Czytasz: Mi(tex) się to nie podoba

Mi(tex) się to nie podoba

"Tak się wywala naszą kasę. Bo (samo)rząd nie ma swojej kasy, wydaje nasze podatki"

Mają czasem magiczny urok te nasze samorządy. A to wywalą 14 milionów na kamerki, które się do niczego nie nadają (jak w Katowicach), a to postawią halę, do której się nie da dojechać (to w Krakowie), a to zbudują drogę (jak w Pszczynie), co to się kończy rondem w szczerym polu. Polak potrafi.

Generalnie samorząd i tak jest rozsądniejszy niż rząd, najpewniej dlatego, że obywatele są bliżej, a władza musi się liczyć, że w drodze z gabinetu do limuzyny może od wściekłych obywateli usłyszeć brutalną prawdę. O sobie. No i pamięć wyborców w gminach jest nieco lepsza niż tych, co oddają głos na posła czy senatora.

Krótko mówiąc, Polska zapomina, Wilkowyje nigdy.

Nachodzą czasem takie refleksje, kiedy się czyta o tak kretyńskich sytuacjach jak ta z Dąbrowy Górniczej. Sam pomysł na tę psychiatryczną koncepcję partnerstwa Miasto - Mitex wydaje się poroniony.
Albo się ma pieniądze na siedzibę, albo się siedzi w starej. Opowieści dziwnej treści, że się tę urzędniczą twierdzę spłaci zawyżonym czynszem (czyli ukrytym kredytem spłacanym czynszem z odsetkami), są jak chory sen. Ciekaw jestem, jak ówczesny prezydent wytłumaczyłby mieszkańcom zagrzybionych i zniszczonych mieszkań socjalnych, że budowa Pentagonu to nakaz i wymóg chwili i prestiżu. Ciekaw też jestem, po cholerę podpisuje się umowę, by za chwilę stwierdzić, że czynsz w niej ustalony jest za wysoki.

Nadzwyczaj mnie też interesuje, jak długo można trzymać na stołku rzecznika, który tłumaczy dziennikarce, że blisko 18 milionów złotych jest kwotą dla miast mniej dolegliwą, niż pryszcz na nosie i nie odbije się w żaden sposób na jakości życia mieszkańców. Jeśli to jest tak świetnie zarządzane miasto, to zamiast kary, te 17,4 trzeba przyznać po połowie prezydentowi i rzecznikowi! Bo nie znam drugiej gminy w Polsce, która z pocałowaniem rączki nie zgarnęłaby takiej kasy, stawiając za nią żłobek albo przedszkole.

Nie tak dawno, kiedy mało nie „nachytałem po ryju”, stając w obronie kobiety w samym centrum miasta, pan rzecznik Stachura objaśniał ludności Katowic, że „inteligentna” kamerka za 14 dużych baniek nie odnotowała niczego nadzwyczajnego, więc i reakcji służb nie było. Chociaż mały gnojek podskakiwał do mnie z pięściami tak ze 3 razy (przy okazji objaśniam zainteresowanym i pamiętającym, że spędziłem w towarzystwie sympatycznych panów policjantów KMP Katowice dwie urocze godziny, opowiadając dwa razy cała historyjkę i składając stosowne żądanie ścigania małych bandziorków. Jak na razie cisza. Ale pamiętam i czekam).

Jeszcze wcześniej, Szanowny Pan Prezes Zarządu Drogowej Trasy Średnicowej (Jezusku, wciąż nie mogę uwierzyć, że jest takie coś jak „Zarząd DTŚ”, a na czele tego „czegoś” stoi Pan Prezes) mówi, że zrywanie położonej 3 miesiące wcześniej nawierzchni to też betka, bo się odbywa w ramach gwarancji.

Teraz Pan rzecznik z Dąbrowy mówi, że kilkanaście milionów to nic, choć urzędnicy boją się kserować kwity, żeby nie nabijać kosztów.
Tak się wywala naszą kasę. Bo (samo)rząd nie ma swojej kasy, wydaje nasze podatki.

A CBA siedzi od miesiąca w Urzędzie Marszałkowskim i w Specjalnych Strefach Ekonomicznych i szuka haków na urzędników z PO.
Panowie! Głupota i rozrzutność nie mają barw politycznych. Może się warto przyjrzeć bliżej pentagonom i gamoniom, co uważają, że publiczne znaczy mniej niż prywatne.
Poland to dziwna kraina. Nie przestaje dziwić.

Czytaj więcej