Czytasz: Robin Hood z zieloną brodą

Robin Hood z zieloną brodą

Mówi o sobie, że jest Robin Hoodem w kolorowym ubraniu. Pomaga ludziom, daje im uśmiech. Poznajcie Mariusza Schulza, wesołego animatora, który nie jest klaunem i nazywa się Hapi Hapi.

Ma pomarańczowe włosy, zieloną brodę, różową twarz i tęczowe ciuchy. Często w tym stroju tankuje samochód. Czasem wpada do centrów handlowych w peruce. Ludzie się uśmiechają, czasem śmieją.

- Zdarza się, że patrzą na mnie i mówią pod nosem: „he he, ale wariat”. Niech tak myślą i niech się śmieją – mówi Mariusz.

Najczęściej ludzie się po prostu przyglądają, mówią, że fajnie i kolorowo się zrobiło. I o to mu chodzi.

Pluszak za uśmiech

Hapim jest od trzech lat. Po mieście jeździ Busem, czyli kolorowym transporterem. Jeździ i rozdaje pluszaki, zabawki. Za co? Za uśmiech. Jego misją jest pomaganie.

Historii, które zapadły w pamięć, ma wiele. Najświeższa jest z dzisiejszego poranka. - Mam młodego sąsiada, który często maluje sobie twarz, albo przebiera się za mnie. Jest takim moim pozytywnym fanem. Dziś poprosił mnie, żebym zrobił film i zachęcił do oddania 1% na Wojtusia. Widzę, że inni zaczynają robić dobro i wierzę, że mam w tym swój udział – opowiada Mariusz.

Opiekun w domu dziecka

Hapi Hapi
Hapi Hapi

Kiedy nie jest Hapim, pracuje jako opiekun w domu dziecka. Dostał tę pracę, po tym, jak zrobił tam imprezę charytatywną. Dzieciaki go znają, ale nie chce, żeby o nim myśleli jako o Hapim, kolorowym gościu, przy którym się luzują. - Jestem Mariusz i tego się trzymam w pracy – mówi. Wcześniej przez 12 lat sprzedawał garnitury. Często z zielonymi rękami. Klienci już go znali i wiedzieli, że ma kolorowe dłonie od malowania twarzy.

Wygląd Hapiego bardzo się zmienił przez te trzy lata. Na początku to było chodzenie po lumpeksach i szukanie piżam jednoczęściowych. Malowanie twarzy zaczęło od się balu przebierańców. Mariusz pożyczył perukę od kolegi, sam miał pomarańczowy garnitur. Spodobało się. - Zawsze mam inne skarpetki, trochę jestem kiczowaty. Sam sobie farbuję marynarki, koszulki, spodnie. Chcę, by wszystko, co robię było moje – mówi Mariusz. I dodaje:

- Chcę być inny niż pozostali animatorzy. Bo klaunem nie jestem. Klauni mają kręcone włosy i czerwone nosy. A ja mam zieloną brodę.

Broda to jest najtrudniejszy element jego makijażu. Najpierw ją trzeba rozjaśnić, a potem nałożyć farbę. Kolory są różne, ale przypodobał sobie zielenie i róże. Żeby się pomalować potrzebuje aż 40 minut. Gdy wraca do domu, poświęca pół godziny, by całość z siebie zmyć. Z kolorami jest najbardziej kojarzony, to jego znak rozpoznawczy.

Żeby świat był lepszy

Mariusz działa charytatywnie, ale też zarobkowo. Bo ten projekt musi się sklejać.

- Jestem trochę takim Robin Hoodem w kolorowym ubraniu. To, co zarobię na weselach czy innych imprezach, odkładam, by mieć pieniądze na wydarzenia dla dzieci niepełnosprawnych lub z domu dziecka – mówi.

- Jeżdżę po szpitalach onkologicznych. Pomagam – dodaje. Jak? Puszcza bańki mydlane, skręca balony. Przerabia gry planszowe, żeby były odpowiednie nie dla 4, a dla 24 osób. Pomysły zmienia co miesiąc, żeby mu się nie nudziły.

Hapi prywatnie jest spokojny, uwielbia przyrodę i las. Jednak to praca daje mu największą satysfakcję, radość i odskocznię od problemów i codzienności. - Zawsze chciałem pracować z dziećmi, dlatego skończyłem studia pedagogiczne. Wokoło jest zbyt smutno. Ja też czasem siedzę w zadumie i myślę, że wiele rzeczy, które robiłem, były niepotrzebne. Teraz mam 30 lat i chcę coś zmienić – tłumaczy Mariusz.

- Może innych zarażę uśmiechem albo chęcią pomagania. Chciałbym, żeby świat był minimalnie lepszy – dodaje.

Czytaj więcej