Czytasz: Durczok: My to momy szczyńście

Durczok: My to momy szczyńście

Śląsk ma wyjątkowe szczęście do swoich biskupów. Głos ze Śląska, i tego Górnego, i Opolszczyzny, i wreszcie hierarchów z Ostrowa Tumskiego, jest głosem wyjątkowym

 

Jest fenomenem czasów leniwego katolicyzmu. Mobilizuje tysiące: młodych i starych, wierzących i praktykujących, ale też tych, którzy Kościół dostrzegają dopiero w obliczu ostatecznej konfrontacji z własnymi problemami.

Pielgrzymka mężczyzn do Sanktuarium w Piekarach Śląskich to od dziesięcioleci coś wykraczającego poza kościelne święto. Dziesiątki tysięcy maszerujących do Matki Sprawiedliwości i Miłości Społecznej nie idą tam tylko po to, by się przypodobać swojemu farorzowi. Idą, bo wiedzą, że słychać tam będzie głos Kościoła Śląskiego. I śmiem twierdzić, że w każdej innej pielgrzymce szliby raczej z obowiązku.

Tu idą z potrzeby. Dlaczego?

Bo akurat Śląsk ma wyjątkowe szczęście do swoich biskupów. Głos ze Śląska, i tego Górnego, i Opolszczyzny, i wreszcie hierarchów z Ostrowa Tumskiego, jest głosem wyjątkowym. Zwłaszcza na tle ultrakonserwatywnego, upolitycznionego, często koniunkturalnego i łasego na romanse z polityką polskiego Episkopatu.

Uważam, że Episkopat przerosły problemy i wyzwania współczesnego świata. Na tle Papieża Franciszka, większość polskich biskupów to faktycznie „książęta Kościoła”. Tyle, że w magnackim tego słowa znaczeniu. Nie są arystokracją i elitą intelektualną, zdolną wyznaczać cele i drogi do nich. Są archaiczni, zamknięci, wystraszeni nowym porządkiem. Przerażeni mediami, które dziś często rządzą, tak porządkując świat i piętnując zło, jak i tracąc z pola widzenia podstawowe wartości, jakie powinny przyświecać prawdziwemu dziennikarstwu. Biskupi, jak grupa wystraszonej szlachty, zamykają się w swoich wystawnych twierdzach, widząc szatana w każdym, kto ośmiela się zdobyć na odrobinę krytyki. 

Śląsk ma inne doświadczenia. Na szczęście.

Niedzielne słowa z Piekar potwierdziły, że wyczucie społecznych oczekiwań, pytań i problemów przytłaczających większość społeczeństwa, jest u nas wyjątkowe. Arcybiskup Wiktor Skworc, poruszając problemy dyskutowane w większości polskich domów, pokazał, że biskup to ktoś blisko zwykłego człowieka. Niezwykle brzmiały odniesienia do metropolii, smogu (!!!), wreszcie handlu w niedzielę. Choć akurat w tej ostatniej sprawie zabrakło nieco krytyki dwulicowości, obecnej w olbrzymiej części społeczeństwa. Wolna niedziela i brak przymusu pracy w tym dniu brzmią kapitalnie. Szkoda tylko, że ci sami ludzie, którzy głoszą je z takim zapałem, sami najchętniej niedziele spędzają w wielkich centrach handlowych. I  domagają się, by działały od rana do nocy. Ale to osobna kwestia, na którą pewnie w dyskusjach o nowym prawie przyjdzie jeszcze czas. 

Fajnie, że raz w roku mamy ten piekarski dzień. I fajnie, że od lat, kolejno, mamy w katowickiej Archikatedrze ludzi, o których bez wątpliwości można powiedzieć: „nasz biskup”. Nawet, jeśli jest się niewierzącym. 

 

 

Czytaj więcej