Relacja

Złombol rusza do kraju Basków [zdjęcia]

Tegoroczny charytatywny rajd "Złombol" wyrusza z Katowic do Kraju Basków. Pojadą auta produkcji lub konstrukcji z czasów PRL.

Ok. 2,5 tys. pasjonatów dużych fiatów, maluchów, żuków, nys, wartburgów i innych aut produkowanych w dawnym bloku wschodnim wyruszy w sobotnie południe z Katowic w tegoroczny, 11. charytatywny rajd "Złombol". Meta – w Kraju Basków.

Głównym założeniem i celem rajdu - obok przeżycia niezapomnianej przygody - jest zbiórka pieniędzy na potrzeby podopiecznych śląskich i opolskich domów dziecka. Za zebrane pieniądze organizatorzy m.in. kupują dzieciom prezenty rzeczowe i organizują im kolonie. Jak podała jedna z organizatorek Martyna Kinderman, w ramach tegorocznej akcji zebrano już ponad 1 mln zł.

Trasa "The Biskaya Edition" prowadzi przez Czechy, Niemcy, Francję, aż do północnego regionu Hiszpanii. W cztery dni do pokonania będzie ok. 2,5 tys. kilometrów.

CZYTAJ TAKŻE: Niezwykłe ogłoszenie podbiło serca internautów

W tym roku do rajdu zgłosiło się rekordowe 530 załóg, czyli ok. 2,5 tys. osób. Uczestnicy tego nietypowego rajdu na wyprawę ruszają samochodami produkcji lub konstrukcji z czasów PRL. Co roku na starcie nie brakuje więc ikon polskiej motoryzacji - fiatów 126 i 125 p, a także pojemnych żuków. Są też skody, NDR-owskie wartburgi, radzieckie łady, a także wołgi, warszawy, honkery czy velorexy.

Zdaniem Kinderman, magnesem przyciągającym do udziału w rajdzie jest chęć przeżycia niezapomnianej przygody. "Ponadto, aspekt charytatywny daje poczucie, że zrobiło się coś dobrego dla innych" – podkreśliła.

"To niesamowicie łącząca ludzi impreza, w drodze wszyscy sobie bezinteresownie pomagają. To mnie najbardziej urzeka" – dodała Kinderman.

W tym roku można wybrać jedną z dwóch proponowanych tras: północną lub południową, które połączą się dopiero we francuskim Bordeaux. "Północna trasa jest bardziej +romantyczna+ i nastawiona na zwiedzenie. Dla tych, którzy nie chcą pominąć Paryża i po drodze będą mieli dodatkowe bonusy w postaci Drezna, Frankfurtu, Saarbrucken, Reims oraz po zwiedzeniu stolicy Francji piękny Orlean i La Rochelle" – przypomniała Kinderman.

Południowa trasa jest nieco bardziej "ekspresowa". "Dla ekip, którym spieszy się na plażę, proponujemy Pragę, Heidelberg, Strasburg, przelot przez malowniczy rejon +Rhone-Alpes+, wulkany w parku narodowym Auvergne i w końcu połączenie się z resztą ekip na wspólnej trasie" - podała.

Na metę wybrano leżącą między Bilbao i Santander miejscowość Noja.

Miłośnicy starych samochodów nie podróżują w kolumnie, choć często łączą się w grupki. Mają przez to pewną swobodę w układaniu trasy. Wieczorami spotykają się na proponowanych przez organizatorów campingach czy miejscach noclegowych.

Każda z wypraw to spore wyzwanie dla samochodów i załóg. W poprzednich latach uczestnicy pokonywali strome alpejskie podjazdy, skandynawskie pustkowia czy dziurawe drogi w Bułgarii. Nie wszystkie pamiętające poprzednią epokę samochody wytrzymują trudy podróży - prawie każdego roku na skutek awarii część załóg musi zrezygnować z podróży. Zdarzyło się, że uczestnicy odpadali tuż za linią startu lub nawet na start nie dojechali.

Aby zostać dopuszczonym do udziału w rajdzie, załoga musi uzbierać minimum półtora tysiąca złotych - pieniądze pochodzą od firm i osób prywatnych, których naklejki widnieją na samochodach. Całość uzbieranych środków trafia do dzieci - koszty wyjazdu i przygotowania auta uczestnicy pokrywają sami.

W poprzedniej edycji wystartowało ponad 2 tys. osób z 450 ekip, dzięki którym zebrano rekordową wówczas kwotę ponad 1 mln zł. Z tych pieniędzy – jak podała Kinderman – zafundowano dzieciom z domów dziecka m.in. prezenty rzeczowe takie jak rowery, komputery czy lokówki.

Dzieci wzięły też udział w wycieczkach, a ponad 300 z nich – także w 2-tygodniowych koloniach na morzem lub w górach. Ostatnio organizatorzy rajdu rozpoczęli też projekt, który nazwali "wyrównanie szans". Chodzi w nim o przygotowanie młodzieży, która ma niebawem opuścić domy dziecka, do wejścia w dorosłość m.in. poprzez dodatkowe zajęcia czy kursy zawodowe.

Rajd wymyślili miłośnicy aut produkowanych w dawnym bloku wschodnim: Marcin Tetzlaff, Martyna Kinderman i Jan Badura, którzy zdecydowali się pojechać starymi autami do Monako. Pomyśleli, że przy okazji można pomóc dzieciom.

W pierwszej edycji, w 2007 roku, uczestniczyły tylko dwa samochody. W kolejnych latach liczba zaczęła wzrastać. Po dwóch wyjazdach do Monako, uczestnicy rajdu odwiedzili już m.in. daleką północ Europy, słynne szkockie jezioro Loch Ness, Azję i północną Afrykę. (PAP)

Czytaj więcej

Zmiana kategorii na: News