Aktywnie

Górnik, malarz, rowerzysta

Jest emerytowanym górnikiem, maluje obrazy i morsuje. Przejechał też Kubę na rowerze. Jakie jeszcze pasje ma Zdzisław Majerczyk?

Zdzisław Majerczyk 30 lat przepracował pod ziemią, na kopalni Wieczorek. Potem przyszła emerytura i postanowił wykorzystać życie do końca. Spełnić te wszystkie odłożone marzenia i wyszukiwać nowe. Bez przerwy było mu mało. Nie planował tego, co zrobi na emeryturze. Może jedynie rower, dwa czy trzy lata przed emeryturą zaczął się tym interesować. Chciał jeździć, żeby nie skończyć przy kuflu piwa. A potem zaczęły dochodzić nowe pomysły.

- Trudno mi wybrać jedną, ulubioną pasję. Ale to chyba rower. Przez jego praktyczność. Bo można zarobić na rowerze jako kurier, gdyby trzeba było. Mogę jeździć i się komunikować, bywać w świecie, gdzie tylko chcę – mówi były górnik.

W Sylwestra zrobił 50 km na rowerze, pojechał zobaczyć jak się miasto przygotowuje do imprezy i wrócił do siebie, "na Janów".

Rower

Jak człowiek wystaje to go czasem zauważą. Otóż, trafiłem do Zespołu do spraw polityki rowerowej miasta Katowice. Wiedzieli, że prowadzę klub „Pozytywnie zakręceni” i jeżdżę na rowerze. Zaprosili mnie do grupy. Spotykamy się i analizujemy dzielnice miasta. Sprawdzamy, jak można ścieżki rozplanować i gdzie wyznaczyć nowe. Zrobiliśmy całe centrum Katowic, ale ja jestem najbardziej dumny z mojego pomysłu, czyli stworzenia ścieżki między Nikiszowcem a Giszowcem. Znajomi pytali mnie, jak najszybciej połączyć rowerem te dwie, od niedawna bardzo popularne, dzielnice. Jest ulica Szopienicka, ale dość ruchliwa. No i piękna droga przez las. Tylko jak wytłumaczyć ludziom, którędy po lesie jechać. Napisałem projekt, dostałem dofinansowanie, zrobiłem sobie uprawnienia znakarza szlaków rowerowych i wyznaczyłem szlak.

Przed emeryturą kupiłem sobie rower, taką damkę. Potem miałem rower włoski, jeździłem nim 12 lat. W końcu poszła rama, zespawałem ją, ale nie pomogło. Chyba zajeździłem go na śmierć. Kolejny zafundowała mi żona. Ludzie widzieli mnie w akcji i zaczęli się przyłączać. Kolega zapytał czy może jeździć ze mną, bo samemu się nie chce. Było nas widać, kolejni zaczęli dochodzić i tak powstał nasz klub. Jeździmy razem po kraju.

8 lat temu, Polacy przegrali pierwszy mecz z Niemcami podczas Mistrzostw Europy w piłce nożnej. I wtedy się zdenerwowałem. Miałem 55 lat i powiedziałem „ja wam pokażę”. Objechałem całą Polskę na rowerze. W 30 dni przejechałem 3600 km. Taki zły byłem. Spakowałem rower i pojechałem. To był mój pierwszy i najdłuższy wypad. Spontaniczny. Byłem sam, nocowałem w namiocie. Zatrzymywałem się tam, gdzie mi się podobało. W 98% jeżdżę sam, zwłaszcza na te długie wyprawy. Samemu najlepiej.

A w minionym roku byłem z grupą rowerową na Kubie. Musiałem jechać z grupą, bo językowo bym nie podołał. Spaliśmy na plażach. Przez 14 dni zrobiliśmy niecały tysiąc kilometrów. Jechaliśmy przez dżunglę, wsie, miasteczka, które wyglądają jak na westernach. To była niekomercyjna Kuba. Z rąk się krew lała, bo akacje w dżungli mają kolce. Temperatura 40 stopni, ubrania mieliśmy mokre. To było ciekawe doświadczenie.

Harmonijka

Żona jest zadowolona, bo nie ma innych problemów ze mną. Coś trzeba robić. Jak miałbym jej zrzędzić, chodzić po domu i narzekać, że zupa za słona, to by ze mną nie wytrzymała. Żona mnie wspiera, kupiła mi rower, kupuje farby. Podarowała mi też harmonijkę ustną i tak zacząłem dmuchać. Wyszły dźwięki, potem zacząłem grywać, nawet z Jankiem Skrzekiem, gdy żył. Ale też z Michałem Urbaniakiem i jego bandem! Udało mi się z nimi zagrać, nawet mi jeden z muzyków mikrofon podstawił. Jeżdżę na dżemy, gramy sobie, improwizujemy. Ja się nigdy nie uczyłem muzykowania. Po prostu gram jak czuję, intuicyjnie.

Malarstwo

A jeżeli nie jeżdżę, nie prowadzę klubu, nie załatwiam spraw, gdy jestem w domu i nie ma pogody, to maluję. Dla mnie pejzaż to jest takie swobodne machanie pędzlem. Człowiek się nie zastanawia. Ale maluję też według wzoru. Do Nikiszowca, który malują wszyscy, zawsze dodam coś od siebie. Chcę go urozmaicić. Jak się sprzeda obraz to mam na farby i pędzle. Jak nie, wieszam go w domu. Trafiłem też do Grupy Janowskiej. Spotykamy się co wtorek. Jestem z tego dumny.

Co jeszcze?

Uczę się też angielskiego. Dopiero zacząłem, a może powinienem szlifować rosyjski? No, ale się uczę, żeby móc się dogadać na wyjazdach. Morsuję. Jeżdżę na rolkach. Działam w stowarzyszeniu „Razem dla Nikiszowca”.

Doba ma 24 godziny. I ja mówię, że 8 godzin się śpi, a 16 godzin ma się do dyspozycji. To jest bardzo dużo. Nie rozumiem, gdy ludzie mówią, że nie mają czasu. Jeśli odjąć cztery godziny na posiłki i inne takie, to i tak jest jeszcze mnóstwo czasu. Nie myślałem o swoim życiu w ten sposób, jestem spontaniczny. Nie wiem, jak będzie wyglądało moje jutro. Zawsze marzyłem, by mieć dach nad głową i nie być głodnym. Nie myślałem o motocyklach czy samochodach. Nie spodziewałem się, że tak się poukłada. 

Jestem normalny. W lotto nie wygrałem, ale chyba by mi to szczęścia nie dało. Życie mi się ułożyło jak chciałem. Zdarzają się wypadki, choroby, ale to pokazuje, żeby życie wykorzystywać bardziej. Czy kogoś zmotywowałem? Parę osób zaczęło jeździć na rowerze.

Czytaj więcej

Napisz do autora k.glowacka@silesion.pl
Zmiana kategorii na: Gala BCC