Czytasz: "Noc zbójców" według Marka Chylińskiego

"Noc zbójców" według Marka Chylińskiego

Rozmowa z laureatem III nagrody w Ogólnopolskim Konkursie Dziennikarskim im. Krystyny Bochenek za reportaż, który ukazał się w Silesion.pl

PRZECZYTAJ KONIECZNIE NAGRODZONY REPORTAŻ MARKA CHYLIŃSKIEGO "NOC ZBÓJCÓW'

"Noc zbójców" to reportaż, który ukazał się w naszym portalu Silesion.pl. O czym jest nagrodzona praca. Powiedzmy to tym, którzy jeszcze nie mieli okazji przeczytać.

To opowieść o ludziach, mieszkańcach Górnego Śląska. Przypomina o odległych wydarzeniach sprzed 84 lat. Ślady tej przeszłości są niedaleko, w Archiwach Państwowych w Katowicach na Wełnowcu. Blisko nas, a okazało się, że nikt do tych dokumentów nie zaglądał. Może dlatego, że te opasłe pożółkłe teczki są w języku niemieckim.

CZYTAJ TAKŻE: Silesion wśród laureatów nagrody im. K. Bochenek

Co te dokumenty odkryły przed tobą?

Ta historia dotyczy mordu politycznego na Konradzie Piecuchu, człowieku, którego po wojnie propaganda komunistyczna uczyniła swoim męczennikiem. Taka hagiograficzna niemal jego postać do dzisiaj funkcjonuje w Wikipedii. Nikt tego nie zmienił, myślę, że właśnie dlatego, że nie dotarł do źródeł. Konrad Piecuch, którego zamordowano, jest ofiarą brunatnego terroru, który miał miejsce w latach trzydziestych ubiegłego wieku na tych ziemiach. Na pograniczu. Większość mieszkańców miała sympatie propolskie, ale to nie byli Polacy, tylko Ślązacy. Ponieważ miejscowość Potempa pozostała po stronie niemieckiej, pojawiali się tam również ludzie o sympatiach niemieckich. Jeden z nich postanowił zorganizować mord, który miał podłoże polityczne, ale przede wszystkim, i ja to w tym reportażu wykazuję, miał podłoże kryminalne. Pisałem o sprawie na podstawie akt ówczesnej prokuratury rejonowej w Bytomiu i Katowicach.  Jak wspomniałem, to są akta w języku niemieckim, bo procesy były prowadzone w tym języku przed niemieckim sądem. Co zaskakujące, zapadły bardzo wysokie wyroki, z wyrokiem śmierci włącznie. Wyrok śmierci wydał niemiecki sąd w Bytomiu. I właśnie po tym, do Bytomia telegrafuje Adolf Hitler. Dotarłem do tego telegramu. W literaturze światowej jest on publikowany, są różne jego wersje, ale krótko mówiąc Adolf Hitler wyraża w nim pełną solidarność z mordercami i mówi, że nigdy się tak nie może zdarzyć, żeby w niemieckim państwie niemiecki sąd skazał kogoś na śmierć przez jakiegoś Polaka. Tak brzmi treść tego telegramu. Pomyśleć, że budynki, w których to się działo, stoją do dziś. I budynek sądu w Bytomiu, i areszt śledczy. Byłem tam, fotografowałem, to jest w tym reportażu. Oprócz poznania dokumentów, chciałem też zobaczyć i rozmawiać z żywymi świadkami. Bo tak to jest w dziennikarstwie, że dokumenty to dokumenty, ale często to tylko jedna wersja wydarzenia.

Powiedzmy szczerze, ta historia była wcześniej znana.

Fakt, była znana, ale kontekst był taki, że co 10 lat od 1952 roku ukazywały się tylko takie hagiograficzne opowieści o Konradzie Piecuchu, powstańcu, patriocie, który został zamordowany, szkoła została nazwana nawet jego imieniem, już na szczeście nie jest. Ja dopisałem do tej opowieści post scriptum, odkrywając, że Piecuch nigdy nie należał do komunistów, ani do Komunistycznej Partii Niemiec, ani do Komunistycznej Partii Polski. Mit upadł.

Gdzie jeszcze musiałeś docierać, żeby napisać ten artykuł?

Archiwum Państwowe w Katowicach to punkt wyjścia. Najciekawsze jest to, że interesując się tą sprawą, poszukiwałem także materiałów ilustracyjnych. Proszę sobie wyobrazić, że siedzę w archiwum i nagle oryginał zdjęcia z procesu wypada z jednej teczki pod moje nogi na podłogę. Amerykanie za zdjęcie z tego procesu żądali aż 750 dolarów! Drugim źródłem informacji były Akta Pruskie w Berlinie. Te na szczęście już zdigitalizowane.  W nich natknąłem się na ślad inspiratora zbrodni, Lachmana. No i, co najważniejsze, dotarłem też do świadków. Nieocenionym źródłem wiedzy był pan Fryderyk Zgodzaj z Tworoga, za co mu serdecznie dziękuję. Wspaniały kronikarz tego miasta. Jak to między ludźmi, którzy pasjonują się historią bywa, przywiozłem mu dokumenty, pokazałem, on pokazał mi swoje dokumenty. Poświęcił mi sporo czasu, objechaliśmy te wszystkie miejsca, pokazał gdzie stał dom rodziny Piecuchów, pojechaliśmy do Tworoga, byłem w Rokitnicy, w Mikulczycach, skąd pochodzili zbrodniarze. Gdzie w nocy zostali ujęci, przez niemieckich celników. Musimy pamiętać, że to były tereny pogranicza polsko-pruskiego. Po obu stronach dochodziło do kontrabandy.

Jak długo trwało pisanie tego materiału?

Można powiedzieć, że wiele tygodni, tego się nie da policzyć. On jest niesłychanie szczegółowy, można by pewnie jakieś rzeczy wyrzucić, ale dziennikarstwem historycznym rządzi szczegół. Chciałem podkreślić, że nie poprzestałem na dokumentach, które wydobyłem z Archiwum, bo dokumenty mogą też kłamać, ja te dokumenty skonfrontowałem z pamięcią zbiorową. Bardzo mi też pomógł pan Marek Chmura ze szkoły podstawowej w Potempie. On mi przekazał oryginalne zapiski i kronikę dyrektora tamtejszej szkoły z lat 1925-1933. 

Co jest najtrudniejsze w reportażu historycznym?

Rekonstrukcja wydarzeń, wyobrażenie sobie, jakby to mogło być, a potem składanie historii. Ta sprawa była wcześniej znana, ale w tych wielkich książkach, które mają po 1000 i więcej stron, w tych wielkich opracowaniach naukowych "Der Fall Potempa" albo "The Mord of Potempa", jak tytuuje się tę historię,  to zaledwie parę zdań, do których trzeba było dorobić, odtworzyć całą historię. Pisała o niej także przedwojenna prasa polska, niemiecka. Korzystałem także z tych źródeł. Bardzo wielu.

Czytaj więcej