Czytasz: Karpie cierpią przed świętami! Możesz pomóc

Karpie cierpią przed świętami! Możesz pomóc

Co roku, przed świętami Bożego Narodzenia, organizacje chroniące zwierzęta, podnoszą głos. Muszą to robić, bo ryby głosu nie mają. A święta to dla nich stres i cierpienie.

Hasło „karp na każdym wigilijnym stole” to słowa Hilarego Minca, wicepremiera komunistycznego rządu Polski. Z uwagi na fakt, że w okresie PRL brakowało tradycyjnego śledzia, karp był jedną z niewielu ryb dostępnych na rynku w okresie przedświątecznym. Zwyczajem było przynoszenie do domu żywej ryby w torbie lub wiaderku, umieszczanie jej w wannie i własnoręczne zabijanie.

Ryby przyduszone smakują gorzej

Tak jest często do dziś. Hipermarkety, choć większość coraz bardziej świadomych, ustawiają baseny, w których ściśnięte są karpie. A badania naukowe dowodzą ścisłego związku pomiędzy smakiem karpia a stresem, który przeżywa, np. podczas nieodpowiedniego transportu. Jak zapewniają kucharze ryby śnięte, stłoczone i przyduszone smakują gorzej.

Uśmiercanie karpi w domu to także stres dla domowników, zwłaszcza tych najmłodszych. Wielu z nas do dziś pamięta z dzieciństwa nagłe zniknięcie „rybki” pływającej w wannie.

Uratował rybę z rodzinnego domu

Klub Gaja z Wilkowic pod Bielskiem od początku swojej działalności występuje przeciwko męczeniu żywych karpi. Początki kampanii sięgają roku 1976, kiedy to Jacek Bożek, założyciel i obecny Prezes Klubu Gaja, uratował rybę z rodzinnego domu i wypuścił ją na wolność. Tak narodził się pomysł na kampanię „Jeszcze żywy karp”, która w 1998 roku została przekształcona w szeroką kampanię społeczną Klubu Gaja.

Klub Gaja zwraca uwagę na los karpi zabijanych na ulicach, na oczach przechodniów i dzieci. Organizują akcje i happeningi. Dzięki ich zaangażowaniu udało się zwiększyć kontrolę weterynaryjną i handlową w punktach sprzedaży, by zabijanie ryb nie odbywało się na oczach klientów oraz by trudnili się tym sprzedawcy przeszkoleni do wykonywania takich czynności. Ich działania doprowadziły do zmiany prawa. W 2009 roku Sejm, na wniosek Klubu Gaja, znowelizował Ustawę o ochronie zwierząt.

Do walki z naszymi przyzwyczajeniami wykorzystuje kampanię „Jeszcze żywy karp”.

- Karpie nie mają głosu. Wyławiane, ważone, znów wrzucane do wody i kaleczone nie potrafią pokazać, że cierpią. Nie krzykną pakowane żywcem do foliowych toreb. Są niezauważane, jak miliony innych zwierząt hodowlanych, którym nie powinniśmy zadawać cierpienia – mówi Beata Tarnawa, koordynatorka kampanii „Jeszcze żywy karp”.

Co robić?

Kupujmy karpie z lodu czy chłodni, co zmniejszy cierpienie tych zwierząt. Zachęcajmy do tego samego rodzinę i znajomych. Wybierajmy karpie z polskich hodowli. Nie zabijajmy też ryb samodzielnie z domu. Nie zgadzajmy się na pakowanie żywych ryb w folię.

Jeżeli widzimy ryby stłoczone w pojemnikach i basenach, pakowane żywcem i zabijane na oczach klientów, trzeba interweniować. Widząc łamanie praw zwierząt, można zadzwonić na policję i straż miejską. Także zawiadomić pisemnie Powiatowy Inspektorat Weterynarii czy Państwową Inspekcję Handlową.

Zrobić zdjęcie i zapisać kontakt do świadków zdarzenia, a także zgłosić do wiadomości klubu Gaja (klubgaja@klubgaja.pl). Potem warto zadzwonić na policję i sprawdzić czy podjęto działania i czy sytuacja się zmieniła.

Mamy wpływ na sposób sprzedaży i transportu karpi, możemy zmniejszyć cierpienie i stres ryb.

Czytaj więcej