Czytasz: Durczok: Rusza cyrk. PO i Nowoczesna będą pożarte przez lwa?

Durczok: Rusza cyrk. PO i Nowoczesna będą pożarte przez lwa?

Parada pajaców dopiero przed nami. Ludzie Kaczyńskiego wciągną samorządowców w partyjne grzęzawisko. Wybory, po raz pierwszy, będą politycznym plebiscytem. Opozycja ma się czego bać.

 
Klaun Szyderca właśnie zaczyna swoje 3 letnie tournee. Wraz z 2018 startuje nowy sezon cyrkowy. A z nim kolejne, zapierające dech w piersiach widowisko. Wyborcze szaleństwo zaczyna się już w tym roku i potrwa do 2020. Cuda na 3 arenach, jak Benneweis przed laty w Spodku. W repertuarze wszystko: od błazenady i parady pajaców, przez magiczne sztuczki z kasą, po mrożące krew w żyłach igraszki ze śmiertelnie groźnymi, trzyliterowymi drapieżnikami. Bilet wstępu jest darmowy. Atrakcje gwarantowane.

Na pierwszej arenie będziemy obserwować wybory samorządowe. PiS już robi wszystko, by zasadniczo różniły się od poprzednich. Dotąd miasta i gminy były enklawą wyjętą spod partyjnej  nawalanki. Raczej kłócono się o kasę, drogi, boiska i żłobki. Od kilku miesięcy widać wyraźnie, jak sprytnie ludzie Kaczyńskiego wciągają samorządowców w partyjne grzęzawisko. Nawet jeśli ci nie mają ochoty, znajdzie się sposób, by postawić ich przed wyborem, który jest oczywistym plebiscytem - jesteś PiS czy anty-PiS.

Pierwszy doświadczył tego na swojej skórze prezydent Katowic. Nie mam złudzeń, że Marcin Krupa nie miał najmniejszej ochoty być oceniany jako zwolennik albo przeciwnik Prezesa. Tyle, że nie miał nic do powiedzenia. Rozgrywka z wyborem władz Metropolii skutecznie przykleiła mu łatkę sympatyka partii rządzącej. Unikanie starcia z wojewodą też. Teraz każdy kolejny obrazek, na którym Krupa jest w towarzystwie Szydło, Morawieckiego czy któregokolwiek z ministrów, wbija go w szablon propisowskiego prezydenta. Będzie miał straszliwy problem, żeby się z tego schematu wyzwolić. I głównie zadba o to Platforma, dla której taki przeciwnik jest darem z niebios. Bo partia Schetyny, kompletnie pozbawiona pomysłu, jak walczyć z PiS, na razie potrafi tylko grać strachem przed pisyzacją. Co zresztą zaczyna być już żałosne i żadnych efektów nie daje. 

W innych miastach, poza Katowicami, nie będzie inaczej. Gminy, zwłaszcza te większe, nigdy nie były bastionem Kaczyńskiego. Drużyna Prezesa dostawała łomot właściwie w każdym większym mieście. Nieliczne wyjątki, takie jak Warszawa zdobyta przez Lecha Kaczyńskiego, były raczej wypadkami przy pracy. Albo podlegały, jak stolica, innym regułom. Wystarczy spojrzeć na śląskie miasta, by zobaczyć, jaką mizerią kadrową dysponuje tu PiS. Dlatego dla partii rządzącej rozpętanie politycznej wojenki jest jedyną szansą na obsadzenie przyczółków swoimi ludźmi. Bo dorobku, którym mogłaby się pochwalić, zwyczajnie nie ma.

Wbrew pozorom, wciągnąć prezydentów czy burmistrzów w tę stłuczkę wcale nie jest trudno. PiS ma cały arsenał tematów, którymi zagoni samorządowców na to boisko. Zacznie się na przykład dyskusja o tym, czy gminy powinny przyjmować uchodźców. Idiotyczne i  pozbawione podstaw? Oczywiście. I co z tego? W Katowicach kilka miesięcy temu zagrało? Zagrało. A ileż to razy histerię rozpętywano na bardziej wątłych podstawach? Pojawią się pokazówki z aresztowaniem tego czy innego urzędnika. Zadziałało w przypadku sądów, zadziała i tu. Obrzydzi kolejne środowisko przynajmniej części wyborców. Wreszcie, sięgnie się do państwowej kasy, by pokazać, że jak ktoś dobrze żyje z władzą, to władza potrafi się odwdzięczyć. I te czy inne stawiki doczekają się milionów na rekultywację, a zniszczona droga na Ostrołękę nagle zyska nowy asfalt. 

Wybory samorządowe, po raz pierwszy od lat, będą politycznym plebiscytem. I niech się Platforma z Nowoczesną raczej tego obawiają. Nie tylko z powodu świetnych dla PiS sondaży. Także dlatego, że kiedy zaczyna się polityczna jatka, realne dokonania schodzą na drugi plan.

Klęska PO na Śląsku już raz była blisko. Pewna Pani Minister, a teraz Komisarz, trzęsła się z oburzenia na niewdzięczny lud śląski, który tyle dobrego od Platformy zaznał, a na końcu nie poparł jej masowo. Jakby nie rozumiała, że o ludzi się walczy. Codziennie, ciężko, pracując i komunikując się, jasno i zrozumiale. A nie czekając, aż ludzie będą dziękować na kolanach i błagać o następną kadencję. Realne sukcesy tego czy innego pewniaka do fotela prezydenta, w mgnieniu oka zejdą na drugi plan. A emocje rozgrzeje na przykład dyskusja, czy Macierewicz ma prawo zabrać jakiś budynek na potrzeby OT, czy jednak nie.

Absurd? No jasne! I co z tego?

Czytaj więcej