Czytasz: Zmyślił historię napadu, bo chciał wzbudzić współczucie żony

Zmyślił historię napadu, bo chciał wzbudzić współczucie żony

Opowiedział żonie zmyśloną historyjkę. Zamiast współczucia ma problemy, bo partnerka zadzwoniła po policję.

Kilkunastu policjantów z tarnogórskiej komendy w ubiegły czwartek szukało trzech sprawców rozboju, którego nie było.  Do zdarzenia miało dojść w w Tarnowskich Górach przy ulicy Powstańców Śląskich.

W czwartek po godzinie 21.00 do dyżurnego zadzwoniła kobieta, która oświadczyła, że przed chwilą jej mąż padł ofiarą trzech napastników. Ci mieli go pobić a następnie zabrać mu telefon i portfel. Policjanci od razu ruszyli pod wskazany adres, gdzie z pokrzywdzonym ustalili okoliczności zdarzenia.

Mężczyzna zeznał, że na ulicy Powstańców Ślaskich w Tarnowskich Górach spotkał trzech mężczyzn, którzy chcieli od niego 10 złotych na piwo. Ten, chcąc ich ominąć, został przez nich zaatakowany i uderzony w twarz, po czym stracił przytomność. Gdy się ocknął, nie miał już telefonu, portfela z dokumentami i zegarka. Pokrzywdzony nie chciał przyjazdu karetki, gdyż miał na drugi dzień sam pójść do lekarza ze swoimi obrażeniami twarzy.

35-latek potrafił tylko opisać jednego z napastników, który miał mieć jasną kurtkę, a pozostali mężczyźni byli w kapturach na głowach. Mundurowi przystąpili do poszukiwania sprawców rozboju, przeglądali zapisy z kamer monitoringu i sprawdzili wszystkie możliwe tropy. Dopiero na drugi dzień, gdy kryminalni przyjrzeli się sprawie, kilka rzeczy wzbudziło ich podejrzenia. Postanowili jeszcze raz spotkać się ze zgłaszającym.

- Wtedy mężczyzna przyznał się, że do żadnego rozboju nie doszło i wytłumaczył całą sprawę. Telefon sprzedał, żeby oddać pieniądze. W mieszkaniu kolegi, w chwili przekazywania pieniędzy był znajomy, który się na niego zdenerwował i uderzył go w twarz - stąd jego obrażenia. Natomiast portfel zgubił, gdy wybiegł z mieszkania kolegi.

Po całym zajściu pomyślał, że pójdzie do żony z którą nie mieszkał i wzbudzi u niej współczucie. Opowiedział zmyśloną historyjkę, która brzmiała prawdziwie. Nie spodziewał się, że zaniepokojona żona od razu zadzwoni po policję. Gdy mundurowi przyjechali do mieszkania to było już za późno i 35-latek dalej brnął w kłamstwa. Teraz odpowie za wywołanie niepotrzebnej czynności policji, za co grozi mu kara aresztu lub grzywny do 1500 złotych oraz nawiązki w wysokości 1000 złotych.

Czytaj więcej