Komentarz

Pendolino opóźnione 50 minut, bo... czekało na kobietę z dzieckiem

Pociąg stał na stacji 50 minut, bo czekał na... kobietę z dzieckiem. - Ja płacę za bilet i chcę być na czas - mówi podróżna. Co na to PKP?

Zadzwoniła do nas rozżalona czytelniczka Hanna, która jechała w czwartek z Warszawy Centralnej do Katowic. Wsiadła do pociągu Pendolino o 18:50, by chwilę później zatrzymać się na stacji w Warszawie Zachodniej. Usłyszała komunikat, że jej przewoźnik będzie opóźniony 30 minut, bo czeka na osoby przesiadające się z innego pociągu. Opóźnienie wzrosło do 50 minut, a „osobami przesiadajacymi się” okazała się… kobieta z dzieckiem.

- To bardzo szlachetne, ale ja mam dość odpowiedzialności zbiorowej – mówi pani Hanna.

- W pociągu był tłum, mogło nim podróżować nawet 500 osób. Tylu podróżnych, musiało czekać na dwie osoby? Zapytałam konduktora, gdzie tu logika? Jeśli to była ważna persona, to może powinno się dla niej wezwać taksówkę, a nie wstrzymywać ruch pociągu – dodaje pasażerka.

Podóżny nie zostanie sam w obcej miejscowości

My zapytaliśmy w biurze prasowym PKP Inter City, czy stałą praktyką jest czekanie pociągu na inny opóźniony pociąg? - Musimy sprawdzić ten przypadek, natomiast na pewno nasza dyspozytura podejmuje takie działania, że zatrzymuje pociąg, jeśli jest to ostatni transport dla naszego pasażera w tej dobie – mówi Anna Zakrzewska z biura prasowego.

- Nie chcemy, by podróżujący został na wiele godzin w obcym mieście. Staramy się zapewniać pasażerom dojazd do ich docelowej miejscowości - dodaje. 

Pociąg, którym podróżowała pani Hanna nie nadrobił opóźnienia. Zdenerwowanej podróżnej konduktor polecił, by zgłosiła się do kasy PKP, pobrała formularz i złożyła reklamację. - Jestem zajęta i nie mam czasu na formalności. Płacę 150 zł za bilet, nie po to, by walczyć o zwrot pieniędzy, tylko po to, by być na czas – mówi pani Hanna.

Jak wyjaśnia Agnieszka Serbeńska, rzecznik prasowa PKP Intercity, podobne sytuacje zdarzają się sporadycznie i w każdym przypadku rozstrzyga się je indywidualnie. Decyzje wydaje dyspozytura ruchu w porozumieniu m.in. z kierownikiem pociągu, zarządcą infrastruktury i innymi przewoźnikami. - Zdarzają się wyjątkowe przypadki, w których dla pasażerów organizowany jest transport zastępczy w postaci m.in. przejazdu taksówką. Jednak dotyczą one znacznie krótszych dystansów, nieprzekraczających z reguły 50 km oraz w przypadku gdy przewidywane opóźnienie składu przekracza 2 godziny - mówi Serbeńska. - W tej konkretnej sytuacji, ze względu na dużą odległość od stacji docelowej, dyspozytorzy ruchu podjęli decyzję o oczekiwaniu składu - dodaje.

Możemy się ubiegać o rekompensatę

Na stronie PKP Inter City, w zakładce „reklamacje” czytamy, że jeśli pociąg jest opóźniony 60 minut lub więcej, przewoźnik wypłaca pasażerowi rekompensatę w wysokości 25% opłaty za przejazd. Jeżeli opóźnienie wynosi 120 minut lub więcej, rekompensata wynosi 50% opłaty za przejazd.

Tutaj pojawia się biurokracja. Na złożenie wniosku o odszkodowanie mamy rok od naszej nieudanej podróży. Do niego należy dołączyć bilet i zaświadczenie o opóźnieniu, które możemy uzyskać w kasie bądź u konduktora, czy kierownika pociągu. Przewoźnik ma miesiąc na odpowiedź. Odszkodowanie będzie wypłacane, jeśli jego wartość przekracza 4 euro.

Czytaj więcej

Napisz do autora k.glowacka@silesion.pl
Zmiana kategorii na: Turystyka