Czytasz: Pierwsza taka sprawa w sądzie. Śląski lekarz przeciwko... hejterom

Pierwsza taka sprawa w sądzie. Śląski lekarz przeciwko... hejterom

Obalał tezy antyszczepionkowców. Skutek? Hejt w internecie tak duży, że odbił się na reputacji cenionego pediatry. - Nie odpuszczę - zdecydował śląski lekarz. Sprawa trafiła do sądu.

„Nazywam się Dawid Ciemięga i jestem lekarzem. To jest mój manifest w obronie dobrego imienia. Na co dzień zajmuję się leczeniem dzieci. Jestem dumy z zawodu, który wykonuję i myślę, że wykonuję go z pełnym zaangażowaniem - podkreśla za pośrednictwem youtube’a Dawid Ciemięga, pediatra z Tychów. Przeprasza, że czyta z kartki. Przyznaje, że jest zbyt zmęczony, by zrobić to inaczej. I nie ukrywa, że wiele wspólnego ma z tym jego walka z internetowymi hejterami.

Lodówki ze szczepionkami nie miały zasilania

O co poszło? O szczepionki, a konkretnie rzecz ujmując głośną sprawę, kiedy to pustoszący w lutym Polskę orkan, pozbawił prądu placówki zdrowia. Pech w tym, że w kilku z nich przechowywane były m.in. szczepionki. Skutek? Doszło do przerwania łańcucha chłodniczego, a co za tym idzie - konieczności utylizacji zniszczonych szczepionek. Problem w tym, że część z nich została podana małym pacjentom.

Rodzice mają duże obawy

Ten fakt wykorzystały środowiska antyszczepionkowców. „To zabójcza trucizna” - twierdzili. Rodzice, którzy ze swoimi pociechami zgłaszali się do Ciemięgi, wielokrotnie pytali go o to, czy w takim razie warto szczepić swoje dzieci i czy szczepionki są w ogóle bezpieczne.

- Zdecydowałem się sprawę wyjaśnić - zaznacza tyski pediatra. Na swoim profilu lekarskim, powołując się zresztą na źródła medyczne, napisał, że szczepionki nie są żadną trucizną i warto je stosować. Wtedy się zaczęło.

Chciał pokazać im dokumenty, schowali się za monitorami

Obraźliwe słowa, wyzwiska, negatywne opinie od rodziców dzieci, które Ciemięga rzekomo leczył, a nigdy nie miał z nimi do czynienia (po sprawdzeniu okazywało się, że dokumentacja medyczna konkretnego dziecka po prostu nie istnieje). To ułamek gromów, jakie posypały się na pediatrę z Tychów. - Byłem oskarżany o korupcję, o to, że finansują mnie koncerny farmaceutyczne. Robiono wiele, by mi zaszkodzić - przyznaje lekarz.

Czarę goryczy przelał fakt, że w momencie, gdy z hejterami podjął merytoryczną dyskusję (obiecał osobiście przekazać im raporty z badań nad szczepionkami), część z nich usunęła swoje posty, a nawet profile. - Kiedy przyszło zmierzyć się z faktami, pochowali się za monitorami swoich komputerów - stwierdził Ciemięga i sprawę zgłosił do prokuratury.

fot: youtube

Wyrok może być symbolem

Pediatrze udało się ustalić tożsamość hejterów. Teraz, już przed sądem w Tychach, stanąć ma dziewięciu z nich. To pierwszy w Polsce taki prywatny akt oskarżenia lekarza przeciwko atakom w internecie. Ciemięga ma poparcie Śląskiej Izby Lekarskiej. Ta obiecała pokryć nawet koszty procesu.

Sprawa z pewnością będzie miała też charakter symboliczny. „(…) przeciwko hejterom jest tylko jedno - moje nazwisko, swoją osobą reprezentuje wszystkich lekarzy, którzy często nawet nie wiedzą, że stają się ofiarą pomówień i wyzwisk w internecie. Swoim nazwiskiem będę reprezentować tych, którzy stali się celem takich ataków, ale nie mieli siły i możliwości się bronić, o nich będę mówić” - napisał w swoim oświadczeniu Dawid Ciemięga.

Czytaj więcej