Czytasz: Durczok: Dość tej czarnej propagandy! Bronię Katowic

Durczok: Dość tej czarnej propagandy! Bronię Katowic

Szczytem pogardy były podśmiechujki z górniczej orkiestry dętej, witającej uczestników COP24. A kto ich, do ciężkiej cholery, miał witać w centrum regionu, który wyrósł na węglu? Leworęczni bandurzyści ze Lwowa?

Z lekka opada gigantyczna fala krytyki, jaka wylała się na Katowice po zakończeniu szczytu klimatycznego. I słusznie, że opada. Powiem więcej, zanim się wylała, kilka osób powinno wziąć głęboki oddech, zanim zabrało głos w sprawie. A jeszcze kilku puknąć się wcześniej w głowę. Bo prócz sensownych uwag, mieliśmy festiwal hipokryzji, myślenia stadnego i złośliwości pomieszanej z pogardą. 

Kilkadziesiąt tysięcy osób z całego świata zjechało do przemysłowej stolicy Polski. Miasta, które jeszcze 20 lat temu było jak czarna dziura, w której diabeł miesza ogonem węgiel, hasie, kamienie z hołdy i smrodzi siarką. Droga, jaką Katowice wraz z całą aglomeracją przeszły od tego czasu, jest jedną z wzorcowych w Europie. Z 400 tysięcy górników zostało 4 razy mniej, z kilkudziesięciu kopalń mamy kilkanaście. To wszystko bez większych protestów, w atmosferze spokoju i świadomości, że wygaszanie wydobycia to kierunek nieodwracalny. Bez względu na to, co bajdurzą PiS i związkowcy.

Katowice wyrosły na węglu. Postanowiły to pokazać światu. Reakcją był hejt, krytyka i dowcipy. Ale co, przepraszam, miały pokazać delegatom jako swoją historię i korzenie? Maszyny tkackie? Stocznię? Fabrykę traktorów? 

Jest czymś całkowicie naturalnym, że opowiedziały swoją historię nie piórkiem, a węglem. Bo na nim rosły, on przez lata dawał siłę, pieniądze i prestiż tego regionu. Było tak i za Gierka i za książąt pszczyńskich. Z tego jesteśmy dumni, bo w tamtych czasach śląskie osiedla, Nikiszowiec i Giszowiec, były wzorcowymi tworami urbanistyki europejskiej. Czy zamiast górniczych akcentów na stoisku, Katowice miały pokazać tekturową miniaturkę NOSPR, choć oryginał był 50 metrów od głównej sali obrad? Kilkadziesiąt tysięcy delegatów zobaczyło miasto nowoczesne, całkowicie przebudowane, z fantastyczną katowicką moderną i  znakomitymi osiedlami na obrzeżach, takimi jak Bażantowo czy Podlesie z Zarzeczem (gdzie zresztą znakomita część uczestników mieszkała, wynajmując lokale na czas szczytu za gigantyczne pieniądze). Jedyny szyb kopalniany, jaki mogli zobaczyć jadąc na obrady, to ten symboliczny, nieczynny, przy fantastycznym, najnowocześniejszym w tej części Europy muzeum, zlokalizowanym tuż obok miejsca szczytu.

Tak, to prawda. Hindusi, delegaci z krajów afrykańskich czy pozostali obcokrajowcy, mogli się dziwić jakości powietrza. Sam o tym z nimi rozmawiałem, kiedy w jednej z restauracji na południu miasta, widzieli za oknem dymiące i smrodzące kominy domków jednorodzinnych. Ale zdaje się, że między innymi po to przyjechali, żeby o takich problemach wspólnie debatować, w przeciwnym razie należało obrady zwołać w sercu Puszczy Białowieskiej. Choć i tam byłby problem, bo barbarzyńskie działania ministra Szyszko zostałyby szybko zauważone.

Do rangi symbolu urósł węgiel, wysypany w centrum miasta pod piwnicznym okienkiem i sfotografowany przez jednego z delegatów. Zdjęcie obiegło świat i obciążyło władze miasta, czyniąc z Marcina Krupy człowieka odpowiedzialnego za ekologiczny syf i barbarzyństwo w sercu Europy. 

Nie jestem tu od obrony prezydenta Katowic. Ale szlag mnie trafiał, kiedy słyszałem ten pogardliwy ton, to nonszalanckie posapywanie, że znowu Katowice dały ciała, bo pokazaliśmy się jako miasto ekologicznych Hunów. Idąc tym tokiem myślenia, równie sprawiedliwe byłoby sfotografowanie Baracka Obamy przy choince w Białym Domu i obciążenie go odpowiedzialnością za wycinkę puszczy amazońskiej. 

A już szczytem pogardy były podśmiechujki i żarciki z górniczej orkiestry dętej, witającej uczestników COP24. Sorry, ale kto ich do ciężkiej cholery, miał witać w centrum region, który wyrósł na węglu? Zespół 40-stu leworęcznych bandurzystów ze Lwowa? Stuknijcie się, krytycy, w łeb, zanim obrazicie ludzi z pasją, kultywujących tradycje sięgające dekad, dumnych ze swojego hobby i świadomych historii swojego heimatu. Rozumiem, że górnicza orkiestra dęta na COP24 to powód do kpin, ale już na pogrzebach tragicznie zmarłych w Czechach górników będzie „przejmującym elementem górniczej tradycji”? Na coś się zdecydujcie, antyśląskie trolle, bo spójnego przekazu w tej narracji nie ma. 

Problem z przekazem wizerunkowym COP 24 leżał zupełnie gdzie indziej, nie Katowice były tu sprawcą wizerunkowej wpadki, choć sporo można było zrobić inaczej i kilku błędów uniknąć. To polski rząd nie miał pomysłu jak pokazać, że wyrośliśmy na węglu, wciąż jest dla nas ważny, ale mamy gotową mapę drogową, jak iść w stronę czystej energii. Zamiast przekazu kierowanego w świat, zamiast darmowej reklamy w największych, globalnych mediach, prezydent i rząd wybrali przekaz do wewnątrz. Do górników i ich rodzin. Zamiast PR mieliśmy PiS-propagandę, no bo przecież na rok przed wyborami nie liczy się, co mówią o nas na świecie. Liczy się głosy wyborców. 

Zmarnowanej szansy na lepszą promocję Katowic szkoda. Ale wmawiania ludziom, że oto wydarzyła się wizerunkowa katastrofa miast, ścierpieć nie sposób. Katowice zmieniły się niesłychanie. Podkreślali to w czasie szczytu wszyscy, którzy przyjechali do nas po latach. Łodzianie, warszawiacy, poznaniacy, dostrzegali i chwalili miasto. Co nie znaczy, że nie żal szansy na to, by spora część delegatów stała się ambasadorami naszego regionu. Ale tu trzeba było wsparcia rządowego. I to lekcja, którą Marcin Krupa powinien sobie sam przerobić, bo lepszej okazji do zażądania wsparcia od PiS, tak chętnie podczepiającego się przed wyborami pod popularnego prezydenta, długo miał nie będzie. 

PS. A tak dla złapania równowagi, polecam filmik poniżej. Kręciliśmy go kilka miesięcy temu, opowiadając o tym jak bardzo zmieniło się południe Katowic. Był zrealizowany jeszcze wtedy, kiedy nikt nie przypuszczał, że w związku z COP24, miasto znajdzie się w ogniu krytyki. 

 

Czytaj więcej