Czytasz: "Powidoki" Wajdy rozczarowują. Recenzja

"Powidoki" Wajdy rozczarowują. Recenzja

Powiedzieć, że „Powidoki” rozczarowują, to nic nie powiedzieć. Ostatni film Andrzeja Wajdy żenuje. Co poszło nie tak?

O filmie „Powidoki” Andrzeja Wajdy bez wątpienia jest głośno. Bo to ostatni film Mistrza, który zmarł dwa tygodnie po gdyńskiej premierze. Bo był polskim kandydatem do Oscara. Wreszcie, Linda, który zagrał główną rolę, jeździ po świecie i w niecenzuralnych słowach „promuje” film. No to po kolei.

Linda o filmie powidoki: "Muszę świecić ryjem"

Andrzej Wajda, któremu malarstwo było szczególnie bliskie, prawie 20 lat nosił się z zamiarem nakręcenia filmu o Władysławie Strzemińskim. I zrobił to. Stworzył „Powidoki”, swój ostatni film. Andrzej Wajda nie doczekał polskiej premiery. Ale uczestniczył w promocji dzieła na Festiwalu Filmów Fabularnych w Gdyni, gdzie świętował także swoje 90. urodziny. Zmarł dwa tygodnie później. „Zaszczyt” promowania filmu w świecie przypadł w udziale Bogusławowi Lindzie. Zaszczyt pisany w cudzysłowie, bowiem Linda udzielając wywiadu amerykańskiemu pismu „Deadline” nie przebierał w słowach. Dzieło nazwał „chu***ym” i jeszcze:

– Wiesz co, dla mnie to znaczy to, że – ponieważ Andrzej nie żyje – ja muszę za niego jeździć po k***a całym j***nym świecie i świecić ryjem we wszystkich miejscach.

Powidoki. Foto: Anna Włoch

Linda twierdzi, że uratował Wajdzie film. A krytykuje zwłaszcza scenariusz, który w swojej ostatecznej wersji, jest dziełem Andrzeja Mularczyka. Władysław Pasikowski też był proszony o napisanie scenariusza, ale jego pomysł na film był zbyt „hollywoodzki”. Także Dostojewski był brany pod uwagę. Wajda myślał początkowo, by pokazać na ekranie związek Strzemińskiego i Kobro. Ale, jak sam powiedział, żeby opowiedzieć tę historię potrzebny byłby sam Dostojewski. Mularczyk, którego scenariusz wybrano, postawił na beznadzieję czasów, w których rozgrywa się akcja. To spodobało się Lindzie. Aktorowi zależało, by oddać klimat trudnych czasów, które zapamiętał z dzieciństwa. Słabą stroną scenariusza, zdaniem aktora, były teksty zaczerpnięte bezpośrednio z tekstów Strzemińskiego, które źle i ciężko brzmią przed kamerą. Krytycy oceniają, że rola Strzemińskiego jest życiową rolą Lindy. Niektórzy widzą u niego nawet fizyczne podobieństwo do Wajdy. Fakt jest taki, że aktor zagrał innego bohatera niż wyobrażał sobie reżyser. Wajda marzył o herosie, człowieku niezłomnym fizycznie, mimo swojego kalectwa, i psychicznie. Linda zagrał inaczej. Jego Strzemiński jest cichy, introwertyczny. I, ta rola, to bez wątpienia, najmocniejszy punkt „Powidoków”.

Powidoki - zobacz oficjalny zwiastun

Powidoki nie dostaną Oscara

Przejdźmy do kwestii Oscarów. Film Wajdy został wybrany polskim kandydatem do Nagrody Akademii. Decyzja wywołała kontrowersje. Wielu się spodziewało, że to „Ostatnia rodzina” Jana P. Matuszyńskiego, stanie do walki o Oscara. Matuszyński poproszony przez nas o komentarz w tej sprawie powiedział tylko: „Jestem pod wrażeniem, jak ta decyzja kontrastuje z tym, co Andrzej Wajda mówił odbierając nagrodę w Gdyni”. A Wajda powiedział, że nie chce robić konkurencji młodym twórcom. Komisja oscarowa postawiła na „Powidoki”, bo to „przejmująca, uniwersalna historia niszczenia jednostki przez totalitaryzm".

