Czytasz: Jest kara, boją się o premie
Wielomilionowa kara za „Pentagon” odbija się czkawką w Dąbrowie Górniczej. Urzędnicy drżą o premie i boją się zużyć więcej papieru.

17,4 mln zł – o tyle w kwietniu uszczupliła się kasa miejska w Dąbrowie Górniczej. Właśnie taką kwotę (przy czym 11 mln zł z tego to ustawowe odsetki i koszty procesowe) zasądził miastu Sąd Apelacyjny w Katowicach. Chodziło o zaległe faktury, które Dąbrowa Górnicza miała zapłacić Centrum Administracji, spółce-córce kieleckiego Miteksu, czyli firmie, która wybudowała gmach przy ul. Granicznej 21. Ale miasto faktur nie zapłaciło.

Kara „za szufladę”

Przypomnijmy; budowa magistratu przy ul. Granicznej (ze względu na rozmach mieszkańcy nazwali go „Pentagonem”) rozpoczęła się w połowie 2001 roku. Działka należała do miasta, ale co ciekawe, kredyt na budowę wzięła prywatna firma – kielecki Mitex. Spółka była zatem właścicielem budynku urzędu miasta, a władze miasta miały go dzierżawić, by dopiero po 15 latach stać się pełnoprawnym posiadaczem. Problem w tym, że w pewnym momencie ówczesny prezydent Dąbrowy Górniczej - Jerzy Talkowski - stwierdził, że stawki czynszu są zbyt wysokie. Siedem, słynnych już faktur o łącznej wartości ok. 7 mln zł, schował do szuflady. Zasłaniał się faktem, że Regionalna Izba Obrachunkowa uznała, iż podpisanie umowy dotyczącej budowy gmaszyska było złamaniem prawa.

Pasa nie zaciskamy?

Mitex, a w zasadzie jego spółka-córka, czyli Centrum Administracyjne sądziła się z miastem przez 12 lat. W kwietniu tego roku wygrała. Miasto zapłaciło jej wspomniane wcześniej 17,4 mln zł. Już wówczas mówiło się o konieczności wprowadzenia dyscypliny finansowej. Bartosz Matylewicz, rzecznik prasowy dąbrowskiego magistratu twierdzi jednak, że póki co,pasa zaciskać nie było trzeba. - Zobowiązanie zostało spłacone bez uszczerbku dla zaplanowanych przedsięwzięć. Na potrzeby spłaty wyroku został zwiększony plan wydatków z puli wcześniej zgromadzonych środków. Było to możliwe dzięki racjonalnemu podejściu do planowania budżetu i wydatkowania środków publicznych – mówi rzecznik.

Wyliczone koperty

Co innego twierdzą jednak sami urzędnicy. - Wszystko odbiło się na nas – mówią i opowiadają o wyliczonych kopertach i zmniejszonej ilości papieru, którą zamawia teraz magistrat. - Czasem boimy się coś skserować, żeby nikt nie posądził nas o brak oszczędności – przyznaje jedna z urzędniczek. Dodaje, że odkąd miasto zapłaciło budowniczemu magistratu karę, pilnowani są przy zapalaniu i gaszeniu światła, wydziały nie mają też na fundusz reprezentacyjny. - Może to zabrzmi niedobrze, ale czasem zdarzają się tacy goście na wyższym szczeblu - na przykład inwestorzy, którym należy się zaproponować kawę z ciastkiem. Niestety nie ma już za co. Niedawno moje szefostwo wyłożyło na taki cel swoje prywatne pieniądze – mówi jednak z urzędniczek.

Strach o premie

Urzędnicy najbardziej boją się jednak o dodatki do pensji. - Już dwa razy w tym roku podpisywaliśmy wewnętrzne zarządzenie pana prezydenta Zbigniewa Podrazy. Informuje w nim, że w związku z sytuacją kryzysową, może zabraknąć na premie kwartalne, wczasy pod gruszą czy inne świadczenia socjalne – wzrusza ramionami urzędniczka. Przyznaje, że nie zarabia nawet 2 tysięcy. - Taka kilkusetzłotowa premia kwartalna często ratowała mój budżet – mówi i dodaje: - Wrześniowe dodatki dostaliśmy, ale po urzędzie chodzą głosy, że w przyszłym roku będzie inaczej – martwi się dąbrowianka.