Relacja

Afera podsłuchowa w Bytomiu

Ktoś nagrywa radnych i urzędników miasta.

Zaskakujące życzenia znalazł w urzędowej poczcie przewodniczący rady miasta Mariusz Janas. Tuż przed rozpoczęciem sesji sekretarka przyniosła zostawioną dla niego kopertę. W środku były życzenia imieninowe i pendrive.

- Pomyślałem, że to żart, bo to nie był dzień moich imienin. Poszedłem na sesję, a sekretarkę poprosiłem, żeby sprawdziła co jest na urządzeniu - mówi Silesion.pl Mariusz Janas

Po 4,5 godziny w prowadzeniu obrad zastąpił go Andrzej Kostek. Wtedy Mariusz Janas wrócił do pokoju. Na przenośnym dysku były nagrania. Jak się okazały rozmów, które prowadził w pokoju przewodniczącego rady.

Kim pan jest, panie prezydencie Bartyla?

- To jest skandal - mówi Mariusz Janas - Nie wiem kogo mogę podejrzewać. Nie każdy ma dostęp do tego pokoju. Z drugiej strony, technika jest taka, że mógł to robić każdy.

Mariusz Janas wezwał policję, która jednak nie znalazła urządzeń nagrywających. Pobrano odciski palców i prowadzone jest śledztwo.

Zdaniem Mariusz Janasa nagrania obciążają prezydenta Damiana Bartylę i sekretarza urzędu. Jednak nie z uwagi na treść zarejestrowanych nagrań, a fakt, że do tej pory nic w tej sprawie nie zrobili.

Polityczne wstrząsy w Bytomiu

- To jest hucpa. Dlaczego prezydent i sekretarz nie zamknęli urzędu i nie przebadali pozostałych pokoi? 48 godzin po wydarzeniu i żadnej reakcji - mówi oburzony przewodniczący rady miasta.

Z nagrań wynika, że były prowadzone nie tylko w pokoju przewodniczącego rady miasta, ale także w pokoju wiceprezydenta. Jak dowiedział się Silesion.pl słychać na nich głos odwołanego wiceprezydenta Andrzeja Panka.

Z treści rozmów Mariusz Janas oraz Michał Bieda wywnioskowali, że nagrania musiały być prowadzone w marcu, kwietniu, czerwcu i w sierpniu.

- To są przeróżne rozmowy. Głównie omówienie sesji rady miasta. Brak na nich informacji, które mogłyby kogoś skompromitować - mówi Mariusz Janas.

Urzędnicy nie kryją oburzenia. Nieoficjalnie mówi się, że nagrania mogą być prowadzone od co najmniej dwóch lat. Zaskoczeni są obecni wiceprezydenci Robert Dederko i Bożena Mientus.

- Sprawa jest bardzo poważna. To nie powinno mieć miejsca. Bardzo niepokojąca rzecz, że coś takiego się zdarzyło - mówi Robert Dederko.

- Nie słyszałam tych nagrań. Nie widziałam też urządzeń w swoim gabinecie - mówi Bozena Mientus, która zajęła pokój odwołanego Andrzeja Panka.

Urzędnicy przyznają, że aby uniknąć podobnych sytuacji, trzeba by po każdym wyjściu interesanta sprawdzać czy nie przykleił czegoś pod krzesłem.

Czytaj więcej

Napisz do autora m.ciesla@silesion.pl
Zmiana kategorii na: Wnętrza