Czytasz: Zniszczone ogrodzenia, zagrożenie w ruchu drogowym... Mieszkańcy Bytomia mają dość dzików

Zniszczone ogrodzenia, zagrożenie w ruchu drogowym... Mieszkańcy Bytomia mają dość dzików

Mieszkańcy Bytomia coraz częściej skarżą się na obecność dzików w mieście.

 Rozorane trawniki, uszkodzone ogrodzenia i zagrożenie w ruchu drogowym – to tylko niektóre z "osiągnięć" dzików buszujących po Bytomiu. W ostatnich dniach mieszkańcy Suchej Góry, jednej z dzielnic miasta, zwrócili się do urzędu miasta o interwencję w tej sprawie. 

– Zwierzęta te codziennie podchodzą pod nasze domy, a nawet przedzierają się przez ogrodzenia i ryją ziemię na naszych posesjach(…) Zagrożone jest nasze bezpieczeństwo. Boimy się wychodzić z domu, bo po ulicach spacerują dziki. – piszą przejęci mieszkańcy.

Jak podkreślają przedstawiciele UM Bytom, problem jest nie tylko w Suchej Górze. Z obecnością dzików borykają się także osoby mieszkające w innych dzielnicach – w Miechowicach, Stolarzowicach, Rozbarku. Coraz częściej służby zmuszone są do interwencji także w centrum miasta – w Parku Miejskim i na pl. Akademickim.

"Sąsiadka przygotowała dzikom ucztę z obiadowych resztek"

 

Jak radzić sobie z problemem dzików, które coraz pewniej czują się w mieście? Jednym ze sposobów jest niedokarmianie tych zwierząt.

– Nie raz byłam świadkiem, jak sąsiad wracający wieczorem z pracy nie mógł wejść do domu, bo wokół kręciła się locha z małymi. Nic dziwnego, skoro chwilę wcześniej sąsiadka przygotowała im ucztę z obiadowych resztek. Jak widać apele spółdzielni mieszkaniowych nie znajdują odbiorców – mówi mieszkanka jednego z osiedli w Miechowicach.

Straż miejska regularnie przypomina zarządcom wspólnot mieszkaniowych o pilnowanie porządku wokół śmietników, o ich odpowiednim zapezpieczaniu. Proszą też mieszkańców spacerujących po parkach, aby nie pozostawiali tam jedzenia. 

Jak Bytom stara się walczyć z problemem? Miasto współpracuje z firmą, której zadaniem jest odławianie i przewożenie dzikich zwierząt w głąb lasu. Dodatkowo, władze miasta tworzą tzw. strefy ochronne oraz stosują środki chemiczne, które mają odstraszyć zwierzynę. Ze względu na to, że dziki pojawiają się na osiedlach, czyli terenach zabudowanych, wystrzał ostrzał zwierząt byłby zbyt ryzykowny.

– Tylko w tym roku odprowadzono do lasu prawie 300 osobników. Nie mamy jednak gwarancji, że wywiezione zwierzęta nie powrócą. Za skuteczność tej akcji w znacznej mierze odpowiedzialni są ludzie. Jeśli chcemy pomóc dzikom, musimy zrozumieć, że dokarmianie ich jest szkodliwe, niszczy równowagę w przyrodzie i stwarza niebezpieczeństwo zarówno dla ludzi, jak i dzików. – tłumaczy Marek Gorzkowski, naczelnik Wydziału Inżynierii Środowiska UM.

Marek Gorzkowski podkreśla, że jeżeli wyczerpane zostanę wszelkie sposoby na zredukowanie liczby występujących osobników, konieczne mogą być radykalne rozwiązania.