Czytasz: Czy zapłacimy więcej za wodę?
Zdaniem Macieja Gramatyki wprowadzenie ustawy o Prawie Wodnym może wpłynąć na nasze rachunki za wodę.

Przypomnijmy, że na wniosek premier Beaty Szydło z piątkowego porządku obrad Sejmu zdjęte zostało III czytanie rządowego projektu Prawa wodnego. Szefowa rządu oświadczyła, że chodzi o zgłoszone wątpliwości. Podkreślała, że projekt nie zakłada podwyżek cen wody. "Państwo wprowadzacie w błąd i siejecie niepotrzebną panikę" - zwróciła się Szydło do przedmówców. W środę Wojciech Saługa, Marszałek Województwa Śląskiego, mimo zapewnień premier Szydło zapowiedział na twitterze hurtowe podwyżki cen wody.

Prognozowana podwyżka ceny hurtowej wody nie bierze się znikąd. Jest konsekwencją wyliczenia prezesa Górnośląskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów związanego z rozpatrywaną ustawą o prawie wodnym.

- W przypadku tego przedsiębiorstwa to jest 40 milionów złotych, które będą musieli zapłacić w formie podatków za wykorzystywanie środowiska naturalnego wody. Przeliczono, że podwyżka hurtowa wody wyniesie 50 gr na metr sześcienny, rzecz jasna jeśli ustawa wejdzie w życie według aktualnych założeń projektowych - tłumaczy Maciej Gramatyka, rzecznik prasowy Urzędu Marszałkowskiego Województwa Śląskiego.

PODWYŻKI I CENTRALIZACJA instytucji

Podwyżki cen wody u indywidualnych odbiorców będą zależeć od lokalnych przedsiębiorstw wodociągowych. W opinii Gramatyki, niekorzystna zmiana stawek za wodę wpłynie na portfele mieszkańców regionu.

- Niektóre (przyp.red. przedsiębiorstwa) mogą podwyższyć ceny, niektóre zwiększenie stawki wziąć na siebie, jednak wątpię w to. Zapewne cena dla indywidualnego odbiorcy wzrośnie. Przy okazji podwyżka cen wody wygeneruje podwyżkę cen ścieków. Oczyszczalnie będą musiały zapłacić dodatkowy podatek za korzystanie ze środowiska. Prezes Regionalnego Centrum Gospodarki Wodno-Ściekowej mówił, że 800 tysięcy więcej będą wynosić dodatkowe opłaty - dodaje Gramatyka.

Kolejnym minusem propozycji ustawy o Prawie Wodnym jest centralizacja instytucji dysponującej funduszami na rzecz inwestycji. W przypadku województwa śląskiego opłaty za korzystanie ze środowiska są wnoszone do Urzędu Marszałkowskiego. Następnie Marszałek częściowo przekazuje je do Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska.

Po zmianie prawa wodnego Fundusz nie dostanie około 40 milionów, które dostawał do tej pory. Pieniądze trafią do centralnej instytucji, która będzie nazywać się Polskie Wody. Spółka będzie centralnie zbierać opłaty i decydować, gdzie będą prowadzone inwestycje.

- Być może idea jest słuszna, ale wykonanie jest złe, bowiem centralizuje system, pozbawiając samorząd dochodów, które do tej pory miał. WFOŚ dofinansowywał do tej pory inwestycje w gminach. Po wprowadzeniu ustawy fundusz straci połowę środków. Z tych pieniędzy były finansowane choćby domowe oczyszczalnie ścieków w małych gminach, które nie byłoby stać na samofinansowanie. Trudno jest mówić o pozytywnym znaczeniu tego prawa dla województwa śląskiego - dodaje Gramatyka.

Z drugiej strony, prognozowana centralizacja działalności instytucji może korzystnie wpłynąć na sprawność gospodarowania wodami, minimalizację ryzyka powodzi, czy też strategiczność zarządzania ciekami. W opinii Lindy Hofman z Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej w Gliwicach, centralizacja może wyeliminować sytuację, w której - dla przykładu - wał w gminie bielawa (woj. opolskie) nie zostanie uszczelniony, a po stronie śląskiej już tak.

KONTROWERSJE WOKÓŁ PRAWA WODNEGO

Projektowane przepisy zakładają przede wszystkim pełne wdrożenie unijnej Ramowej Dyrektywy Wodnej (RDW). Oznacza to m.in., że gospodarowanie wodami musi uwzględniać zasadę pełnego zwrotu kosztów za usługi wodne. Uchwalenie nowego prawa pozwoli spełnić warunki wstępne dyrektywy, a co za tym idzie - umożliwi wykorzystanie 3,5 mld euro z funduszy europejskich m.in. na inwestycje przeciwpowodziowe. Ustawa implementuje 8 unijnych dyrektyw m.in. ściekową i azotanową, wprowadza zmiany do 45 obowiązujących ustaw. Treść zawarta jest 13 działach i 574 artykułach, liczy 444 stron druku.

Podczas prac w Sejmie wiceminister środowiska Mariusz Gajda przyznawał, że ustawa jest "trudna i skomplikowana" i oddziaływuje na całe społeczeństwo. Zaznaczył przy tym, że w ustawie zapisane są maksymalne stawki opłat za wodę i "do tych stawek prawdopodobnie będziemy dochodzić nie w ciągu czterech lat, a raczej pięciu-sześciu". Przekonywał, że woda jest takim samym surowcem jak każdy inny, a dodatkowo w Polsce jest ona bardzo tania, choć zasoby wodne są bardzo niskie. "Trzeba wodę zacząć szacować. Nie będzie podwyżek dla odbiorców indywidualnych" - zapewniał Gajda.

Według zapewnień resortu środowiska wprowadzenie nowego Prawa wodnego nie przewiduje skokowych podwyżek opłat za pobór wody dla mieszkańców. Pozostaną one na niezmienionym poziomie do 2019 r. "Jeżeli zajdzie taka konieczność, to będą one wzrastały stopniowo, po wykonaniu analiz społeczno-ekonomicznych" - przekonywał Gajda.

Wiceminister wyjaśniał, że nowe regulacje wprowadzą jedynie opłatę stałą w celu racjonalnego wykorzystania zasobów wodnych. "Z tego tytułu koszty roczne dla 4-osobowej rodziny wzrosną maksymalnie o 20 zł rocznie" - podkreślał.

Czytaj więcej