News

Dziwnie długa kontrola PiP-u. Będą kłopoty?

Od dwóch dni do dwóch tygodni. Tyle trwa standardowa kontrola Państwowej Inspekcji Pracy. Ta w Śląskiej Izbie Lekarskiej trwała aż trzy miesiące. Potwierdzą się niepokojące doniesienia?

Inspektorzy Państwowej Inspekcji Pracy do budynku przy ul. Grażyńskiego w Katowicach – siedziby Śląskiej Izby Lekarskiej – zapukali 13 kwietnia tego roku. Powód? Niepokojące skargi pracownic Izby. Żaliły się na jej prezesa – Jacka Kozakiewicza.

Twierdziły, że są poniżane, nękane telefonami późnym wieczorem, zastraszane. A jeśli nie zauważą maila, który prezes wysłał im poza godzinami pracy, ten potrafi je później ignorować przez kilka dni. - W takich warunkach nie da się pracować – żaliły się współpracownice Kozakiewicza.

Inspektorzy PiP-u właśnie zakończyli kontrolę w Izbie. Trwała aż trzy miesiące.

„To jedna z najdłuższych kontroli”

Jakie są wyniki monitoringu Izby? Szczegółów jeszcze nie ma. - Potokół nie jest jeszcze gotowy, bo kontrola dopiero co się zakończyła. Wyniki będą znane w ciągu 14 dni – zapowiada Janusz Grygierczyk, zastępca Okręgowego Inspektora Pracy w Katowicach.

Nie ukrywa jednak, że już sama długość takiej kontroli świadczy o wykryciu problemów w instytucji.

- Standardowo kontrolerom PiP-u zajmuje to od dwóch dni do dwóch tygodni. Trzy miesiące to rzeczywiście ponad normę – zaznacza inspektor. Wyjaśnia, że czas trwania kontroli zależy od jej zakresu. - Jeśli sprawdzamy np. sposób wyliczania wynagrodzeń lub godziny pracy, trochę to trwa, pracodawca musi bowiem naszykować dokumentację do przekazania inspektorom. Mimo wszystko nasza wizyta w Śląskiej Izbie Lekarskiej to jedna z najdłuższych i najbardziej skomplikowanych kontroli jakie ostatnio wykonywaliśmy – podkreśla Grygierczyk.

Rok na terapii u psychologa

Czy inspekcja potwierdzi skargi o mobbingu w Śląskiej Izbie Lekarskiej? To się okaże. Jedna z byłych pracownic Izby, bliska współpracownica Jacka Kozakiewicza, krótko po zwolnieniu się z pracy, sprawę zgłosiła do sądu. Proces już się rozpoczął, wcześniejsze negocjacje nie przyniosły żadnego kompromisu. Kobieta zarzuca byłemu pracodawcy m.in. zastraszanie i nękanie, co spowodowało u niej depresję i stany lękowe. Ponad rok spędziła na terapii psychologicznej. Do depresji przyznają się też inne pracownice ŚIL. - Prezes traktuje instytucję jak swój własny folwark. Robi co mu się żywnie podoba – mówią.

Czytaj więcej

 

 

Napisz do autora m.nykiel@silesion.pl
Zmiana kategorii na: Polityka