News

Zmarł Cohen. Pamiętamy jego koncerty na Śląsku

Nie żyje poeta piosenki. Słuchaliśmy go w 1985 roku w Zabrzu, a w 2010 w katowickim Spodku

Twórca urzekających ballad takich, jak "Hallelujah", "Suzanne", "I'm your man" czy "Dance me to the end of love" zmarł w wieku 82 lat. Szczegóły dotyczące przyczyn jego śmierci nie są znane.

 Urodził się w 1934 roku w Montrealu. Choć nauczył się grać na gitarze w wieku trzynastu lat, a wcześniej zaczął pisać piosenki, początkowo traktował muzykę w sposób czysto rekreacyjny i nie zamierzał zostać piosenkarzem. Nigdy też nie był wybitnym instrumentalistą. Przypadkową sławę przyniosła mu piosenka Suzanne, której profesjonalną wersję nagrała folkowa piosenkarka Judy Collins. Utwór ten stał się radiowym przebojem roku 1965. Jego monotonny, ciepły baryton zachwycał, szczególnie w Polsce, bardziej niż w jego rodzinnej Kanadzie.  

Było to zasługą popularyzatorskiej działalności Macieja Zembatego i jego (wspólnych z Maciejem Karpińskim) tłumaczeń tekstów piosenek i wykonań polskich coverów. Gdy w 1985 Leonard Cohen przyjechał na trasę koncertową do Polski, występował przy pełnej widowni w największych halach koncertowych: m.in. 21 marca w Domu Muzyki i Tańca w Zabrzu.

 "(...) Koncert w Zabrzu rozpoczął się jednym z dawniejszych utworów poety "The Bird On The Wire" - melancholijną balladą o człowieku, który bronił swej niezależności. Nastrój, trochę tajemniczy, bardzo poważny, choć bez dystansu do publiczności podkreśla skromna, ale znakomicie przygotowana oprawa świetlna. Doskonale spisywał się akompaniujący Cohenowi zespół. Muzycy podporządkowali swoje umiejętności i predyspozycje klimatowi utworów poety. (...) Przyznać trzeba, że publiczność zaprezentowała się z najlepszej strony, (...), a na zakończenie, po kilkakrotnych bisach zgotowała wykonawcy długotrwałą "standing ovation". Przyznam, że niemłody już przecież poeta zaskoczył mnie doskonała kondycją artystyczną, a także fizyczną (koncert trwał ponad trzy godziny). Wiele jego utworów zabrzmiało na żywo znacznie lepiej niż na płycie, m. in. ballada "The Law". Szczególnej wymowy nabrał specjalnie zapowiedziany przez poetę utwór "The Partisan" jedyny w repertuarze poety, który nie wyszedł spod jego pióra. (...). Możliwość porównania tego, co od wielu lat znało się tylko z płyt z tym, co Cohen prezentuje na estradzie obecnie, była fascynująca, jednakże zawsze istnieje w takich sytuacjach pewien niepokój, że hołubiony od dawna mit zbudowany na wyobrażeniu jedynie, bezlitosna rzeczywistość obnaży, (...). Jednakże tym razem już po drugim, czy trzecim utworze wiedziałem, że się nie zawiodłem. I jeszcze jedno uświadomiłem sobie, gdy poeta zniknął za kulisami: na płycie, na estradzie, w tomiku wierszy jest ten sam Cohen, nie ma podziału na proste tekściki piosenek i wielką poezję dla wydawnictw - tu i tam jest ten sam WSPANIAŁY ARTYSTA”. Tak pisał Witold Turant, "Ten sam Leonard Cohen", Katolik nr 15/1985

 4 października 2010 r. zagrał w katowickim Spodku, a 10 października na warszawskim Torwarze. Przed warszawskim koncertem Leonard Cohen spotkał się z Lechem Wałęsą.   

Litwa była częścią Polski. Moja matka pochodziła z Litwy, a gdy w 1925 roku przybyła do Kanady, poznała mojego ojca. Moja prababka ze strony ojca pochodziła z Polski i pojawiła się w Kanadzie w 1865 r. Jestem więc całkowicie Polakiem! - mówił na  Cohen na konferencji prasowej w Warszawie18 marca 1985 roku.

Jeśli byliście na koncertach w Zabrzu lub katowickim Spodku, wyślijcie swoje zdjęcia.

Czytaj więcej


 

 

Napisz do autora m.zawala@silesion.pl
Zmiana kategorii na: MODA I URODA