Czytasz: Durczok: PiS zaczyna rozprawę z mediami

Durczok: PiS zaczyna rozprawę z mediami

Jaki jest cel prokuratury? Zastraszyć i oduczyć. Żeby podobne robale więcej nie lęgły się w tych głupich, bezczelnych, dziennikarskich łbach.

Zamordyzm. Jeśli ktoś miał jeszcze wątpliwości, jak władza rozprawi się z wolnymi mediami, niech patrzy. 

48 godzin temu Onet odpala bombę. Dziennikarze piszą o tajnych ustaleniach, wedle których amerykanie zamrażają z nami kontakty z powodu nieszczęsnej ustawy o IPN, ustawy która skłóciła nas nie tylko z Żydami, ale i z całym cywilizowanym światem. Takiej jazdy, takiego przyprawiania nam gęby antysemitów, tak fatalnej prasy, Polska nie miała od marca ’68. Jeśli ustalenia Onetu są prawdziwe, mamy przechlapane u naszego najważniejszego sojusznika - USA.

Ani Donald Trump, ani żaden z czołowych polityków amerykańskich nie ma ochoty z nami rozmawiać, a Andrzej Duda i Mateusz Morawiecki, mogą w Waszyngtonie co najwyżej wybrać się na legendarne hot-dogi w Georgetown. Na spotkanie w Białym Domu nie mają szans. 

Co robi polski rząd? Nie podejmuje próby udowodnienia, że rewelacje Onet to ściema. Nie prosi amerykanów o jednoznaczne dementi. Polski rząd gorączkowo stara się ustalić, kto wyniósł tajne kwity, potwierdzające, że jesteśmy w kaczym kuprze. I uruchamia prokuraturę.

Artykuł 266 Kodeksu karnego przewiduje m.in. że funkcjonariusz publiczny, który "ujawnia osobie nieuprawnionej informację niejawną o klauzuli zastrzeżone lub poufne, lub informację, którą uzyskał w związku z wykonywaniem czynności służbowych, a której ujawnienie może narazić na szkodę prawnie chroniony interes, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3”.

Teoretycznie, zapowiadane przez władze śledztwo ma więc dotyczyć urzędników łamiących prawo i sprzedających tajne informacje. Kim w takim postępowaniu będą dziennikarze? Oczywiście świadkami. Kłopot w tym, że do czasu. Bo pierwsze pytanie prokuratora będzie brzmiało: "kto był pani/pana informatorem?". Naturalna odpowiedź: "nie powiem". No, to już tylko mały kroczek i prokuratura mówi: "utrudnia nam pani/pan śledztwo". A na to jest stosowny przepis. Dziennikarz ze świadka w sekundzie zmienia się w oskarżonego. I zaczyna się jazda na całego.

Dotąd podobne śledztwa ruszały wielokrotnie. Ale politycy i prokuratorzy mieli dość przyzwoitości, żeby za każdym razem jasno oświadczać: to nie są postępowania przeciw dziennikarzom. Ci mają prawo mieć swoje źródła, a polskie prawo jasno określa, kiedy muszą je ujawnić. Teraz mamy zupełnie inny język. Komunikat brzmi tak, jakby miał siać wątpliwości, a nie je rozwiewać. Żeby było bardziej tragicznie (albo komicznie), odnosi się do notatki, której ponoć jeszcze kilka godzin wcześniej nie było… Kosmos.

Widać czarno na białym, jaki jest cel prokuratury (czyli PiS-u). Zastraszyć, ukarać i oduczyć podobnych głupot, żeby się więcej robale nie lęgły w głupich, bezczelnych, dziennikarskich łbach.

Kaczyńskiemu nie wystarczy, że cała państwowa kasa płynie szerokim strumieniem wyłącznie do dziennikarzy pokornych. Że państwowe firmy i instytucje zasilają kieszeń dziennikarzy tańczących i klaszczących jak im PiS zagra. To za mało. Ekonomiczny bat nie dość mocno chłoszcze bezczelnych pismaków. Trzeba sięgnąć po inne narzędzia. Więc w sukurs przychodzi prokuratura.

O tym, jak drażliwa, przeczulona i zakompleksiona jest ta władza, niech świadczy pierwsza reakcja MSZ na przeciek. Wiceszef resortu Bartosz Cichocki, pytany o notatkę, odpowiada: "chodzi o to, żeby zaprezentować obecny rząd, jako nic nieznaczący na arenie międzynarodowej, izolowany, nieposiadający wpływów".

Panie ministrze! Niech Pan już nic nie mówi! A zwłaszcza niech Pan nie mówi głośno o tym, co zamierzacie robić przez następne 2 lata. I tak to wszyscy widzą…