Czytasz: Oszukała lekarzy. Wycieli jej żołądek, śledzionę i przełyk

Oszukała lekarzy. Wycieli jej żołądek, śledzionę i przełyk

Kobieta zmyśliła nowotwór. We wrześniu pozna wyrok sądu w Gliwicach.

26 września sąd w Gliwicach zdecyduje o losie 24-letniej kobiety, oskarżonej o podrobienie i posługiwanie się sfałszowaną dokumentacją wskazującą, że cierpi na złośliwy nowotwór. Po przedstawieniu jej lekarzom przeszła poważną operację.

Biegli: jest chora psychicznie

W szpitalu w Bełchatowie w czerwcu 2016 r. na podstawie tych wyników usunięto jej żołądek, część przełyku, śledzionę i węzły chłonne. Biegli psychiatrzy ocenili, że kobieta cierpi na poważne zaburzenia psychiczne i ma ograniczoną poczytalność.

- W związku z tą opinią prokuratura wystąpiła do sądu o warunkowe umorzenie postępowania i zobowiązanie kobiety do poddania się leczeniu w warunkach ambulatoryjnych, jak wskazali biegli. Sąd rozpatrzy sprawę 26 września - poinformowała w czwartek prok. Karina Spruś z gliwickiej prokuratury okręgowej.

Jak wyjaśniła, kobieta mimo braku żołądka może jeść, muszą to być jednak określone pokarmy o odpowiedniej konsystencji i spożywane w małych porcjach.

Dwa postępowania w sprawie

Prok. Spruś dodała, że gliwiccy śledczy prowadzą w tej sprawie 2 postępowania. Pierwsze, w którym nie postawiono jeszcze nikomu zarzutów, wszczęto po zawiadomieniu 24-latki w sprawie doprowadzenia do ciężkiego uszczerbku na jej zdrowiu przez lekarzy z bełchatowskiego szpitala.

- Jest ono obecnie zawieszone, czekamy na opinię biegłych, którzy ocenią postępowanie lekarzy z Bełchatowa – wyjaśniła prok. Spruś.

W drugim postępowaniu zarzuty usłyszała sama pacjentka. Jest oskarżona o sfałszowanie i posługiwanie się sfałszowaną dokumentacją medyczną. Według ustaleń prokuratury, kobieta sfabrykowała wyniki badań – gastroskopii i badań histopatologicznych pobranych wycinków – by wskazywały, że cierpi na zaawansowany nowotwór żołądka. Miała w tym celu bazować na informacjach zaczerpniętych z forów internetowych.

Dlaczego zoperowano kobietę?

Jak poinformowała prok. Spruś, bełchatowscy lekarze nie prowadzili dalszej diagnostyki kobiety, a przedstawione wyniki badań nie budziły ich wątpliwości. Podczas operacji nie stwierdzili obecności nowotworu, w jamie otrzewnej zauważyli jednak białe guzki, które mogły być objawem tej podstępnej choroby. Za kontynuowaniem operacji przemawiał też fakt, że ewentualna kolejna mogłaby się odbyć dopiero za pół roku, tymczasem opierając się na wynikach badań, sugerujących zaawansowany nowotwór, lekarze uznali, że pacjentka może operacji w tym terminie nie dożyć.

Kiedy szpital otrzymał wyniki badań histopatologicznych wyciętych narządów, jednoznacznie stwierdzające, że nowotworu nie było, powiadomił prokuraturę. Wcześniej do domu 24-latki przyszedł jednak z Bełchatowa anonimowy list informujący, że wycięto jej zdrowe narządy. Prokuratura przypuszcza, że podczas pobytu w tym mieście sama mogła go wysłać. Zaalarmowana matka kobiety zawiadomiła wówczas gliwicką prokuraturę, która wszczęła pierwsze postępowanie.

Czytaj więcej