz: Ryczący rynek. Katowice nie dają dobrego przykładu

Ryczący rynek. Katowice nie dają dobrego przykładu

Odremontowany, podświetlony, z palmami. I dalej coś tu nie gra. Przynajmniej w przenośni, bo nie tyle gra, co ryczy. Weekend na rynku w Katowicach może skończyć się zszarganymi nerwami.

Sobota, przedpołudnie. Na rynku w Katowicach zaparkowały foodtrucki. W kółeczku na szarym betonie. Właściciele niektórych próbowali jakoś zaczarować betonowy krajobraz. Przed jednym z wozów rozstawiono krzesełka z drewnianych skrzynek, przed innym pojawiły się nawet miękkie, nieduże pufy. Mniejsza z tym czy się udało, bo trudno było nie tylko zapytać o zdanie mieszkańców, ale nawet usłyszeć swoje myśli.

Klaun krzykacz

Powód? Między food truckami stoi scena. Kilkadziesiąt metrów dalej, pod Teatrem Śląskim, druga. Grają obie. Niszowe dźwięki spod foodtrucków mieszają się z piosenkami dla dzieci, bo pod teatrem urządzono imprezę na Dzień Dziecka. Mieszanka zaiste wybuchowa! Jakby tego było mało, do gry w pewnym momencie wkracza kolorowy klaun. I zaczyna krzyczeć do mikrofonu.

Skraj wytrzymałości

Po parunastu minutach mam już dość. Choć na rynku praży słońce, dostaję gęsiej skórki i mam ochotę zrezygnować z zamówionego w knajpie na kółkach tosta. Pal sześć, że jestem głodana jak wilk, skoro moje nerwy są już na skraju wytrzymałości. Z błaganiem w oczach patrzę na męża. - Tak wiem, ja też zaraz zwariuję. Bierzemy jedzenie i spadamy stąd – odczytuje moje myśli. Jeszcze parę minut i przez ten huk, w sobotę przedpołudniem, z katowickiego rynku trafię prosto do szpitala psychiatrycznego.

Szybka impreza?

Kto na coś takiego pozwolił? Nie wyobrażam sobie by na innych rynkach działy się podobne rzeczy. Na tym w Krakowie co rusz coś się dzieje, ale chyba nikogo nie odwieziono stąd w kaftanie.

- Akcja pod teatrem była dość krótka. Trwała ok. 10-15 minut – tłumaczy Marcin Stańczyk, zastępca naczelnika katowickiego wydziału promocji. I od razu pozwolę się nie zgodzić, bo w tym ryku na rynku spędziłam minimum pół godziny. Kiedy odchodziłam, klaun dalej krzyczał i wydawało się, że to dopiero początek. Według wyjaśnień z magistratu, cała impreza dla dzieci, szybko się jednak skończyła. - Zgodnie z ustaleniami z organizatorem miała wystartować z terenu na Placu Kwiatowym. Organizator, mimo że nie otrzymał zgody od Wydziału Promocji ani od Dyrekcji Teatru na organizację działań przed Teatrem, z uwagi na większą niż zaplanowano ilość uczestników postanowił przenieść start przemarszu na plac przed teatrem, skąd korowód ruszył w stronę ul. Jordana – wyjaśnia Stańczyk.

„Imprezy uzupełniały się wzajemnie”

Ale to nie koniec wyjaśnień. Jak twierdzi miasto, organizator wydarzenia Rynek Smaków (czyli zjazdu foodtrucków na rynku) „nie wyraził swojego niezadowolenia z odbywającej się równolegle imprezy”. Co więcej – jak twierdzi Marcin Stańczyk (z pewnością nieobecny na rynku w sobotnie przedpołudnie) - „imprezy uzupełniały się wzajemnie”.

Pozostaje mi tylko współczuć mieszkańcom okolicznych budynków. Ja mogłam szybko się z ryczącego rynku upłynnić, oni muszą tu mieszkać. Za rozstrojone nerwy powinni domagać się odszkodowania!

Czytaj więcej