News

Goffer cierpiał dwa dni. „Pilnujcie swoich psów”

Przypadek czy celowe działanie? - Ktoś rozrzuca zepsute jedzenie - alarmują właściciele czworonogów z dąbrowskich Mydlic.

„Ostrzegam wszystkich mieszkańców Mydlic (okolice Żeromskiego, Łukasińskiego i Dąbrowskiego) na to, co wasze pieski jedzą na dworze” - alarmuje za pośrednictwem Facebook’a jeden z mieszkańców dąbrowskiego osiedla.

Przyznaje, że sam padł ofiarą nieuwagi. „Dziś nasz Gofferek odszedł po 2 dniach męczarni, bo jakiś skur... wyrzuca zatrute jedzenie przez balkon. Pilnujcie waszych pociech!” - grzmi pan Piotr.

fot: facebook

To nie pierwszy raz

- Przypadek czy celowe działanie? - zastanawiają się teraz mieszkańcy jednego z największych osiedli w Dąbrowie Górniczej. Niektórzy przypominają, że przypadek sprzed kilku dni to nie pierwszy raz. - To samo stało się z moja sunią kilka lat temu – przyznaje pani Anna. Podejrzewa, że ktoś chciał w ten sposób wyżyć się na tych, którzy nie sprzątają po swoich pupilach.

Konieczna jest sekcja zwłok psa

- Rzeczywiście mieliśmy już w mieście przypadki szprycowania kiełbasy igłami – przyznaje Marcin Salwa z biura prasowego dąbrowskiej komendy policji. - W ostatnim czasie zgłoszeń od mieszkańców jednak nie było – dodaje. Zapewnia, że jeśli będą, policja natychmiast rozpocznie dochodzenie w tej sprawie. Nie ukrywa jednak, że złapanie winnego w takich przypadkach jest niezwykle trudne. - Właściciel psa musiały zabezpieczyć to, co pupil zjadł, żeby oddać materiał do badania. Trzeba byłoby zlecić także sekcję zwłok czworonoga, by faktycznie stwierdzić, że zdechł po takiej „niebezpiecznej kolacji”. Drugą sprawą jest znalezienie winnego. Bez złapania kogoś za rękę jest to praktycznie niemożliwe – przyznaje aspirant Salwa.

CZYTAJ TAKŻE: CIĘŻARNĄ UGRYZŁ PIES. STRAŻ ODMÓWIŁA PRZYJAZDU

Pokiereszowany przełyk, jelita i żołądek

Weterynarze apelują, by w momencie, gdy pojawiają się alarmujące informacje, baczną uwagę zwracać na to, co obwąchuje pies podczas spaceru. - Jeśli się „poczęstuje”, może być naprawdę kiepsko – mówi Roman Fabisz, specjalista ze Śląskiego Centrum Weterynarii Fabisz & Stefanek. Wspomina przypadek z Mikołowa, gdzie ktoś naszykował dla zwierząt kawałki drutów i żyletki. - Jeśli jednak właściciel nie zareaguje na czas, pies kona w ogromnym bólu. Z pokiereszowanymi jelitami, żołądkiem, przełykiem – mówi specjalista.

Czytaj więcej

 

Napisz do autora m.nykiel@silesion.pl
Zmiana kategorii na: Historia naszego regionu