Czytasz: Marsz Niepodległości oczami słynnego reżysera

Marsz Niepodległości oczami słynnego reżysera

O filmie „Pewnego razu w listopadzie” rozmawiamy z reżyserem Andrzejem Jakimowskim.

„Pewnego razu w listopadzie” to inspirowana prawdziwymi wydarzeniami historia dwójki Warszawiaków, matki i syna, którzy w wyniku eksmisji w listopadzie 2013 roku tracą mieszkanie. Rozgrywa się w przeddzień potężnej demonstracji patriotycznej z okazji Święta Niepodległości.

Wykorzystany w „Pewnego razu w listopadzie” materiał dokumentalny został zrealizowany przez reżysera i operatorów, będących bezpośrednimi świadkami wydarzeń z Święta Niepodległości z 11 listopada 2013 roku.

Za zdjęcia do filmu odpowiada Adam Bajerski. W scenach walk ulicznych zdjęcia realizował Tomas Rafa, wybitny reporter specjalizujący się w filmowych relacjach z zamieszek, często z samej linii frontu np. w Słowiańsku na Ukrainie.

Silesion.pl: Nazywany jest Pan reżyserem wykluczonych.

Andrzej Jakimowski: Moi bohaterowie może są nietypowi, ale z drugiej strony nie każdy to everyman. Nic nie mam przeciwko temu, ale nie wpasowuję się do końca w tę szufladkę.

Tytuł „Pewnego razu w listopadzie” brzmi bajkowo, a tymczasem dostajemy mocne i społeczne kino...

Nie wszystkie bajki są wesołe. Nawet bracia Grimm potrafili pisać wstrząsające historie. Nasza opowieść nie jest wesoła, ma smutne momenty, ale uśmiechnąć też się można. To jest bardzo prosta opowieść.

O czym?

To film o Warszawie, a w zasadzie o jej śródmieściu i ludziach, którzy spotykają się tam w trakcie wielkiej manifestacji nacjonalistycznej. Właśnie tam stykają się losy kilku osób. Opisuję, skąd w tym miejscu wzięli się bohaterowie. A przy okazji pokazuję realia centrum Warszawy. Ta historia mówi trochę o Polsce, trochę o Europie, a nawet o współczesnym świecie.

Przeczytałam w sieci, że film „portretuje przerażające oblicze współczesnej Polski".

Nie chcieliśmy portretować całej Polski, nie mieliśmy takich wielkich ambicji. Raczej wybraliśmy sobie wąski wycinek, pytanie czy jest on reprezentatywny? Może nie. Może raczej radykalny. To nie jest typowe zdarzenie, ale na pewno ukazuje jakiś obraz Polski. To taka Polska w pigułce, której nie można rozcieńczyć. Trzeba ją przyjąć w całości.

Co Pan chciał przekazać widzom tym filmem?

Pokazałem to, co sam widziałem. Chciałem widzom dać do myślenia, bo mnie ta sytuacja dała do myślenia. Z bliska zobaczyłem manifestację w 2013 roku, także starcie wartości i uczucia, jakie jej towarzyszyły. Tym chciałem się podzielić z widzami. Pokazać tę sytuację jak najwierniej, bez retuszu. Byłem świadkiem zdarzeń i zdanie relacji z tego wydarzenia pozwala mi uwolnić się od tego tematu.

Widząc manifestację wiedział już Pan, że będzie ona częścią kolejnego filmu?

Nie. W 2013 roku robiliśmy zdjęcia do filmu, który miał opowiadać o wzmożeniu ruchów nacjonalistycznych w całej Europie. Kręciliśmy w różnych miastach, w Londynie, Berlinie, Dreźnie, Poznaniu i Warszawie, nie tylko na marszu niepodległości. Chcieliśmy pokazać tę imprezę nie spodziewając się, że zobaczymy też zamieszki. Kiedy stałem się ich świadkiem, pojawił się przebłysk i pomysł na film. Wtedy zacząłem się zastanawiać czy potrafiłbym pokazać to, co sam widzę, czy to jest w ogóle możliwe. Film nie nadaje się do mówienia o wszystkim, jest raczej opowiadaniem uproszczonych historii. Doszedłem jednak do wniosku, że to jest wymowne i uda się zrobić film fabularny o tych zdarzeniach, odsłaniając wcześniej, skąd się tam wzięli nasi bohaterowie.

Dla mnie ten film jest wyraźnie przedzielony na dwie części, skupia się na dwóch problemach – bezdomności w wyniku reprywatyzacji oraz na wspomnianym już nacjonalizmie.

Tam jest cała masa problemów, a te wydarzenia się ze sobą wiążą i są nierozplątywalne. Miałem ogromną wiedzę, jacy ludzie i w jaki sposób żyją w kamienicach w centrum Warszawy. Marsz niepodległości przechodzący pod oknami ludzi, którzy żyją tam od pokoleń ma inny wydźwięk niż dla tych, dla których te miejsca to po prostu jakieś ulice. Jeśli do tego opowiemy więcej o centrum Warszawy to sensu nabiera cały obraz.

Zdradzi Pan, o czym myśli patrząc w przyszłość, w stronę kolejnego dzieła?

Ja mam zawsze kilka pomysłów na filmy, ale wybieram takie, które mają sens w czasie, kiedy mogę je robić. Nie abstrahuję od tego, co się dzieje dookoła. Z pomysłów, które mnie ciekawią i od dawna mam w głowie, wybieram te, które wydają mi się znaczące w danym momencie życia Polaków. Nie wiem jeszcze, o czym będzie następny film.

Dlaczego warto zobaczyć ten film? Poleca Andrzej Jakimowski:

 

***

Andrzej Jakimowski. Ukończył filozofię na Uniwersytecie Warszawskim i reżyserię na WRiTV UŚ w Katowicach. Zrealizował między innymi: krótki film fabularny "Pogłos" oraz filmy dokumentalne "Miasto cieni", "Dzyń, dzyń", "Wilcza 32". Jego pełnometrażowy debiut fabularny "Zmruż oczy" obejrzało prawie 100 tysięcy widzów. Film otrzymał szereg festiwalowych wyróżnień, m.in. Nagrodę Specjalną Jury w Gdyni, Srebrne Grono w Łagowie, wyróżnienie FIPRESCI w Mannheim oraz "Paszport Polityki". Jakimowski jest też autorem filmów „Sztuczki” oraz „Imagine”. "Pewnego razu w listopadzie" wszedł na ekrany kin 3 listopada. 

Czytaj więcej