Czytasz: Durczok do Gorzelika, Gorzelik do Durczoka

Durczok do Gorzelika, Gorzelik do Durczoka

Dziś pytanie, dziś odpowiedź. Próbowałem wydobyć z lidera RAŚ Jerzego jasną deklarację: jak będzie szansa rządzić, to się rzuci w koalicję z PiS, czy nie. Odpowiedział jeszcze tego samego dnia.

Tak dokładnie, to Pan Przewodniczący nie odpowiedział. No, ale żeby nie zaczynać od narzekania, z uznaniem odnotowuję, że odpisał. Dialog w polityce jest sztuką rzadką, bo wybrańcy narodu zwykle uznają, że nie warto się zniżać do odpowiedzi na pytania. Wszak mają tyle genialnych myśli do przekazania, że jakiś przygłupi dziennikarz nie jest im do niczego potrzebny. 

Po kolei jednak. 

Pisze Gorzelik: Niezły spryciarz z Pana, Redaktorze, przyznaję ze szczerym uznaniem. Sidła zastawia Pan sprawnie. Strach pomyśleć, co by było, gdybym dał się w te Pańskie wnyki złapać, zwabiony z pozoru niewinnym pytaniem o koalicyjne plany. Dopiero by się działo! Bo przecież – duzi z nas już chłopcy Panie Redaktorze – nie wykluczenie jednego z potencjalnych koalicjantów jest istotą Pańskiego pytania, lecz wskazanie tego drugiego.

Pierwszą część cytuję z próżności, drugą, by się odnieść merytorycznie. 

Jedynym, podstawowym, pierwszym i naturalnym obowiązkiem dziennikarza, jest informować. Bo prawo do informacji realizujemy, my, dziennikarze, dla naszych odbiorców. Widzów, czytelników. Nie dla własnej ciekawości. Doskonale Pan wie, że taktyka przedwyborcza guzik mnie obchodzi. Przez 30 lat tej roboty obserwowałem dziesiątki lisów szczwanych daleko bardziej niż ja. Każdy kombinował, prężył muskuły, negocjował albo szykował się do negocjacji.

W tej konkurencji do historii przeszedł Waldemar Pawlak, który na pytanie kto wygra wybory, z wrodzonym wdziękiem odparł: jak to kto? Nasz przyszły koalicjant!

Ale jesteśmy na Śląsku. Tu panują inne prawa, a jasne i proste postawienie sprawy, ceni się bardziej niż gdzie indziej. Stąd w moim tekście słowo dla goroli brzmiące nieco obraźliwie, ale my wiemy, że oznaczające oszustwo - ciulać. Poprosiłem Pana jasno o określenie, czy z partią, która łamie konstytucję, podporządkowuje sobie sądy, zagarnęła Trybunał Konstytucyjny, rzuca się na państwowe spółki, wreszcie bije pazernością na kasę wszystkich poprzedników razem wziętych - jest Panu po drodze. Tylko tyle i aż tyle. Ale na to pytanie mnie - nie mnie, czytelnikom i widzom Silesion.pl - Pan nie odpowiedział. 

Szkoda. Bo mogę nie szanować PiS, uważać Kaczyńskiego za  dyktatora, Morawieckiego za karierowicza a Pawłowicz z Piotrowiczem za duet szatański. Ale mam szacunek do tych, którzy na nich głosowali. Coś nimi powodowało. Taki sam szacunek mam dla tych, którzy nie oddadzą na Śląską Partię Regionalną głosu, jeśli (nawet na poziomie sejmiku) miałaby się kumać z kolegami towarzysza prokuratora stanu wojennego Piotrowicza, albo z panią doktor Pawłowicz. Albo wręcz odwrotnie. 

Brak odpowiedzi też jest odpowiedzią. 

Jeden z fragmentów Pańskiego listu mnie zatroskał. Ale też uzmysłowił, że mało Pan o mnie wie. Przytoczę: 

„Redaktorze drogi, pocztą zwrotną pozwolę sobie doradzić naszym obecnym koalicjantom z PO: nie wysyłajcie swatów. Znacie adres i numer telefonu. Ludzie ŚPR na rozmowy są zawsze otwarci”.

Jurku! W swoim długim, 30 letnim  zawodowym życiu, byłem już uznawany za „swata” (albo posłańca) SLD, o co miała pretensje AWS, Za forpocztę PSL, bo mi się nie podobało, jak Krzaklewski z Millerem chcieli wyciąć mniejsze partie i podzielić ten wyborczy tort na pół. Byłem wreszcie - i to mnie ubawiło najbardziej - uznany za bojówkę PiS (!!!), kiedy okazało się po moim wywiadzie z panią premier, że Ewa Kopacz zabiera się za reformę górnictwa, nie mając o tym zielonego pojęcia. 

Przywykłem. Ale tu akurat proszę: niech mnie Pan do żadnej partii „swatów”, „wysłanników” ani innych sługusów nie zapisuje. Bo pomyślę, że zna się Pan na polityce i demokracji, tak jak ja na piwie. Wszak nie rozpoznałem, że w kuflu Szanownego Przewodniczącego, nie pieniło się Tyskie. Ot, skala niekompetencji…

PS.Zaproszenie jednak przyjmuję z radością. Zwłaszcza, że mamy komu kibicować wspólnie. I nie myślę tylko o „Niebieskich”.

Czytaj więcej