Czytasz: Katechetka do 6-latków: „Mikołaj nie żyje!”

Katechetka do 6-latków: „Mikołaj nie żyje!”

Na lekcji religii w jaworznickiej podstawówce źle się dzieje – alarmują rodzice i opowiadają o kuriozalnych metodach nauczania tutejszej katechetki. Rzucaniu kluczami, nazywaniu dzieci szatanami oraz przypalonych włosach.

AKTUALIZACJA 30.11 - CZYTAJ WIĘCEJ: Nowe oskarżenia wobec katechetki z Jaworzna

O katechetce ze szkoły podstawowej nr 14 w Jaworznie rodzice do tej pory nie chcieli mówić publicznie. - Myśleliśmy, że problem da się rozwiązać polubownie, bez rozgłosu – uzasadniają. Po wielu miesiącach walki; oficjalnych pism i spotkań z dyrekcją, probostwem oraz kurią, czują się bezsilni. Uważają, że sprawa jest zamiatana pod dywan, dlatego zdecydowali się ją nagłośnić. - To nasza ostatnia szansa. Walczymy nie o nasze prawa, ale o bezpieczeństwo naszych dzieci – mówią wspólnym głosem.

Dziwne praktyki na katechezie

Do incydentu, który przelał czarę rodzicielskiej goryczy doszło pod koniec ubiegłego roku szkolnego. Na lekcji katechezy w pierwszej klasie, 6-latce zapaliły się włosy. - Katechetka zapaliła na lekcji świeczkę. Dzieci po kolei miały do niej podchodzić i dotykać jakiegoś kamienia leżącego na biurku. W pewnym momencie maluchy zauważyły, że z głowy mojej córki leci dym – mówi matka dziewczynki. Dodaje, że katechetka miała wówczas zgasić płomień, a potem kazać 6-latce pójść samej do łazienki i umyć sobie włosy mydłem. Matka dziecka o całym zdarzeniu dowiedziała się przypadkowo. - Córka jest dość skryta, do niczego mi się nie przyznała. Wieczorem odebrałam telefon od innej zaniepokojonej mamy. Dziecko jej się wygadało, że na lekcji koleżance paliły się włosy. Proszę sobie wyobrazić, że szkoła sprawę zataiła – nie ukrywa zdenerwowania mama dziewczynki. - Dobrze, że małej nie zajęły się całe włosy – dodaje z ulgą.

Katechetka obwinia rodziców

Mama dziewczynki ze skargą poszła do dyrektorki szkoły. Ta jednak nabrała wody w usta. Stwierdziła, że ani o paleniu świeczek na lekcjach ani o wynikających z tego konsekwencjach nic nie słyszała. Od katechetki – Urszuli Taborskiej – matka 6-latki miała usłyszeć, że sama jest sobie winna. - Bo moje dziecko jest nadpobudliwe, a ona nie jest w stanie upilnować kilkudziesięciu takich uczniów. A to ciekawe, może powinna zmienić pracę, jak sobie nie radzi? - mówi z ironią jaworznianka. - My też słyszeliśmy podobne słowa – żalą się inni rodzice. - Kiedy zgłaszaliśmy zastrzeżenia dotyczące pani Taborskiej, szkoła łącznie z samą panią katechetką, twierdziły, że nasze dzieci są niewychowane i powinniśmy je zdyscyplinować – mówią.

Rodzice kłamią. „Mikołaj nie żyje”

- Zaniepokoiłam się w momencie, gdy moje dziecko zaczęło wykręcać się od lekcji religii. Zapytałam o co chodzi i włosy stanęły mi dęba – mówi mama innej uczennicy z SP nr 14. Córka przyznała jej, że boi się pani katechetki, bo ta opowiadała ostatnio klasie, że Św. Mikołaj nie żyje. - A my rodzice, twierdząc, że jest inaczej, okłamujemy nasze dzieci. Coś takiego przekazuje pierwszakom pani od religii? - oburza się matka.

Tłumaczenie szkoły? - „Dzieciom od małego trzeba hartować ducha” – kobieta cytuje słowa dyrekcji szkoły. Przyznaje, że po kilku bezowocnych próbach rozmowy na temat katechetki z dyrekcją, zdecydowała się wypisać dziecko z lekcji religii. - Zrobiło tak wielu rodziców – zaznacza. Mama dziewczynki, której od świeczki zapaliły się włosy, poszła o krok dalej. - Zmieniłam małej szkołę. Nie chciałam już dłużej ciągnąć tej sprawy. Widziałam, że szkoła stoi za nauczycielką religii, a z nas – rodziców - robi jakichś spiskowców – mówi.

Rzucanie kluczami i szatany

O sprawie próbowaliśmy porozmawiać z Anną Szymanek, dyrektorką jaworznickiej podstawówki. - Nie mam dziś czasu, mamy konferencję – rozkładała ręce. Obiecywała jednak, że niebawem przyśle do redakcji oświadczenie w tej sprawie. Na korytarzu szkolnym spotkaliśmy również katechetkę Urszulę Taborską. O żadnym ze stawianych jej przez rodziców zarzutów nie chciała jednak rozmawiać. Chętnie wypowiadali się za to rodzice, którzy w poniedziałek przyszli odebrać swoje pociechy.

 - Zna pani katechetkę, panią Taborską?

- (uśmiech) Tak, znam, ale moje dziecko ma akurat lekcje z księdzem.

- Słyszała pani o świecach, które na lekcjach zapala pani Taborska? Jednej z dziewczynek zajęły się włosy.

- Nie o tym nie słyszałam. Słyszałam za to o akcjach z rzucaniem kluczy, jakieś takie rzeczy. Dzieci jak to dzieci, czasami nie mają cierpliwości. Słyszałam jednak, że podobno raz upomniała dziecko, a potem już rzucała kluczami.

 

Inna mama:

- Ponoć wiele się mówi o szkolnej katechetce.

- Tak, że krzyczy od szatanów i diabłów. Dużo takich rzeczy jest.

- Nie martwi się pani o swoje dziecko?

- A no martwię się. Myślę, żeby dziecko wypisać z lekcji, nie wiem tylko co będzie później z bierzmowaniem. Nie wiem, co proboszcz na to…

 

Rodzice przyznali, że skargę dotyczącą szkolnej katechetki zanieśli już do  Kuratorium Oświaty w Katowicach i sosnowieckiej kurii. Czekamy na odpowiedzi w tej sprawie.

Czytaj więcej