Komentarz

Ratownik jest jak śmieciarz?

W Sosnowcu tylko jeden ratownik obsługuje wieżę do skoków i zjeżdżalnię, przez co ludzie czekają po półtorej godziny, żeby skorzystać. Skąd takie braki kadrowe i jak zmienił się zawód ratownika - mówi nam wiceprezes śląskiego WOPR-u.

Milena Nykiel-Leśnik: - Mamy sygnały od czytelników, że na miejskich kąpieliskach brakuje ratowników. Rzeczywiście tak jest?

 

Jarosław Zwierzyna, instruktor i wiceprezes śląskiego WOPR. - Tak jest. Od kilku lat odnotowujemy duży niedobór kadry ratowniczej. Spowodowała to zmiana przepisów. W 2012 roku zmieniła się ustawa. Nowej praktycznie z nami nie konsultowano. Tymczasem najważniejsza zmiana jest taka, że pozbawiono nas młodej kadry. Wcześniej, po odpowiednich szkoleniach, do pracy można było zatrudnić już 16-letniego ratownika. Ten przez dwa lata stażował, ale zarabiał. Dziś nie ma już takiej możliwości prawnej, a kogo stać jest na dwa lata pracy bez pieniędzy?

Czyli poszło, jak zwykle, o pieniądze?

Nie tylko, to wbrew pozorom nie jest najważniejsza kwestia. Zwłaszcza, że wiele gmin dostrzegło już problem i wygospodarowało na ratowników wodnych dodatkowe fundusze. Chodzi bardziej o nowy system szkoleń, które wprowadziła nowa ustawa. Wcześniej kwestia egzaminów, pewnych wytycznych – typu ile ma przepłynąć kandydat na ratownika itd. - zależała od nas. Teraz wodniakom wszystko narzucono. A że bez konsultacji, to okazuje się teraz, że nie ma kto strzec bezpieczeństwa na basenie.

O jakich szkoleniach mowa?

Tzw. KPP, czyli obowiązkowy dla naszego zawodu kurs pierwszej pomocy można zrobić dziś w wieku 18 lat. Jak już mówiłem wcześniej, przed nowelizacją człowiek w wieku 16 lat mógł być przeszkolony z zasad udzielania pierwszej pomocy i zacząć płatny straż. Te dwa lata wycięto z zawodu ratownika. Bo nawet jeśli 16-latek jest zainteresowany, do momentu, gdy nie przejdzie on szkoleń, nie można go zatrudnić. Przez te dwa lata może być na stażu, ale nie jest nawet ubezpieczony. A nie raz łamie się paliczki, wbiegając do wzburzonego morza.

To niebezpieczna praca. I chyba słabo płatna. Ile zarabia ratownik na basenie?

Na Śląsku najwyżej 3 tysiące brutto, młody około tysiąc mniej. To nie tak źle, bo gminy się obudziły i nas dofinansowują. Na szczęście nastąpiła też poprawa wizerunku zawodu ratownika. Wielu się wydawało, że to ktoś, kto siedzi na plaży i niewiele robi.

Ale nie jest to praca na całe życie?

Raczej nie. Ratownicy pracują sezonowo najpóźniej do 24 roku życia, nie ma zbyt wielu dinozaurów takich jak ja (śmiech). Chłopak po studiach szuka stałego zajęcia i tyle. Nie bez znaczenia jest też fakt, że szkolenia są drogie. Wcześniej kosztowały od 400 do 600 zł, teraz ok. 3 tys zł. Nic dziwnego, że nawet sezonowo młodzi nie garną się do pracy ratownika.

Polska, nierzadko brudna plaża, ich nie ciągnie?

To prawda, ci, którzy mocniej związali się z ratownictwem wodnym wolą pracę za granicą. Jest pogoda, ładne widoki, czyściej, lepsze pieniądze. Na nieatrakcyjność akwenów cierpi zwłaszcza Śląsk. Do tego dochodzą inne sprawy. Bo ratownik nie tylko czuwa nad bezpieczeństwem. Często niczym strażnik miejski pilnuje porządku, bo ten czy inny sięgnie na plaży po butelkę. W dodatku odpowiada za ten porządek w dosłownym znaczeniu tego słowa: zbiera po plażowiczach śmieci, butelki itd.

Może MOSiR-y nie mają funduszy. W Sosnowcu powiedziano mi jednak, że nie zatrudniĄ dodatkowego ratownika.

To bzdura. Miasta i MOSiR-y mają na to pieniądze. Często wolą dofinansowywać jednak sporty promowane – np. piłkę nożną. A później nie ma kto ratować życia na miejskim basenie...

Czytaj więcej

 

 

 

 

Napisz do autora m.nykiel@silesion.pl
Zmiana kategorii na: Narodowe Czytanie