News

Byłam wolontariuszka u Hillary Clinton

Dorota Stasikowska-Woźniak wspomina swój wolontariat u kandydatki na prezydenta USA

Rozmowa z DorotĄ Stasikowską-Woźniak, pisarką, prezydentką Dress for Success Poland

W 2008 roku byłaś wolontariuszką w sztabie wyborczym Hillary Clinton. Jak do tego doszło?

Wolontariat w sztabie Clinton zasugerowali mi znajomi z Banku Światowego w Nowym Jorku, gdzie wówczas pracowałam. Powiedzieli, że będę się mogła sporo nauczyć. Wypełniłam aplikację i zostałam przyjęta. Jako jedyna Polka. 

Co zrobiło na tobie największe wrażenie?

Przede wszystkim ogromne zaangażowanie zwykłych ludzi. Mnóstwo osób poświęcało swój czas, by pomóc. Deklarowało się, ile czasu w tygodniu można poświęcić. Ktoś mógł godzinę dziennie, ktoś inny trzy. Dla każdego znajdowało się zajęcie. 

Zwykli Amerykanie lubią pomagać politykom? 

Tak, to wręcz zniewalające. Zauważyłam, że Amerykanie zgłaszają się do pracy przy kampanii wyborczej tak tłumnie, że sztaby wszystkich kandydatów otwierają specjalne biura do ich przyjmowania. Ktokolwiek przychodził do sztabu Hillary Clinton, od razu dostawał zajęcie, był mile widziany. Wystarczyło, że powiedział: chcę pomóc. To ważne, bo ludzie chcą pomagać, tylko czasem nie wiedzą jak. Gdy się zgłaszali do biura Clinton, od razu przydzielano im konkretne zadania. Co więcej, każdy wolontariusz dostawał różne propozycje, tak by mógł wybrać, co chce robić. Dziennie zgłaszało się około 50 osób. 

Czym zajmują się wolontariusze w amerykańskich sztabach wyborczych?

Wieszają banery, sprzedają koszulki z nazwiskiem kandydata, dzwonią do ludzi, namawiając do poparcia ich kandydata. W bardzo dużym stopniu wykorzystuje się  do tych kontaktów internet. U nas takiego pospolitego ruszenia uruchomić nigdy się nie udało. Pamiętam, że gdy wróciłam do Polski i naopowiadałam o wszystkim w domu, mój syn zapragnął zostać wolontariuszem podczas wyborów w biurze pewnego  śląskiego polityka. Został wręcz przegoniony. Kompletnie nie potrafił zrozumieć, dlaczego nikt nikt nie chciał jego pomocy.

Co jeszcze zwróciło twoją uwagę?

Przede wszystkim to, jak wyjątkowo Amerykanie  traktują  finansowanie kampanii. Kandydaci publicznie chwalą swoich darczyńców, wyliczają, jakimi sumami zasilili ich kampanię. Pamietam, że w sztabieu wyborczym Hillary Clinton  była zatrudniona nawet specjalna osoba, której zadaniem było otwieranie kopert od wyborców. Były w nich banknoty po 5, 10 dolarów. Ta osoba otwierała te tysiące kopert i notowała - kto, ile przekazał. I potem przesyłała podziękowania.  To mnie naprawdę zdumiało. Wszędzie wisiały telewizory, wyświetlały się na nich informacje o aktualnych wpływach od sponsorów.

Jak wyglądała Twoja praca?

Tak jak wspomniałam, to był mój wolontariat. Byłam jedną z naprawdę bardzo wielu wolontariuszek. Biuro w Nowym Jorku było gigantyczne.  Najpierw zostałam przeszkolona razem z innymi wolontariuszami, jak działać, jak prowadzić rozmowy z ludźmi na ulicach, jak sprzedawać gadżety, jak angażować innych. Ja miałam  dyżury w biurze, odbierałam telefony od zgłaszających się do pomocy wolontariuszy.  Zapisywałam ich. Ponieważ moim zadaniem było się uczyć, jak działa wolontariat, chodziłam też i przyglądałam się, jak to  funkcjonuje. To zdumiewające, ale codziennie rano, gdy ludzie przychodzili, było wiadomo, kto odbiera telefony, kto dzwoni, kto otwiera koperty itd.  Znakomita organizacja i koordynacja działań.

Miałaś okazję być blisko Hillary Clinton?

No... widziałam ją, oczywiście, przecież tam bywała, ale naturalnie nie było mowy o żadnej rozmowie czy bliższych kontaktach. Absolutnie to byłoby niemożliwe. Bezpośredni kontakt miał z nią tylko wąski krąg osób.

Czego się nauczyłaś?

Przede wszystkim tego, jak działa taki wolontariat. Poza tym, jak ważna jest autoprezentacja i kreowanie wizerunku polityka.

Patrzysz teraz na Hillary Clinton i na Donalda Trumpa. Kto lepiej kreuje swój wizerunek?

Ja mam nieobiektywne spojrzenie. Dla mnie Donald Trump to nieporozumienie,  cofanie  USA i świata o dziesiątki lat. Nie rozumiem tego, ale rozumiem, że Amerykanie mają prawo do wolnej decyzji. Mam w Stanach wielu znajmych, którzy go fanatycznie uwielbiają, więc jego wizerunek do kogoś przemawia. Ja mam nadzieję, że wygra Hillary Clinton.

Z Obamą przegrała...

Wiele razy się nad tym zastanawiałam, jak to się stało, że Amerykanie nie postawili na znaną kobietę, funkcjonującą od dawna w amerykańskiej polityce, tylko wybrali osobę zupełnie nową. Ale powiedzmy sobie szczerze, Obama jest świetny. I ma w sobie to unikatowe ciepło w wystąpieniach publicznych, którego Hillary Clinton ciągle brakuje.

 

Dorota Stasikowska-Woźniak – pisarka, trenerka, kreatorka akcji społecznych, specjalistka ds. autoprezentacji i kreowania wizerunku, prezydent Dress for Success Poland, organizacji pomagającej bezrobotnym kobietom powrócić na rynek pracy, której główna siedziba w Polsce mieści się w Katowicach.

 

Napisz do autora m.zawala@silesion.pl
Zmiana kategorii na: Zdrowie