Było, minęło. „Powidoki” odpadły z ostatecznej walki. Przegrały z dziełami m.in. Xaviera Dolana czy Maren Ade.

Dzieło antykomunistyczne

Powidoki. Foto: Anna Włoch

Mówi się, że ostatnie dzieło Wajdy jest zarazem najbardziej antykomunistycznym dziełem w dorobku reżysera. Trudno się z tym nie zgodzić. Szkoda tylko, że walkę Strzemińskiego z soceralizmem pokazano tak bardzo dosłownie, siermiężnie i wprost. „Powidoki” to historia ostatniego okresu z życia Władysława Strzemińskiego, malarza awangardzisty, twórcy unizmu, który od początku wadził się z władzą. W czasie pierwszej wojny światowej został kaleką w wyniku powikłań po zatruciu gazami bojowymi. Stracił nogę, rękę i wzrok w jednym oku. Strzemiński związał się z Katarzyną Kobro, wybitną rzeźbiarką, z którą miał córkę Nikę. Pracował w Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych w Łodzi. Nie chciał się podporządkować władzy, której nie po drodze było z artystyczną wizją Strzemińskiego. Został wyrzucony z pracy i gnębiony. Wystawę jego prac zniszczono i odseparowano go od otoczenia. Właśnie o tym jest film Wajdy. Katarzyna Kobro, z którą Strzemiński się rozstał, nie pojawia się na ekranie. Niewiele się o niej mówi. Także o tym, jak prześladował ją były mąż. Rzeźbiarka pojawia się jedynie na ustach córki Niki, zagranej przez Bronisławę Zamachowską. Mamy więc, tylko i wyłącznie, stłamszonego, biednego i kalekiego artystę, który przymiera głodem, bo postanowił do końca pozostać wiernym sobie. Umiera na wystawie sklepowej, wśród manekinów. Nie wiadomo, czy przyczyną jego zgonu jest głód, gruźlica jak sugeruje film czy może zatrucie chlorem podczas I wojny światowej.

Film Powidoki - Słaby, prosty, banalny

„Powidoki” stawiane obok takich filmów jak „Człowiek z marmuru” czy „Ziemia obiecana” rozczarowują. A nawet żenują swoją przewidywalnością i jednoznacznością przekazu. Scenariusz jest prosty, żeby nie powiedzieć banalny. Brak w nim zaskoczenia, zwrotu akcji, jakiegoś uniesienia, choćby miłosnego. Dostajemy wyłożoną kawa na ławę historię walki artysty z systemem. Walki, która wyniszcza i doprowadza do tragicznej śmierci. Ostatnia scena nie porusza, podobnie jak i cały film, któremu brak głębi. Jest to przykład kina oświatowego, które mogłoby być wyświetlane na lekcjach historii w szkole podstawowej. Kuleje też aktorstwo. Młody zespół, złożony z takich aktorów jak Zofia Wichłacz, Tomasz Włosok czy wspomniana Bronisława Zamachowska, gra zbyt dosłownie, bez niedomówień, a dobra dykcja bierze górę nad mimiką i grą ciała. Wszystko jest jasne, klarowne i oczywiste. I w tym przypadku jest to zarzut.

Tym, co cieszy, jest pokazanie światu postaci Władysława Strzemińskiego, wielkiego artysty, twórcy „Teorii widzenia”. Może znajdą się chętni, którzy odwiedzą Łódź, a w niej Muzeum Sztuki, gdzie zebrano pokaźną kolekcję dzieł i mebli Strzemińskiego. Także rzeźb Katarzyny Kobro.

Dzieło, które finiszuje twórczość, podobnie jak debiut, jest ważne i skupia wiele uwagi widzów i krytyków. Ci ostatni, co ciekawe, ciepło mówią o wajdowskiej biografii Strzemińskiego. Widzowie od dziś będą mogli zobaczyć film w kinach i stworzyć na jego temat własne zdanie.

Czytaj więcej