Czytasz: Nie bądź Gagarin, nie daj się wysłać w kosmos

Nie bądź Gagarin, nie daj się wysłać w kosmos

Ten numer to kosmiczne cwaniactwo. Czy znajdzie się mocny, który powstrzyma bezczelne oszustwo?

Świat wstrzymał oddech. Historyczne zdjęcia obiegły wszystkie stacje telewizyjne. Z gotowego do startu samolotu wywleczono wrzeszczącego pasażera. Wierzgał nogami i padł na podłogę, bo kazano mu opuścić samolot, by zwolnić miejsce dla pracowników United Airlines lecących do pracy. Pasażer okazał się lekarzem, też leciał do pracy, ale to akurat na dziarskich policjantach, targających go po podłodze, nie zrobiło żadnego wrażenia.

Przyczyna tej światowej już awantury nazywa się overbooking. Pod tym obcobrzmiącym hasłem kryje się największy szwindel współczesnych czasów. Stosowany przez wszystkie linie lotnicze świata. Nasze narodowe też. Jak pisze klasyk dziennikarskiego gatunku: mechanizm  oszustwa jest prosty. Otóż linie kantują pasażerów jak cinkciarz pod Peweksem, sprzedając więcej biletów niż samolot ma miejsc. Tak. Techniczne określenie overbooking, to nic innego, niż zwykły kant cwaniaczków od marketingu. Mają na to oczywiście idiotycznie brzmiące, pseudopraktyczne uzasadnienie, co w niczym nie zmienia faktu, że to co robią ma bardzo prostą nazwę. Oszustwo. 

Kilka lat temu padłem ofiarą takiego cwaniactwa. Dla siebie i rodziny kupiłem w LOT bilety Gdańsk - Katowice, z przesiadką w Warszawie. Nieświadom czyhających zagrożeń, odprawiłem się w Gdańsku wyłącznie do Warszawy, wiedząc, że tam będę mógł odprawić się na drugi etap podróży. Jakież było zaskoczenie, kiedy ja, pasażer - idiota, usłyszałem od gładko zaczesanego młodego człowieka, że miejsca w samolocie wystarczy, owszem, ale dla jednej osoby. Dwie pozostałe mają zostać w Warszawie. Na noc, rzecz jasna, bo to było ostatnie połączenie tego dnia. Pomijam już dylemat, czy ma polecieć sam Kamil jr, wówczas lat 11, czy żona, czy może ja. Ale zetkniecie się ze szwindlem w biały dzień, w moim naiwnym umyśle pozostawiło niezatarte piętno. W efekcie zostaliśmy w hotelu w Warszawie, za który wspaniałomyślnie zapłacił LOT. Czyli my. Pani, pan i społeczeństwo. Bo jak wiadomo, narodowy przewoźnik był w owych czasach obficie dotowany przez państwo. Czyli z naszych kieszeni. 

Overbooking to bezczelne oszustwo. To dokładnie tak, jakby ktoś kazał w kasie supermarketu zapłacić 100 osobom za chleb, a przy wydawaniu towaru okazało się, że wystarczy go dla 95. To tak samo, jakby w banku dać poświadczenie wypłaty dla 50 osób, a gotówki w kasie wystarczyło dla 40. To wreszcie tak samo, jakby pieniądze na 500+ skończyły wydano w 15 województwach, a w Śląskiem ich już zabrakło. Kombinatorstwo, bezczelność i arogancja. 

Otóż patrząc dziś na komiczne, choć dramatyczne zarazem obrazki z USA, myślę, że czas by urzędnicy w Unii Europejskiej wzięli się za to cwaniactwo. Skoro potrafili poskromić apetyty operatorów sieci komórkowych, i zlikwidować opłaty roamingowe, niech się zabiorą za linie lotnicze i zahamują ich pazerność i cwaniactwo. Inaczej będziemy sankcjonowali kosmiczne oszustwo. Co dziś, w 56 rocznicę lotu Gagarina w kosmos, nabiera cech specyficznego szyderstwa. No ale w przypadku Gagarina o overbookingu mowy być nie mogło. Mimo, że kandydatów do lotu było dwóch. 

Czytaj więcej